598 obserwujących
693 notki
3860k odsłon
5051 odsłon

CZEGO SIĘ BOI BRONISŁAW K.? – (4)

Wykop Skomentuj82

 

W pierwszej części niniejszego cyklu opisałem sprawę Krzysztofa Borowiaka - dyrektora Departamentu Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON, zwolnionego przez ministra Komorowskiego w roku 2001, pod fałszywym (jak wykazało postępowanie sądowe) zarzutem „ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych”.

Zdarzenie to, mniej spektakularne od sprawy wiceministra Szeremietiewa, ma jednak znacznie większą wagę jeśli chcemy ocenić rolę Bronisława Komorowskiego – jako politycznego patrona WSI i obrońcy interesów lobby wojskowego. Głownie dlatego, że na przykładzie tej sprawy można doskonale dostrzec, iż powodem zwolnienia Borowiaka była ochrona układu ,funkcjonującego m.in. w szkolnictwie wojskowym, oraz ochrona interesów WSI w Wojskowej Akademii Technicznej. Myślę, że skutki finansowe zaniechania reformy szkolnictwa, a następnie uwłaszczenia dokonanego na majątku WAT były znacznie poważniejsze od strat, jakie poniósł Skarb Państwa w sprawie przetargów na zakup uzbrojenia. 

Przypomnę, że podstawą projektu reformy szkolnictwa wojskowego opracowanej przez Borowiaka była likwidacja na przestrzeni 6 lat wszystkich akademii i wyższych szkół oficerskich oraz utworzenie jednej silnej i zintegrowanej uczelni: Uniwersytetu Obrony Narodowej (UON) z wydziałem strategiczno-obronnym i wydziałami technicznymi oraz czterema wydziałami zamiejscowymi: lekarskim w Łodzi, wojsk lądowych w Poznaniu, lotniczym w Dęblinie oraz morskim w Gdyni. Chodziło również o gruntowną zmianę systemu finansowania uczelni wojskowych: budżet MON byłby - wg projektu - obciążony kosztami wykształcenia wyłącznie zamówionej wcześniej w UON liczby podchorążych - przyszłych oficerów, natomiast o środki na kształcenie innych osób autonomiczna uczelnia, jaką byłby UON, musiałaby zabiegać już sama. Borowiak proponował, aby minister obrony co roku kontraktował nowych oficerów na poszczególnych wydziałach UON, a specjalistów o wąskiej specjalizacji – topografów czy meteorologów – nawet w uczelniach cywilnych. Resort płaciłby wynegocjowaną kwotę za kształcenie oficerów. Nie byłby obciążany kosztami etatowych przerostów, czy trudnymi do wydzielenia kosztami komercyjnego kształcenia w wojskowych szkołach cywilnych studentów.

Koncepcję reformy zaatakowano natychmiast z kilku stron. Silne WAT-owskie lobby nie chciało widzieć swojej uczelni w roli wydziału technicznego UON – co innego, gdyby uniwersytet powstał na bazie WAT. Pomysł Borowiaka prowadził do radykalnego zmniejszenia liczy oficerskich etatów na uczelniach. Dotychczas - dowódcy poszczególnych rodzajów sił zbrojnych mieli swoje szkoły. Po reformie podlegałyby one tylko ministrowi. Każda szkoła miała własny senat – w UON byłby tylko jeden. Każdy komendant-rektor miał po 4–5 zastępców – po reformie 12 generałom oraz podobnej liczbie pułkowników na generalskich etatach w każdym uniwersytecie, groziłaby utrata stanowisk.

Jak już wskazywałem, Komorowski wykorzystał fakt pobytu Borowiaka na zwolnieniu lekarskim i w styczniu 2001 roku powołał zespół pod kierunkiem gen. Smólskiego, który miał zająć się reformą szkolnictwa. Borowiak nie został nawet jego członkiem. 31 stycznia zebrała się sejmowa komisja obrony zainteresowana planowaną reformą. Jej przewodniczący, poseł Głowacki, parę tygodni wcześniej poprosił MON o przygotowanie materiałów i oddelegowanie przedstawicieli na to posiedzenie. W MON za kontakty z parlamentem odpowiadał wiceminister Robert Lipka i to on wysłał do departamentu szkolnictwa pismo z prośbą o wysłanie przedstawiciela do Sejmu. Borowiak uznał, iż podczas tak ważnego posiedzenia komisji powinien być w Sejmie. Akurat w tym samym dniu kończyło mu się zwolnienie lekarskie. Jego pojawienie się w Sejmie wywołało konsternację wśród oddelegowanych tam generałów i urzędników z MON.

Pomysły Borowiaka wspierał wiceminister Lipka i podczas wystąpienia przed komisją wskazywał na przerost etatów w wojskowym szkolnictwie oraz niski poziom nauki. Opowiedział się też za lansowaną przez Borowiaka koncepcją kontraktowania przez MON oficerów w wojskowych szkołach.

Sam Borowiak powiedział wówczas otwarcie posłom, iż choć wygrał konkurs, to od początku rzuca mu się kłody pod nogi. Jego departament nie uczestniczy w spotkaniach kierownictwa resortu poświęconych szkolnictwu, a próba nawiązania kontaktu z posłem Głowackim spowodowała, że utracił zaufanie ministra i przygotowywane jest dla niego wypowiedzenie. Nie mylił się. Kiedy 5 lutego 2001 roku Borowiak przyjechał do Warszawy na kolejne badania lekarskie, na dworcu przywitał go urzędnik z MON i zaprosił na Klonową, gdzie dyr. Pinkowski, występując jako zwierzchnik resortowego korpusu służby cywilnej, wręczył mu pismo o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia „z powodu ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, polegającego na wykorzystywaniu zwolnienia lekarskiego niezgodnie z jego przeznaczeniem”. Naruszenie tych obowiązków, zdaniem dyr. Pinkowskiego, polegało na tym, iż chory Borowiak zjawił się w Sejmie i „uprawiał tam propagandę własnej osoby”.

Wykop Skomentuj82
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale