Najsłuszniejszą grupą wyborców są młodzi, wykształceni z wielkich miast. Ci nie kombinują, tylko słuchają ‘światłych elit.’
Tak się składa, że młody już byłem, pochodzę z małego miasta, a w innym niewielkim mieszkam do dziś. Arytmetycznie rzecz ujmując jestem tylko w dwóch trzecich niesłuszny, bo jednak wykształcony. Po PRL-u głosowałem zawsze tak, jak mi podpowiadał zdrowy rozsądek, a nie światłe elity.
Nie bez zdziwienia usłyszałem więc od znajomego, że obecny, niesłuszny prezydent został wybrany przez frustratów. Rozumiem, że przez ten elektorat, który zdaniem niektórych Słusznych należałoby reedukować, ale co ma do tego frustracja?
Znajomy jest o jedną trzecią bliżej słuszności – wykształcony choć niemłody, ale z wielkiego miasta. Znamy się ponad pół wieku, więc próbowałem elektronicznej wymiany poglądów. Chodziło mi o to, byśmy dyskutowali o polskich problemach, a nie o personaliach.
Nie dało się. Każdy kolejny otrzymany przeze mnie mejl był wyrazem wzrastającej irytacji autora i popartej epitetami niechęci do niesłusznych polityków, tak polskich jak i zagranicznych. Daliśmy więc sobie spokój. Nie chcę stracić znajomego, których i tak w naszym wieku raczej ubywa niż przybywa. Apopleksji też nie życzę ani Znajomemu, ani sobie.
Zastanawiało mnie wszakże, skąd się bierze ta frustracja u Słusznych właśnie. I przypomniałem sobie, że w totalitarnym państwie opisywanym przez Orwella praktykowano codziennie „dwie minuty nienawiści”. W naszych słusznych mediach tudzież portalach społecznościowych te dwie minuty rozrosły się chyba do 24 godzin.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)