Sporo mówi się o tym, że „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Wielu słyszało to zdanie wielokrotnie, tak że w nadmiarze słów zdążyli się oni przyzwyczaić do tego, do czego przyzwyczaić się nie można. Bo to, że Bóg staje się człowiekiem, nie może nie dziwić; nawet wierzących, których w odróżnieniu od niedowiarków fakt ten przynajmniej nie musi już gorszyć.
Tym z nas, którzy nie zdążyli się jeszcze uodpornić na Ewangelię, nie jest łatwo przyjąć fakt, że Ten Król urodził się nie w jakimś pałacu królewskim lub przynajmniej w pobożnej Polsce, ale w zapadłej pewnie o jakieś 2 500 km dziurze, która do czasu Jego urodzenia najmniejszą i najlichszą była zwana (por. Mi 5,1; Mt 2,6)! Jeszcze większy problem sprawia nam śmierć Boga- już to, że w ogóle Bóg umiera, jest nie do pojęcia, a jeszcze do tego dochodzi ten haniebny rodzaj śmierci.
Mało natomiast mówi się o tym, że Słowo Boga myślą i słowem ludzkim się stało. Na tyle rzadko o tym słychać, że nie tylko nie można przyzwyczaić się do tego faktu, ale nawet zadziwić nim raz, a skutecznie. A przecież jest nie mniejszym zgorszeniem od wcielenia Boga fakt, że zdecydował się On przemówić lichym ludzkim językiem! Tak, jak Słowo „nie skorzystało ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołociło samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (por. Flp 2,6-7) i przyjąwszy ograniczenia właściwe człowiekowi, tak Boże myśli przyjęły formę myśli ludzkich, a prawda została wyrażona według ówczesnych wyobrażeń o świecie.
Niech ta kenoza myśli Bożej zadziwia za każdym razem tych, którzy sięgają po Pismo Święte, tak jak zadziwia ich Niemowlę w stajni, ilekroć uświadamiają sobie, że to Bóg. (O pokorze wszechwiedzącego Stwórcy wszystkich stworzeń świadczy chociażby ten fakt, że pozwolił ludzkim autorom Biblii zaliczyć nietoperza w poczet ptaków (por. Kpł 11,13-19))! W świecie duchowym takie zdziwienie jest oczywiście lepsze od zgorszenia Bożymi pomysłami.
Nie jest oczywiście łatwo po Bożemu się dziwić, nawet jeżeli jest się samym dyrektorem projektu „Tolle et Lege”. Można się o tym przekonać czytając post Pawła Królaka pt. „Jaka powinna być dobra książka dla młodych ludzi?”, w którym napisał on: „Dobra książka młodzieżowa (...) powinna być napisana ich językiem - choć tutaj trzeba znaleźć odpowiednią granicę, by nie przesadzić w drugą stronę (a za taki uważam choćby niesławną «Dobrą czytankę według św. zioma Janka»”.
Pawle, a jednak Jezus nie urodził się w pałacu, tylko w stajni, a Ewangelie napisano nie literacką greką, a tzw. dialektem rozpowszechnionym (koine dialektos). Gdzie jest granica między „sławnym” i „niesławnym” przekładem Bożego Słowa na ludzki, skoro sam Bóg przekroczył granicę wydawałoby się nie do przekroczenia- stając się człowiekiem i wypowiadając się ludzkim językiem? Jeżeli Bóg zdecydował się w potocznej mowie wyrazić swoje nieskończone Słowo, to i w slangu młodzieżowym się zmieści.
(O moim patrzeniu na „Dobrą Czytankę” pisałem w swoim blogu, artykuł ten ukazał się również drukiem w „Przeglądzie Powszechnym”. Tekstowi nadałem tytuł: „Zziomowanie - zgorszenie”, bo tu jest chyba przysłowiowy pies pogrzebany- zgorszenie Biblią spisaną młodzieżowym językiem może być po prostu wyrazem niepełnego przyjęcia faktu Wcielenia i nie do głębi przejęcia się jego Tajemnicą).
Znane stwierdzenie św. Hieronima: „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” (cyt. za: „Być chrześcijaninem”, s. 67) wskazuje przede wszystkim na centralną rolę Chrystusa w Bożym planie zbawienia opisanym w Piśmie; ten, kto nie czyta o Jezusie, nie może powiedzieć, że Go poznał. Ale jest w tych słowach coś więcej- skoro Boże myśli zostały wyrażone ludzkim językiem tak, jak Boże Słowo wcieliło się w ciało ludzkie, nie możemy zlekceważyć obu tych faktów, ponieważ to właśnie w nich, i tylko w nich, znajdujemy Boga dzięki Jego Synowi, w którym się objawił.
Im więcej nad tym się zastanowi, tym bliżej będzie czytelnikowi Biblii do stwierdzenia: „Ta jedyna księga jest Chrystusem” (Hugo od św. Wiktora, cyt. za: tamże, s. 67). Dlatego tak, jak potrzeba nam stać się Jego uczniami, musimy stać się uczniami Pisma Świętego (nie mylić z „uczonymi w Piśmie”). I tak, jak w naturze wcielonego Słowa można zobaczyć nie tylko człowieka, ale i Boga, tak też podwójna natura Pisma Świętego, Bosko-ludzka, pozwala usłyszeć Słowo wyrażone ludzką mową. Parafrazując Janową Dobrą Nowinę:
„Kto Mnie usłyszał, usłyszał także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Jak mam usłyszeć Boga?»” (por. J 14,9b).
Umiłowany uczeń Jezusa napisał smutną prawdę: „Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.” (J 1,10-11). Ale czy pisząc swoją Ewangelię myślał o tym, że tak jak wcielone Słowo nie zostało przyjęte, tak i spisane Słowo również zostanie odrzucone?
„A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota” (J 19,17).
Słowo, które stało się ciałem, zostało ukrzyżowane na Miejscu Czaszki, natomiast Słowo, które stało się ludzkim językiem, kurzy się na zapomnianej Golgocie, która i po chrześcijańsku, i w języku pogan nazywa się tak samo: półka z książkami (por. J 19,17).
„Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami” (Pieśń wielkopostna).
Tekst ukazał się w marcowym„Biuletynie Miłośników Dobrej Książki"księgarni internetowej „Tolle et lege".„Biuletyn" można zaprenumerować darmowopod adresem: http://www.biuletyn.tolle.pl/



Komentarze
Pokaż komentarze (3)