Blog
kawał w bok od szosy głównej
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum Bicz na konliberałów...
122 obserwujących 786 notek 980399 odsłon
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum, 4 maja 2017 r.

Zawód: outsider. Rzecz o Kelusie

2226 16 0 A A A
Okolice Zawoi. Fot. Krzysztof Wołodźko
Okolice Zawoi. Fot. Krzysztof Wołodźko

Prezydent Andrzej Duda odznaczył Jana Krzysztofa Kelusa Orderem Orła Białego. Sądzę, że to nie tylko dowód uznania dla kronikarza „określonej epoki”, ale także dla człowieka, który w odróżnieniu od wielu autorytetów III Rzeczpospolitej rzeczywiście zachował klasę. Może i dlatego, że przed splendorami schował się w cieniu prowincjonalnego życia.

Imiona: Jan Krzysztof. Nazwisko: Kelus. Rok urodzenia: 1942. Z wykształcenia socjolog. Prace wykonywane: zbieracz szyszek i jeży, pszczelarz „pod ruską granicą”. W „Bajce o pszczołach” śpiewał o czasach minionych (czy tylko takich?): „Żeby ludzie byli / tacy jak owady / żeby ludzie żyli / tak jak te owady / obojętni sobie wzajem / wrodzy, obcy / tylko pracujący / tylko zbierający”. Rola społeczna: bard. Nie, nie godzi się na to określenie: „do roli barda nie aspirowałem”. To może inaczej: ironiczny liryk, pióro do spraw prozaicznych. Politykę historyczną na własny rachunek uprawiał już dawno temu: „Powiedz Willy – jako Niemiec / chyba byś się zrzygał / płacąc za Auschwitze z filtrem / markę i feninga”. Autor w spokojnych frazach opisujący przypadki ludzkich losów: „tylko nie wiedzieć czemu / szesnaste miejsce na świecie / w konkursie na samotność / zdobył księgowy w GS-ie”. 

"Piosenka pasożyta społecznego"

Pisanie o cudzych piosenkach jest jak powrót do szkolnej ławy, kolejna próba odpowiedzi na pytanie: „co poeta miał na myśli?”. Ryzyko jest dziś większe –  mimo najlepszych chęci można przy okazji zostać ornamentatorem i brązownikiem cudzego życia, albo strasznie o nim skłamać, mącąc taflę społecznej wyobraźni. Zresztą, po co metafory? Kelus (wciąż na szczęście żywy i sprawny na umyśle) mógłby się tym zirytować. Najlepiej pozwolić mówić jemu i innym, najwięcej ile można w ramach przyjętej formuły.

Jak daleko cofnąć się w przeszłość? Zacznijmy od splątania, które łączy tożsamość człowieka z jego korzeniami rodzinnymi. Pierwszy song jaki napisał to włóczęgowska „Piosenka pasożyta społecznego” z 1968 r. Tak, to znany epitet z czasów, gdy co bardziej krnąbrni obywatele nie tyle musieli walczyć na rynku pracy, co z nakazem pracy. Jak wspominał Kelus jego babka „była ewangeliczką, nosiła w sobie głęboko wszelkie ewangelickie cnoty: protestancką etykę pracy, całkowitą nieufność do przyjemności, do używek, do tego, co spontaniczne, niespokojne, nieodpowiedzialne. (…) Wracałem z Mazur albo gór opalony, szczęśliwy, zgoniony jak pies – a ona kiwała z politowaniem głową i mówiła: »Tyle masz lat, włóczysz się… Po co ci to potrzebne?”. Obawy starej kobiety nie okazały się bezpodstawne. Jej wnuk został życiowym outsiderem. Może to jest najważniejszy wyuczony i wykonywany zawód pana Jana Krzysztofa? Zawód: outsider.

Pomarcową atmosferę Kelus wspominał krótko: „człowiek miał jasność co do tego, że jeżeli nie chce poczuć się świnią, to musi się zacząć awanturować”. Czasy były parszywe, co lakonicznie opisała zmarła niedawno socjolożka ubóstwa prof. Elżbieta Tarkowska: „wybuch antysemityzmu był dla mnie wstrząsem. Konformizm, nielojalność, przykłady korzystającego z okazji karierowiczostwa. Ludzie pokazali swą brzydką twarz” (cytat za księgą jubileuszową „Socjologia czasu, kultury i ubóstwa”). Początkujący wykonawca songów zaangażowanych wpadł w ręce instytucji bezpieczeństwa publicznego za własnoręcznie napisaną skromną ulotkę pod tytułem „Faszyzm nie przejdzie”: „Noc w komisariacie na Wilczej. Słyszę jak Urszula wymiotuje ze zdenerwowania. Zwyczajnie się bałem. Jak zwierzę. Nie wiedziałem, czy tu biją”. Urszula Sikorska to Kuba z „Ballady o szosie E-7”, wieloletnia towarzyszka życia i żona niegdysiejszego autora antyfaszystowskiej ulotki. W każdym razie: nie bili go. Straszyli. Wypuścili. Niemiłe gorszego początki.

Niepokorny, głupi więzień

W 1969 r. wybuchła sprawy taterników. Przemytnicy nielegalnych książek, wydawanych przez paryską „Kulturę”, wnosili je plecakach do Polski. Mocno dydaktyczna, belferska metafora: górskimi szlakami, z wysokości, schodzili w lud, szli do inteligencji, niosąc kaganek oświaty. Przemycali prace Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, ale także Milovana Dżilasa, autora głośnej swego czasu książki „Nowa klasa wyzyskiwaczy”, w której autor pokazał jak komunistyczna nomenklatura przejęła w krajach „demokracji ludowej” rolę polityczno-biznesowej oligarchii świata kapitalizmu. 

Jacek Kleyff, wieloletni bliski przyjaciel Kelusa (wedle ich wzajemnych świadectw) na kartach wywiadu-rzeki „Rozmowa” wspomina, że zjechał on kiedyś pięćset metrów z lawiną pyłową: „jakby był sportowcem, to tylko Formuła I albo skoki narciarskie. Zresztą był świetnym taternikiem. Bez adrenaliny nie potrafił wytrzymać”. I dodaje coś jeszcze, co wymagało zamiłowania nie tylko do sportowych emocji: „Kelus w ogóle nie chodził do cenzury”. Czyli z całą świadomością stanu rzeczy poważnie ograniczył sobie dostęp do oficjalnego obiegu. Na to decydował się rzadko kto nawet spośród pieśniarzy-kontestatorów czasów Polski Ludowej. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie



Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko
Utwórz swoją wizytówkę

image


Krzysztof Wołodźko, na ogół publicysta. Miłośnik Nowej Huty.


Wyją syreny, wyją co rano,
grożą pięściami rude kominy,
w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną,
noc jest przelaną kroplą jodyny,
niechaj ta kropla dzień nasz upalny
czarnym - po brzegi - gniewem napełni -
staną warsztaty, staną przędzalnie,
śmierć się wysnuje z motków bawełny...

Troska iskrą w sercu się tli,
wiele w sercu ognia i krwi -
dymem czarnym musi się snuć
pieśń, nim iskrą padnie na Łódź.

Z ognia i ze krwi robi się złoto,
w kasach pękatych skaczą papiery,
warczą warsztaty prędką robotą,
tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery,
im - tylko radość z naszej niedoli,
nam - na ulicach końskie kopyta -
chmura gradowa ciągnie powoli,
stanie w piorunach Rzeczpospolita.

Ciąży sercu wola i moc,
rozpal iskrę, ciśnij ją w noc,
powiew gniewny wciągnij do płuc -
jutro inna zbudzi się Łódź.

Iskra przyniesie wieść ze stolicy,
staną warsztaty manufaktury,
ptaki czerwone fruną do góry!
Silnym i śmiałym, któż nam zagrodzi
drogę, co dzisiaj taka już bliska?
Raduj się, serce, pieśnią dla Łodzi,
gniewną, wydartą z gardła konfiskat.

Władysław Broniewski, "Łódź"


Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @MARTA.LUTER Jestem dziennikarzem, nie zapiszę się do żadnej partii. :)
  • @LUBICZ Istnieją zwroty potoczne, które mają swój ściśle określony sens, co powinieneś...
  • @ZBYSZEK Proszę Pana, osiem lat rządziło PO i jakoś nie mówiłem / nie pisałem, że nie ma...

Tematy w dziale Kultura