0 obserwujących
2 notki
5785 odsłon
2675 odsłon

Mocne tarcia w obozie władzy

Wykop Skomentuj61

Dziś opuszczenie szeregów Prawa i Sprawiedliwości ogłosił Lech Kołakowski – poseł zawieszony przez Jarosława Kaczyńskiego za głosowanie przeciwko „piątce dla zwierząt”. Twierdzi on, że ma za sobą kilku innych posłów, z którymi zamierzają utworzyć koło. Podobno ma być ich tylu, że możliwa jest utrata większości w sejmie.

Oburzeni na cios wymierzony w branżę futerkową uciekinierzy, to jednak nie jest największy problem gdy cała koalicja trzeszczy w szwach. Przede wszystkim jest Zbigniew Ziobro, dawny delfina PiSu, gwiazda komisji do sprawy afery Rywina, dziś niepokorny koalicjant.

Mimo że medialnie Minister Sprawiedliwości jest dziś w drugim szeregu, to jego wpływy są znaczne. Od 2015, kiedy to został ministrem sprawiedliwości, prowadzi kampanię związaną z wprowadzaniem swojego nadzoru nad prokuraturami. Był też wykonawcą planu dekomunizacji sądów. Ponad wszelką wątpliwość ma w wymiarze sprawiedliwości swoich zaufanych ludzi.

Nadzór polityków nad wymiarem sprawiedliwości, ale też kontrowersje związane z mniejszościami został dostrzeżony za granicami. Na szczeblach unijnych, zaproponowano powiązano połączenie funduszy z praworządnością w ogromnym uproszczeniu „albo stosujecie się do norm, albo nie ma kasy”. Takie zmiany mocno uderzają we ministra Ziobrę, jako że jego ogromne wpływy naruszają choćby zasadę trójpodziału władzy. Między wierszami można przeczytać że jego stanowisko wygląda mniej więcej tak: jak Polska się zgodzi się na powiązanie budżetu z praworządnością, to on zabiera swoje klocki i się wypisuje.

Oczywiście, opuszczenie koalicji przez część posłów nie oznacza, że opozycja przejmie władzę - sojusz Solidarnej Polski z SLD, PO i Konfederacją na dokładkę jest chyba mniej prawdopodobny niż to, że małpa stukająca losowo w maszynę do pisania, przypadkowo wstuka Hamleta (ciekawostka: prawdopodobieństwo takiego zdarzenia to 1 do 3,4*10183800). Ale jednak kilkunastu posłów wiernych Ziobrze, to już nie 2-3, którym nie podoba się „piątka dla zwierząt”, to już rząd mniejszościowy, albo nawet przedterminowe wybory.

Rząd mniejszościowy to paraliż państwa i szukanie koalicji do każdego głosowania, co w praktyce oznacza wizerunkową porażkę i bardzo mocne ograniczenie władzy. Drugi wariant został już sprawdzony 2007 roku, wybory skończyły się sromotną przegraną PiSu, odsunięciem od władzy na 8 długich lat i skazaniem Mariusza Kamińskiego.

Władze partii rządzącej muszą też mieć świadomość, że dawny koalicjant, może zechcieć się zemścić, a scenariusz z głosowaniem „przeciw” wcale nie jest najgorszym możliwym. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której obecna opozycja popiera wniosek Solidarnej Polski za uchyleniem immunitetu Mateuszowi Morawieckiemu (choćby w związku z wyborami kopertowymi), albo nawet samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Nawet jeśli zaufanym ludziom Ziobry nie udałoby się doprowadzić do aresztowania najwyższych decydentów, to samo postawienie zarzutów byłoby wizerunkową tragedią.

To jednak nie koniec kłopotów. Nadal słychać głosy z wnętrza Partii, naciskające na opublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Choćby wczoraj, na łamach portalu Do Rzeczy, ukazał się wywiad z posłem Tomaszem Rzymkowskim, w którym oświadczył on że nie poprze projektu prezydenta. Zresztą, niezadowolenie czy nawet bunt konserwatywnego skrzydła partii to jedno, natomiast nie można też zapominać, że jakiekolwiek ustępstwa w sprawie aborcji doprowadzą do otwartej krytyki ze strony Kościoła.

Czy to koniec? Ależ skąd! Niewątpliwe naruszenie zasad, jakim jest zaniechanie publikacji wyroku TK nieco uśpiło protesty. Pewnym jest jednak, że gdy kancelaria premiera zdecyduje się wyrok opublikować, po raz kolejny ludzie wyjdą na ulicę. Kto wie czy nie będzie ich jeszcze więcej niż na przełomie października i listopada?

Z protestami jest jeszcze jeden problem: policja. Policjanci to też ludzie, i mimo że są na służbie, to mają swoje zdanie, i często osobiście popierają protesty. Są też tacy, którzy po prostu nie chcą warować pod domem „szeregowego posła”. Skutek może być taki, że policjanci zaczną masowo przechodzić na tzw. L4 (lekarze pamiętają „niech jadą”, szkalowanie ich w TVP czy ostatnio cofnięcie obiecanego dodatku, zatem chętnie taki druk wypiszą).

I na koniec, nie zapominajmy o finansach. Cały czas wisi nad nami koronawirus, cały czas szpitale ledwo sobie radzą z sytuacją. Restauracje, kluby, galerie, niektóre sklepy i siłownie są nadal zamknięte. Cały czas znaczna część zajęć w szkołach odbywa się zdalnie. A do tego wszystkiego mamy 110 mld zł deficytu budżetowego, to najgorszy wynik w naszej historii. To aż 5% naszego PKB! Rezygnacja z jakichkolwiek dodatkowych środków na podłatanie budżetu to strzał w stopę.

Gdy ktoś postawiony jest w sytuacji, z której są dwa wyjścia, i oba są złe, mówi się że jest pomiędzy młotem i kowadłem. Dziś tych młotów i kowadeł mamy znacznie więcej. Z jednej strony UE która coraz mocniej akcentuje brak akceptacji dla działań polskiego rządu, a z drugiej partyjne tyły, którym nie w smak uginanie się przed tą złą Brukselą. Z jednej strony niezadowoleni z nowych przepisów ludzie, którzy czekają żeby znów wyjść na ulicę, a z drugiej jedność partii i poparcie Kościoła. Z jednej strony sypiący się budżet, z drugiej odrzucony koalicjant.

Młotów czyhających na partię Jarosława Kaczyńskiego jest dziś tak dużo, że uniknięcie ich wszystkich będzie wymagało gibkości godnej Neo z Matrixa (gdy spektakularnie unikał kul agenta Smitha). Każdy z tych młotów to poważny problem. Każdy z tych młotów jest w stanie skruszyć nawet najtwardszy beton. Każdy w końcu jest w stanie doprowadzić do utraty władzy.

Wykop Skomentuj61
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka