Często się zdarza, że realność naśladuje fikcję. Tak ponoć było z amerykańskimi mafiami, które zafascynowały się powieścią Mario Puzo „Ojciec chrzestny” i wprowadziły w życie obyczaje, które były w niej opisane, a przecież pisarz wyssał je z palce. A po filmie Coppoli każdy znaczny mafioso chciał być Godfatherem Marlonem Brando, a później Al Pacino.
U nas praktyki fikcyjne są może nawet częstsze niż u Jankesów, a to dlatego, że literaturę mamy wybitną, która potrafi dostrzec absurdy realności, opisuje je, a my potem mamy świadomość np.: kto jest z Mrożka.
Nie tylko Sławomir Mrożek potrafił obnażać śmieszność i kreślić ją w odpowiednim gatunku. Poprzestańmy na nim, wszak nie piszę eseistyki literackiej.
Taką mrożkowską partią jest PiS. Dziennikarze mogliby nie trudzić się opisem krytycznym dziaalności tej partii, wystarczy lektura autora „Tanga” – i PiS mamy, jak na groteskowej dłoni (w debacie: pięści).
Właśnie – „Tango”, acz może to być inny wybitny dramat, bądź proza tego autora. Prezes Kaczyński to wszak Stomil, jego akolici to zbiorowy kołtun Edek (Edzio), a ostatnio z kulis wyjrzał Artur – Andrzej Duda.
Otóż jeden z Edziów Stanisław Karczewski, szef sztabu wyborczego PiS, oskarżył premier Ewę Kopacz, „że PO organizuje też wyjazdy, które są de facto wiecami wyborczymi”.
Edzio Karczewski za długo siedział w szafie, swoje lata ma, a nikt go nie znał, może nie wiedzieć, że Ewa Kopacz jest szefową Platformy Obywatelskiej.
Ta postać z Mrożka nastepnym razem zacytuje swego literackiego protagodnistę i oskarży, że „premier rządzi, jak śmie”.
Tacy quasi-politycy zajmują głos w mediach. Nazwać to bredniami, to mało, bo tylko strychulec. Dziennikarzom zaś radzę, nie zajmować się retorycznymi wyczynami Edziów, Arturów i Stomilów, wystarczy cytat w ciemno z „Mrożka”, a trafienie jest niemal pewne. Literatura naszych kołtunów uczesała w odpowiednim gatunku. Ten to podgolona groteska.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)