Blog
kawał w bok od szosy głównej
Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko Bicz na konliberałów...
122 obserwujących 795 notek 1006197 odsłon
Krzysztof Wołodźko, 1 marca 2016 r.

Ludzie jak śmieci. W piątą rocznicę zamordowania Jolanty Brzeskiej

Warszawa, początek marca 2011 roku. Spacerujący po Lesie Kabackim mężczyzna natrafia na spalone ludzkie szczątki. Badania genetyczne potwierdzają, że to zwłoki zaginionej kilka dni wcześniej Jolanty Brzeskiej, ponad sześćdziesięcioletniej działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Szybko pojawia się opinia, którą policja długo przyjmowała jako wiążącą, że była to śmierć samobójcza. Ostatecznie w wyniku śledztwa oficjalnie uznano fakt okrutnego morderstwa.

Potrzebne będzie szersze tło. Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów to niezależna organizacja pozarządowa powołana w celu obrony praw najemców lokali mieszkalnych (prywatnych, komunalnych, zakładowych, spółdzielczych). Inicjatywa działa od 2007 roku. Jolanta Brzeska była jedną z jego współzałożycielek. Do WSL dołączyła wraz z mężem, który kilka lat później zmarł na nowotwór. Oboje uczestniczyli w demonstracjach, spotkaniach z lokalnymi władzami samorządowymi, pomagali w ustalaniu prawnego statusu spraw, z którymi do stowarzyszenia zwracali się zastraszani lokatorzy, nękani przez czyścicieli kamienic. Mieszkanie na Nabielaka, które zajmowali Brzescy mieściło się w kamienicy niemal doszczętnie zniszczonej przez Niemców w czasie wojny. Ojciec Jolanty Brzeskiej pomagał w odbudowie budynku, za to otrzymał tam mieszkanie komunalne.

Andrzej Smosarski, działacz społeczny, wspominał po jej śmierci na łamach „Nowego Obywatela”, że państwo Brzescy żyli przez ostatnie lata pod ogromną presją: próby włamań, odcięcia zawiasów, ciągłe poczucie zagrożenia. Konflikt z Markiem Mossakowskim, który przejął kamienicę zamieszkałą przez Brzeską wciąż narastał. Smosarski tak charakteryzuje działalność kamienicznika: „to człowiek, który wyciąga ręce po wiele budynków. Wszędzie tam, gdzie się pojawia, natychmiast następuje gwałtowny wzrost czynszów. Usiłuje opróżnić budynek z wieloletnich lokatorów, a następnie przekształca w miejsce najmu rynkowego lub wystawia mieszkania na sprzedaż. Pod jego »panowaniem« czynsz to już złotych nie setki, a tysiące”. Jolanta Brzeska nie dała się wykurzyć z mieszkania: nie zgodziła się na podwyżkę czynszu i sprawa jej zasadności trafiła do sądu.

Metody działania kamienicznika każą pytać o powiązania czyścicieli kamienic z przynajmniej niektórymi urzędnikami miejskimi. Otóż któregoś dnia Mossakowski wraz z kilkoma „przybocznymi” próbował włamać się do mieszkania na Nabielaka, wyjaśniając, że jest w nim zameldowany. Jedynie błyskawiczna interwencja działaczy lokatorskich zapobiegła bezprawnemu wtargnięciu. Zagadką pozostaje, jak kamienicznikowi udało się zdobyć meldunek i który z miejskich urzędników umożliwił mu zameldowanie w lokalu zamieszkiwanym przez małżeństwo Brzeskich. Meldunek cofnięto, ale wobec nikogo nie wyciągnięto konsekwencji prawnych. Aż przyszedł 1 marca 2011 r. Jolanta Brzeska spłonęła żywcem.

Piotr Ciszewski, politolog, publicysta lewicy, prezes WSL mówi w rozmowie z tygodnikiem „W Sieci”, że w śledztwie dotyczącym śmierci Jolanty Brzeskiej zmarnowano pierwsze tygodnie: „Policjanci prowadzący między innymi przeszukanie w mieszkaniu zamordowanej nie wiedzieli nic o tym, że pozostawała w konflikcie z kamienicznikiem. Nie orientowali się w kwestiach reprywatyzacji, więc nawet nie wiedzieli czego szukać. Nie przesłuchano od razu czyściciela kamienic i związanych z nim ludzi. Samochód z którego wówczas korzystano, zanim zainteresowała się nim policja, został sprzedany i nie można go było już zlokalizować. To również wystawia funkcjonariuszom jak najgorsze świadectwo”.

Bardzo negatywnie śledztwo ocenia również Maciej Łapski, prezes stowarzyszenia Warszawa Społeczna – oddolnego ruchu mieszkańców na rzecz usług publicznych, samorządności i godnej pracy: „Na nadgarstkach Jolanty Brzeskiej były widoczne ślady po plastikowych kajdankach. A w jej mieszkaniu leżało rozmrożone do obiadu mięso i telefon, z którym nigdy się nie rozstawała. Tak jakby nagle została zabrana z domu. Policyjny pies na miejscu zbrodni jasno wskazywał na urywający się ślad w miejscu, w którym mógł zaparkować samochód. Wszystko wyraźnie wskazywało na morderstwo. Tymczasem śledztwo było prowadzone w kierunku samobójstwa. Dopiero po dwóch latach prokuratura stwierdziła, że mogło to być zabójstwo… nieumyślne. Śledztwo zostało umorzone. To skandal”.

Na interesujący trop zwraca uwagę Smosarski w cytowanym wyżej wywiadzie dla „Nowego Obywatela”. Opisując sylwetkę Brzeskiej, stwierdza: „Była bardzo życzliwą osobą. I bardzo precyzyjnie rozumującą. Zastanawiamy się w Stowarzyszeniu, czy nie trafiła na ślad jakiejś afery związanej z reprywatyzacją, bo naprawdę miała prawniczego nosa. Posiadała umiejętność kojarzenia faktów czy sytuacji, wyłapywania szczegółów, rozumienia kontekstów”. I dodaje: „Czy aby nie jest tak, że miasto po pozbyciu się większości zasobu komunalnego nagle przejmie się prawami lokatorów i za publiczne pieniądze zacznie wynajmować mieszkania od prywatnych właścicieli? Wtedy pewny, bo publiczny płatnik zapłaci prywatnym właścicielom za najem cenę rynkową, a ci, rzecz jasna, wykorzystają to do podniesienia poziomu opłat czynszowych. Czy nie chodzi o stworzenie warunków do wielkiego transferu publicznych pieniędzy do prywatnych kieszeni pod pozorem ochrony lokatorów? Z punktu widzenia logiki zarządzania miastem obecna polityka mieszkaniowa władz stolicy nie ma żadnego sensu. Reprywatyzacja zwiększa liczbę osób, których nie stać na pozostanie w dotychczasowym mieszkaniu, natomiast przeznaczony dla nich zasób komunalny ciągle jest ograniczany”. Jeśli taka strategia miasta jest prawdopodobna, oznacza bardzo niebezpieczną możliwość nawiązania trwałych i nieformalnych więzi między stołecznymi urzędnikami wysokiego szczebla a ludźmi, którzy na masową skalę „odzyskują”/wykupują warszawskie kamienice.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie



Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko
Utwórz swoją wizytówkę

image


Krzysztof Wołodźko, na ogół publicysta. Miłośnik Nowej Huty.


Wyją syreny, wyją co rano,
grożą pięściami rude kominy,
w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną,
noc jest przelaną kroplą jodyny,
niechaj ta kropla dzień nasz upalny
czarnym - po brzegi - gniewem napełni -
staną warsztaty, staną przędzalnie,
śmierć się wysnuje z motków bawełny...

Troska iskrą w sercu się tli,
wiele w sercu ognia i krwi -
dymem czarnym musi się snuć
pieśń, nim iskrą padnie na Łódź.

Z ognia i ze krwi robi się złoto,
w kasach pękatych skaczą papiery,
warczą warsztaty prędką robotą,
tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery,
im - tylko radość z naszej niedoli,
nam - na ulicach końskie kopyta -
chmura gradowa ciągnie powoli,
stanie w piorunach Rzeczpospolita.

Ciąży sercu wola i moc,
rozpal iskrę, ciśnij ją w noc,
powiew gniewny wciągnij do płuc -
jutro inna zbudzi się Łódź.

Iskra przyniesie wieść ze stolicy,
staną warsztaty manufaktury,
ptaki czerwone fruną do góry!
Silnym i śmiałym, któż nam zagrodzi
drogę, co dzisiaj taka już bliska?
Raduj się, serce, pieśnią dla Łodzi,
gniewną, wydartą z gardła konfiskat.

Władysław Broniewski, "Łódź"


Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • O rety, zawsze tyle komentarzy, a gdy tekst o czyjejś konkretnej biedzie - psa z kulawą nogą. :(
  • Myślę, że Bartosiak nie chce odwracać uwagi od Rosji, raczej sugeruje, że powinniśmy...
  • Sądzę, że Igor Janke powinien go ew. o to zagadać - zdaje się dr Bartosiak będzie z nim...

Tematy w dziale