Blog
Bez dekretu
Aleksander Ścios
600 obserwujących 693 notki 3851194 odsłony
Aleksander Ścios, 9 października 2009 r.

GRACZE - 1

 

Wszystko czego dowiedzieliśmy się dotąd o tzw. aferze hazardowej zdaje się być zawieszone w pewnej empirycznej próżni, nieprzeniknionej dla zwykłego śmiertelnika. Zachowania głównych bohaterów, ich reakcje i intencje będą tylko sensacyjnie brzmiącym wątkiem, jeśli nie spróbujemy dowiedzieć się, jakie jest prawdziwe podłoże tej sprawy, jakiego środowiska dotyczy oraz czyje i jak wielkie interesy są w niej rozgrywane.

Dopiero dotarcie do faktów i ukazanie niektórych aktywnych postaci rynku hazardowego, pozwoli dostrzec czym naprawdę jest ta afera, czyje interesy strzegą jej tajemnic i z kim, w rzeczywistości politycy Platformy utrzymywali serdeczne kontakty.  

Warto na początek cofnąć się do roku 2003, gdy Sejm znowelizował obowiązującą od 1992 roku ustawę o grach losowych i zakładach wzajemnych. To wówczas tzw. automaty o niskich wygranych zostały uznane za „urządzenia rozrywkowe”. Od tego też czasu, tradycyjny „jednoręki bandyta” mógł stać jedynie w koncesjonowanym kasynie lub salonie gier, choć samo„urządzenie rozrywkowe” można już było postawić w barze, sklepie, na stacji benzynowej – czyli niemal w każdym miejscu, z wyjątkiem obszaru położonego bliżej niż sto metrów od szkoły lub kościoła. Posłowie uprościli wówczas metodę opodatkowania takich urządzeń. Odtąd, za jedną maszynę operator płacił miesięcznie 180 euro podatku, niezależnie od obrotu, a podatek od „jednorękiego bandyty” w kasynie wynosił 45 procent tego, co w maszynie zostawią gracze. W ustawie z 2003 roku pojawiły się też obwarowania. Właścicielami automatów mogli zostać jedynie koncesjonowani operatorzy (właściciele stacji benzynowych czy punktów gastronomicznych tylko wynajmowali im miejsce). Każde nowe urządzenie musiało przejść kontrolę przeprowadzoną przez specjalistów wyznaczonych przez Ministerstwo Finansów. Ściśle określona została także definicja automatu o niskiej wygranej. Jedna gra/jeden zakład na takim urządzeniu nie może kosztować więcej niż siedem eurocentów a jednorazowa wygrana nie może wynieść więcej niż 15 euro. Nowelizacja z 2003 roku wprowadzała także 10-procentową dopłatę do loterii pieniężnych (wcześniej loterie nie były objęte dopłatami) oraz zwiększała dopłatę do stawki w grach liczbowych z 20 do 25 procent.

Wydawało się, że rynek drobnego hazardu udało się ucywilizować. Automaty działały w większości legalnie, a ich właściciele płacili podatki. Operatorzy automatów ( a jest w całym kraju 35 takich firm) zdobywali prestiżowe nagrody biznesowe, chwalili się działalnością charytatywną, stali się szacownymi biznesmenami. Warto pamiętać, że rynek hazardowy generuje ogromne pieniądze. W całym kraju jest obecnie blisko 45 tysięcy maszyn, do których gracze wrzucili w ubiegłym roku 8,5 miliarda złotych. Wygrane to około 80 % tej kwoty. A to oznacza, że przychody branży wyniosły około 1,6 miliarda złotych. Ubiegłoroczne wpływy z samych podatków od maszyn wyniosły ponad 300 milionów złotych, nie licząc podatku VAT i  dochodowego.  

Nie przypadkiem więc, jedną z pierwszych inicjatyw rządu Donalda Tuska było rozpoczęcie na początku 2008 roku prac nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. O ile w wielu innych dziedzinach życia publicznego Platforma nie wykazywała nadmiernej aktywności – o tyle, w tym obszarze prowadzono bardzo intensywne prace. Zapowiadał się zatem nowy podział ogromnego tortu dochodów, płynących z gier hazardowych. Zmiany we władzach Totalizatora Sportowego (o czym będę jeszcze pisał) oraz pierwsze projekty nowelizacji, w których proponowano zniesienie limitów ograniczających możliwość otwierania nowych kasyn i salonów gier, świadczyły, że Platforma doskonale rozumie gdzie należy szukać naprawdę dużych pieniędzy.

Ponieważ branża hazardowa traktowana jest przez państwo jako źródło łatwego dochodu,  chaos legislacyjny był zawsze na rękę urzędnikom, którzy mogli w każdej chwili zaproponować kolejną zmianę prawną mającą na celu uzyskanie dodatkowych przychodów budżetowych, w sytuacji gdyby taka nagła potrzeba się pojawiła. Prace nad nowelizacją trwały więc od początku rządów obecnej koalicji. Powstało 5 czy 6 projektów, z których żaden nie mógł zadowolić wszystkich uczestników rynku hazardowego.

Na tym polu bowiem, ścierają się interesy monopolu państwowego z prywatnymi firmami. Dla tych ostatnich, śmiertelnym zagrożeniem jest pozycja Totalizatora Sportowego oraz wprowadzenie do Polski tzw. wideoloterii czyli systemu automatów połączonych w sieć, które umożliwiają uzyskiwanie wielomilionowych wygranych. Sposób w jaki planuje się wprowadzić wideoloterie, objęte monopolem państwowym z góry wyeliminuje na tym rynku jakąkolwiek konkurencję i umożliwi szeroki dostęp do tzw. ostrego hazardu. Drugim zagrożeniem dla tradycyjnych kasyn i salonów gier jest hazard internetowy. Tu dochodzi do konfliktu interesów firm hazardowych, działających na polskim rynku z firmami zagranicznymi, które poprzez Internet oferują coraz szersze usługi -  jak zawieranie zakładów wzajemnych, korzystanie z elektronicznych kasyn czy uczestniczenie w turniejach pokerowych. Zgodnie z prawem, internetowy hazard jest nielegalny, ale ani Ministerstwo Finansów, ani organa ścigania nie robią nic, by poradzić sobie z tym problemem.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Mail: bezdekretu@gmail.com 

....................

Nie będziemy razem, bo nie ma przyzwolenia na „zdradę o świcie” i na fałsz przekraczający ludzką miarę. Nie możemy być razem, bo nasz gniew jest dziś bezsilny, gdy zabrano nam tylu „niezastąpionych”. Nigdy nie będziemy razem, bo pamiętamy - kto siał nienawiść i chciał zebrać jej żniwo.

............... image

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • detoxic Mówiąc szczerze - nie interesuje mnie rzesza ujadaczy zadowolonych z mojego odejścia....
  • obiboknawlasnykoszt Proszę też tę drogę wskazywać innym :) Dziękuję Panu i pozdrawiam
  • obiboknawlasnykoszt Jest Pan wielce łaskawy z tą lampą, bo ja zostawiłbym ich w kompletnych...

Tematy w dziale