Plan wizyt zagranicznych prezydenta Andrzeja Dudy wygląda na ambitny. Nie są to jednak wizyty na zaproszenie, ale wizyty „przy okazji” uroczystości, rocznic, itd.
Duda z tych okazji korzysta. Nie można się temu dziwić, wszak nie było czasu, aby je załatwiać drogą dyplomatyczną. Ludzie Dudy ludzie nie mają przetartych szlaków, a do tego na żadnych salonach nie bywają. Owe wizyty to tylko potwierdzenie, że stronę polską reprezentować będzie prezydent.
Niejasnym jest, jak te wizyty mają się do ustaleń z rzadem? Z Ewą Kopacz – i czy wiedzę oprócz informacyjnej posiada szef dyplomacji Grzegorz Schetyna? Przecież rząd może chcieć reprezentować Polskę, a to za nim stoi wyższość decyzyjna.
Jak będą cele wizyt konsultowane z premier Kopacz i Schetyną? Też tego nie wiemy.
Ambitny plan Dudy?. Lecz to słowo nic nie znaczy, gdy się je poskrobie. Duda w Tallinie będzie prządł wątek lidera regionalnego. Przekona się, co o tym sądzą Wilno, Bratysława, Praga i inne stolice Europy Środkowo-Wschodniej.
W Berlinie wizyta też jest tajemnicza, podano kto z Dudą ma się spotkać, ale nie usłyszeliśmy o czterech warunkach swego czasu postawionych Niemcom przez Krzysztofa Szczerskiego.
Także ONZ. Wiadomo, że w Nowym Yorku będą wszyscy przywódcy świata, więc takie zapewniania, że spotka się z Obamą i innymi wielkimi świata pozostawia duży margines dla ironii. Spotka się „wzrokiem, uściśnięciem dłoni, czy swoim uśmiechem”? Pamiętam, jak Lech Kaczyński zagadywał Obamę językiem polskim.
Niemniej z tego pobieżnego opisu widać, jak Duda będzie zderzał się ze ścianami. O ile on może czegoś się nauczyć, to nie weirzę w to, aby jakieś nauki pobrał jego spec od dyplomacji Szczerski. Jest on słabiutkim ogniwem zamiarów budowania pozycji Polski w regionie, acz w gębie silny, tj. nieopanowany. Nie zna wartości słowa, języka.
Zauważmy, że w rozkładzie jazdy Dudy brakuje Brukseli. Powodem może być niechęć do szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska, ale to świadczy fatalnie o cechach charakteru Dudy. Nie ma też wizyty w Ukrainie, ale to mnie nie dziwi, bo przecież nie pojedzie Duda z pustymi rękami, a do Radosława Sikorskiego bardzo mu daleko.
Duda będzie się uczył, a nie załatwiał. Gdyby uczył się naprawdę, to byłoby OK. U jego boku brakuje jednak dyplomatów z prawdziwego zdarzenia, brakuje ludzi, którzy potrafią definiować cele w języku dyplomacji, ma tylko na stanie partyjnych hreczkosiejów.
Znamy plan podróży Dudy, szybko się przekonamy, jak on będzie odklejał się od celów politycznych, które znamy tylko z tromtradracji, a nie debaty, z głębszych myśli politycznych, ze sporów w kraju.
Oby te podróże coś przyniosły, aby Duda coś z nich przywiózł. Bo może pojechać z ambitnym celem, a powrót zaliczy z pustym bagażem, zaliczy pusty przebieg.
Rozkład jazdy Dudy w części będzie rozkładem Dudy. Rozkładem ponad możliwości.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)