Kiedy czytam wpisy blogerów określających się jako lewicowi uderza mnie powracająca w nich tęsknota za „rzeczową dyskusją na argumenty”. Podobne życzenia wobec niektórych kolegów i koleżanek artykułuje także czasem redaktor Leski. Owa rzeczowa dyskusja na argumenty ma być podobno czymś co uratuje salon przed zalewem emocji, przed niekontrolowaną agresją, przed schamieniem. Czasem nawet udaje się rozpocząć ową rzeczową dyskusję, ale zwykle kończy się ona wzajemnym wyklinaniem i pretensjami. Płacz jest potem wielki o to, że znowu się nie udało i zwyciężyło to co jest w człowieku najgorsze.
Ja jestem gorącym przeciwnikiem „rzeczowej dyskusji na argumenty”, co dojrzał już chyba każdy kto czyta mojego bloga. Uważam, że z tą dyskusją jest tak, jak z przyjaźnią pomiędzy mężczyzną a kobietą. Pozornie chodzi tam o łóżko, ale tak naprawdę ważne jest kto kogo...Stąd w ogóle nie zaprzątam sobie głowy kwestią dyskusji na argumenty czyniąc jedynie wyjątek, którym jest ten tekst. Uważam także, że każdy kto proponuje taką dyskusję i lamentuje na tym, że jej nie ma, ma na myśli zgoła co innego niż dyskutowanie. Myśli jego zaprzątnięte są tym jedynie przy interlokutor przyjął jego punkt rozumowania i się z nim zgodził. Tak to już bowiem jest, że my tutaj w salonie niczego nie załatwiamy naprawdę, niczego nie robimy serio, a jedynie szukamy rozrywki. Tak właśnie rozrywki. Czasem intelektualnej, czasem emocjonalnej, ale jednak rozrywki. Rzeczowa dyskusja na argumenty zaś jest pojęciem spoza sfery rozrywki, jest pojęciem właściwie spoza każdej sfery nie ma dla niej miejsca nigdzie ponieważ jest niepotrzebna. Ustalanie spraw ważnych dla świata i kraju odbywa się bowiem nie wyniku rzeczowych dyskusji na argumenty, ale tak jak to drzewiej bywało za pomocą targów i siły. My zaś pogawędzić możemy sobie interesującą tylko wtedy kiedy grają w nas jakieś emocje i kiedy to co mówimy płynie z serca.
Gdyby jednak rzeczową dyskusje na argumenty potraktować poważnie oznaczałoby to koniec salonu 24. Pies z kulawą nogą by tu nie zajrzał i nie czytał dtych rzeczowych dyskutantów. Mogliby sobie ględzić do woli i ustalać co by tam chcieli przerzucając się argumentami. Nie miałoby to żadnego znaczenia, bo środek ciężkości spraw istotnych przesunięty byłby już tak daleko, że oni nigdy by go nie odnaleźli. Tak więc nie dyskutujmy rzeczowo bo zmarnujemy coś dla tego miejsca szalenie ważnego.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)