600 obserwujących
693 notki
3854k odsłony
343 odsłony

AFERA "MARSZAŁKOWA" - 5

Wykop Skomentuj35

Pisząc o faktycznej AFERZE „MARSZAŁKOWEJ” nie sposób przemilczeć roli, jaką odegrały w niej media, a w szczególności kilku zasłużonych dla sprawy dziennikarzy. Nie byłoby możliwe, przeprowadzenie przez ludzi służb specjalnych tej kombinacji operacyjnej, gdyby nie zaangażowano w nią mediów i nie przydzielono im bardzo precyzyjnych zadań.

To temat niezwykle obszerny, w którym pojawia się wiele osób i wątków, nie zawsze istotnych. Ponieważ nie chciałbym nadużywać cierpliwości osób czytających te teksty, dlatego świadomie zrezygnuję z przedstawiania szczegółowego zestawienia wszystkich publikacji prasowych „Dziennika” i „Gazety Wyborczej”, które w okresie od października 2007 do maja 2008 dotyczyły rzekomej „afery aneksowej” oraz zajmowania się mniej istotnymi wątkami tych publikacji.

Piszę rzekomej, gdyż w moim głębokim przekonaniu nigdy nie było żadnych nieprawidłowości związanych z aneksem do raportu z weryfikacji WSI, które uprawniałyby to traktowania tej sprawy w kategorii afery. Ogromnym zwycięstwem fałszu nad rzeczywistością i emocji nad rozumem było zaistnienie w świadomości odbiorców określenia „afera aneksowa”. Wiele wysiłku funkcjonariuszy medialnych, dziennikarzy „kapturowo” inspirowanych i pospolitych, „użytecznych” poszło na to, by określenie to zagościło w świadomości Polaków. Jest ono jednym z elementów kampanii dezinformacji, jakiej nasze społeczeństwo jest poddawane od wielu miesięcy.

W powszechnym odczuciu, za pierwszy sygnał, związany z rzekomym handlem aneksem uznaje się artykuł Anny Marszałek z 19 listopada 2007r. pt. „Aneks do raportu o WSI na sprzedaż”. Artykuł opatrzony jest nagłówkiem – „Każdy może kupić tajne dokumenty”.

Gdy jednak bliżej przyjrzeć się publikacjom „Dziennika” z tego okresu, można z łatwością zauważyć, że sygnały o rzekomych przeciekach z aneksu pojawiały się już wcześniej. I tak, 6 listopada Michał Majewski i Paweł Reszka z „Dziennika” w artykule „Prezydent ma aneks do raportu o WSI” informują m.in. – „Aneks jest obszerny. Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron.”

Na blogu Sylwestra Latkowskiego, Anna Marszałek potwierdza, że wiedza dziennikarzy „Dziennika” na temat aneksu pochodziła od informatorów – „ Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.”

A jednak w artykule z 19 listopada 2007r.Anna Marszałek nie pisze „o ludziach, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu”, a stwierdza jakoby „Gazeta ustaliła, że aneks Antoniego Macierewicza do raportu o WSI można kupić na czarnym rynku.”

Choć o tej sprawie traktuje tytuł i nadtytuł artykułu Marszałek, nie znajdziemy w nim ani jednego słowa więcej, na temat rzekomego handlu aneksem. Jest tylko to jedno, jedyne zdanie.

Wiele miesięcy później pani Marszałek uchyliła nam rąbka swojego warsztatu, gdy na blogu Latkowskiego oświadczyła: „Po pierwsze dotarliśmy do niektórych z tych osób. To prawda, że żadna z nich nie pokazała nam dokumentu, ale też ryzyko dla nich byłoby zbyt duże, bo zdobyły tę wiedzę nielegalnie — dokument jest przecież ciągle tajny. Jedna z tych osób twierdziła, że przeczytała tekst w formie elektronicznej, inna, że widziała wydruk, ale tylko przerzuciła całość, a przeczytała rozdział o sobie. Odpytaliśmy ich dokładnie z treści i formy tego dokumentu (układu strony, rozdziałów itp.). Mając te informacje, skonfrontowaliśmy to z członkami komisji weryfikacyjnej, którzy potwierdzili nam prawdziwość informacji. Ponadto informacje te niezależnie od siebie sprawdzało kilku dziennikarzy, nie tylko Robert Zieliński i ja.”

Nie będę „dzielił włosa na czworo” i roztrząsał, skąd i od kogo Marszałek miała te informacje i dlaczego nie ujawniła wówczas niczego z treści aneksu? Zakładam, że ta pani nie powie nam całej prawdy, a o treści aneksu tak wówczas jak i teraz nie wie nic.

Warto byłoby natomiast zadać pani Marszałek pytanie – od jakiego czasu zna Aleksandra Lichockiego, a także czy pisząc swój artykuł nie słyszała nic o publikacji „Gazety Polskiej” z 18 października 2007r. pt. „Komorowski i WSI”, w której ujawniono kontakty płk. Lichockiego z Bronisławem Komorowskim?

Ponieważ o dziennikarskiej nierzetelności pani Marszałek pisano już wiele i wielokrotnie dowiodły jej również wyroki sądowe, uniewinniające bohaterów jej „afer”, nie będę rozwodził się nad tym przypadkiem. Dość powiedzieć, że ten przykład, gdy jednym zdaniem ( bez uzasadnienia, rozwinięcia i wskazania podstaw) buduje się mit o „handlu aneksem” dyskwalifikuje twórczość pani Marszałek. Nie jest to już dziennikarstwo. Tak buduje się dezinformacyjne donosy, w oparciu o deklaratywne, werbalne kłamstwa. Nie sposób, zatem traktować pisania pani Marszałek w kategoriach poważnego dziennikarstwa.

Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale