Rządowe i opozycyjne oceny zaawansowania prac przygotowawczych do Euro 2012 różnią się diametralnie. Według rządu bardzo jest dobrze, według opozycji, dokładnie odwrotnie. Z jednej strony słyszymy to od rześkiego staruszka, z drugiej od zdobnych w liczne podbródki ludzi o porównywalnej z nim sprawności fizycznej. Przedstawiciele obu przeciwstawnych stron nie stwarzają więc pozorów ludzi zorientowanych w tym co o sporcie mówią a stale mówią to samo, tak samo i z podobną pasją. Nie ma więc żadnych powodów aby komukolwiek z nich wierzyć.
Stadiony, budowane za miliardy złotych, to jedna tylko część euralnych przygotowań. Druga, to infrastruktura. O ile ta pierwsza, to potencjalnie oczywiste wywalanie pieniędzy w błoto, druga ma poważne znaczenie. Jej dobra jakość jest warunkiem nowoczesnego gospodarowania. Dlatego wszędzie na świecie się dąży do tego aby możliwie szybko kończyć nowobudowane lub regenerowane elementy infrastruktury. Ich rentowność jest bowiem tak wielka, że się opłaca dać więcej pieniędzy tym, którzy oferują krótsze terminy zakończenia prac.
Infrastruktura - jeżeli istnieje - zapewnia też możliwość skonsumowania korzyści, jakie wynikają z organizowania międzynarodowych imprez. A te się zasadzają na znacznym powiększeniu wewnętrznego popytu osiąganego dzięki wielkiej liczbie ich uczestników. To się zaś przekłada na realny wzrost PKB. Kiedy nie będzie możliwości dojazdu, noclegów, restauracji, łączności, liczba uczestników zmaleje i wydatki na stadiony się nie zwrócą nigdy. Bo po mistrzostwach będą stały puste i zarastały zielskiem. Chyba, że się je przeobrazi w targowiska. Wtedy, rzeczywiście przyniosą zysk. Tym bardziej, jeżeli otaczające jej drogi i środki łączności zapewniają sprzedawcom należytą elastyczność w dostosowaniu się do rynku.
Opłaca się zatem byle jak sklecić, jednorazowe właściwie stadiony i szybko a starannie zbudować infrastrukturę, umożliwiającą ich wykorzystanie. Ona nam bowiem nie tylko pozostanie na zawsze i będzie profitować ale też umożliwi odebranie nakładów na budowę boisk.
To, co obserwujemy, wygląda niepokojąco. Budowane z rozmachem stadiony są zaopatrywane w urządzenia dotąd u nas niestosowane, pieszczone i troskliwie pokazywane takim "ekspertom" jak Michel Platini na dowód naszej staranności. Autostrady zaś są budowane możliwie tanio, długo i mozolnie. Skutkiem czego na mistrzostwa się będzie dojeżdżać poprzez place budowy po prowizorycznie poukładanych, chybotliwych płytach. W rezultacie utopiwszy ogromne środki w stadiony, nie odzyskamy ich nigdy. Bo towaru się też po takich drogach do późniejszych targowisk nie dowiezie.
Jakiś czas temu pokazywano w TV ukończoną a nie wykorzystywaną obwodnicę. Wykonawca ją przed terminem chciał oddać ale inwestor jej nie odbierał, bo by ją musiał przekazać do użytku a do tego nie był przygotowany. Wydawałoby się, że ów sprytny zleceniodawca trafi do kryminału za oczywiste szkodnictwo. Ale teraz rzczej widać, że takie pojmowanie gospodarności, to norma.
No cóż. Każdy ponosi zasłużone straty.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)