Andrzej Duda jest niezłomny, Beata Szydło ma stalową wolę – zainspirowała się pobytem w Stalowej Woli. Retoryka PiS jest szczególna, w literaturze nazywa się to grafomanią.
Nazwijmy ją oralną manią. To po prezesie Kaczyńskim, który z kolei jest Mojżeszem, bo stale wędruje po Krakowskim Przedmieściu do prawdy.
Szydło w swej oralnej manii zaapelowała do Dudy, który przestał być dwa dni temu elektem, aby dopisał kolejne 3 pytania referendalne, choć niewiele mają wspólnego z rozumem, ale poszerzają dla PiS pole walki.
Mania Szydło (Beata) chce legitymacji dla cofnięcia reformy emerytalnej. Duda też tego chce, choć w orędziu wyraził się o tej cofce w języku o wiele mniej konfrontacyjnym.
Ten apel Szydło skazuje PiS do włączenia się do walki o frekwencję w czasie referendum. A referendum mimo wszystko dotyczy głównie JOW-ów. Szydło ma w pogardzie inteligencję narodu (jakie jest średnie IQ Polaków?).
O wiele ważniejsze pytanie od lasów, które i tak będą państwowe (chyba że ktoś zalesi sobie działkę rolną) jest pytanie o utrzymanie kleru na państwowym garnuszku i nie płaceniu przez tę klasę społeczną podatków.
O to winno się spytać w referendum, aby kler nie wpychał swojego skamieniałego umysłu do debaty o nowoczesności Polski. Kler może walczyć o dusze PiS-u, ale wara mu od wartości, które dawno przestały być w jego gestii (gdzieś w okresie reformacji). O tym można przeczytać w pismach Jana Pawła II (kler, ani pisowcy nie czytają tego świętego), który mimo mojego dla niego podziwu, szybko traci na intelektualnej uniwersalności.
Stalowa wola w Stalowej Woli kandydatki prezesa na premiera Szydło potwierdziła, iż PiS u władzy to nieuchronna katastrofa dla finansów Polski, czytaj: zatrzymanie postępu materialnego i aspiracji Polaków.
Tak wynika z oralnej manii kandydatki Szydło.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)