Nie wyjaśniam, kim jest Dulcynea. Kto tego nie wie, powinien się wstydzić. O Dulcynei (dawniej: mej Dulcynei) rozmyślają największe tuzy globu, w bibliotece Kongresu skrzętnie przechowywane są wszystkie jej teksty (całodzienną straż przy tym zbiorze trzyma kilkunastu marines), a w Departamencie Stanu powołano specjalną komórkę analizującą każde jej słowo. Kiedyś nie było dnia, bym nie myślał o Dulcynei. Rozgrzewała (w myślach, rzecz jasna, w mych myślach) me starcze ścięgna, ostrzyła me pióro (zaocznie je ostrzyła), ma (piszę "ma", żeby nie powtarzać "me") głowa drżała przy tym, jak drżą dłonie grafomana, który nie może się powstrzymać. Nie wiem, czy mógłbym wołać: "Pódź tu dziedzko pódź, ukój moją starczą chudź", ale w końcu nikt nie jest doskonały.
Dulcynea mą wzgardziła. Próbowałem zabić w sobie Dulcyneę. Przechrzciłem ją nawet w Desdemonę. Ale ilekroć podchodziłem do niej (podchodziłem imaginacyjnie) z poduszką w ręku, poduszka wypadała z mych wątłych rąk. Zniechęcony, bo ileż razy można tak chodzić z poduszką w dłoni (moja żona była to tego stopnia zaniepokojona, że zapewne wezwałaby służbę zdrowia, gdyby naszą służbę zdrowia dawało się wezwać), poniechałem myśli o Desdemonie. Desdemona wróciła do poprzedniego imienia. W dodatku jej wybaczyłem. Bo czyż tak znakomita blogerka może zwrócić uwagę na taką miernotę jak ja? Nie może.
Wybaczyłem, ale drzazga uczucia uwierała (czy to nie jest grafomania? jest, jest - podpowiada usłużny czytelnik). Jak to drzazga. Dopiero niedawno dotarło do mnie (nic na to nie poradzę, spostrzegawczy, niestety, nie jestem; rączy zresztą też), że przyczyna oschłości Dulcynei może mieć inne podłoże. Każdy ma jakąś namiętność (obrońców języka polskiego uspokajam - w obcych językach nie będę dziś pisać, a więc nie dodam, jak to brzmi po francusku; nie dodam, choć mógłbym), która przesłania mu świat. Wiem. To takie wyświechtane określenie, ale innego nie znam. Gdybym znał, może dostałbym "Nike" (po spełnieniu jeszcze paru dodatkowych kryteriów, jak sądzę). Namiętnością filatelisty są zbiory innych filatelistów, namiętnością alkoholika są sklepy alkoholowe, maniętnością europosła Migalskiego jest europoseł Migalski, namiętnością specjalisty od stania na wałach przeciwpowodziowych (stoi na nich i odpędza wodę, kiedyś o tym pisałem, ale nikt tego nie czytał; i dobrze mi tak) jest wyłączanie mikrofonów. Namiętnością Dulcynei (mam nadzieję, że nikt dotychczas nie zasnął) jest prezes.
Pomyślałem więc, że z prezesem nie będę rywalizować o wnętrze Dulcynei. Nie dlatego, że prezes jest moim idolem (właściwie nie jestem pewien, czy mówi się idolem), bo moim idolem jest premier, ale dlatego, że nie mam szans. Dulcynea, gdy tylko otwiera oczy, widzi premiera. Gdy otwiera lodówkę, widzi premiera, gdy chce coś włożyć do torebki, nie może, bo w torebce nie ma miejsca. Siedzi w niej prezes. Mija dzień, Dulcynea zamyka oczy i ... kogo widzi? Nie zgadniecie. Widzi prezesa. Następnego dnia jest tak samo. Napatrzy się tak (chciałem napisać "ma", ale nie mogę, bo ona nie jest już "ma") Dulcynea na tego prezesa, nic więc dziwnego, że gdy zasiada do swojej klawiatury (kiedyś na aukcji ta klawiatura będzie więcej warta niż rękopisy Homera), paluszki same wystukują imię prezesa.
Dulcynea jest kobietą, a kobiety reagują na rzeczywistość w sposób dla mężczyzn niepojęty. Jedne kochają i to kochanie aż się z nich wylewa. Takie typowe kochanie, ale to jest nudne. Inne kochają, ale wylewają z siebie coś, co dla niewtajemniczonych kochania nie przypomina. Dulcynea należy do drugiej kategorii kobiet. Gdy prezes idzie do sklepu, Dulcynea pisze, że trafia do apteki, bo jest jełop. Gdy prezes pisze, Dulcynea pisze, że nie pisze, bo nie umie. Gdy prezes się uśmiecha, Dulcynea napisze, że się nie uśmiecha, tylko otwiera usta, by pożreć swych oponentów. Gdy prezes mówi, że świeci słońce, Dulcynea pisze, że pada deszcz, a prezes wprowadza wszystkich w błąd, chce bowiem, żebyśmy się poprzeziębiali. Po prostu prezes nienawidzi ludzkości.
Z pozoru wygląda to pokracznie, ale nie dajmy się wywieść (albo wywieźć?, oto jest pytanie) w pole. To miłość. To tylko miłość.



Komentarze
Pokaż komentarze (155)