coryllus coryllus
176
BLOG

Kto skorzysta na pojednaniu?

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 30

Kiedy dwa państwa uprawiają względem siebie jakąś politykę, niekoniecznie agresywną, ale obliczoną na korzyści, to oczywiste jest, że każde z tych państw będzie dążyć do osłabienia partnera. Z wyjątkiem będziemy mieli do czynienia wtedy kiedy dwa państwa działają na szkodę trzeciego. Wtedy obydwa będą próbowały się wzmacniać poprzez wzajemną pomoc, aż w końcu podzielą się tym trzecim państwem i to będzie ich korzyść główna. 

Jednak w relacjach dwustronnych jest inaczej. Wszelkie zabiegi zmierzają w tym kierunku, by partner był coraz słabszy i coraz bardziej spolegliwy wobec stawianych propozycji i żądań. Czasami zdarza się, że państwo słabsze potrafi w takiej grze pokierować wypadkami w sposób gwarantujący mu sukces, a państwu silniejszemu osłabienie. Zwracam uwagę, że cały czas mówimy o relacjach pokojowych. Jeśli uda się to państwu słabszemu, w państwie silniejszym podnoszą się głosy protestu przeciwko dotychczasowej, zbyt łagodnej polityce wobec słabszego sąsiada, mówić zaczynają propagandyści wyciągający jakieś bzdurne historie sprzed lat i straszący mieszkańców sąsiedniego kraju wojną i wszystkim co najgorsze. To jest wbrew pozorom bardzo dobry objaw. Świadczy on bowiem o sukcesie i bezsilności sił realnie zajmujących się polityką w państwie silniejszym.
 
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja kiedy państwo silniejsze zaczyna jeszcze bardziej osłabiać swojego i tak niezbyt silnego sąsiada. Robi to za pomocą propagandy, przekupstwa, a także za pomocą narracji o zgodzie i zapomnieniu dawnych żalów. To ostatnie jest warunkiem koniecznym, ponieważ każde polityczne pojednanie, w którym uczestniczą dwa państwa – słabsze i silniejsze, musi przynieść korzyść temu silniejszemu. Ładnie wytłumaczył to Stanisław Mackiewicz w swojej „Historii Polski od 11 listopada 1918 do 5 lipca 1945”. Państwo silniejsze zabezpiecza się w ten sposób przed nieodpowiedzialnymi wyskokami sąsiada i jego negatywną wobec własnych planów polityką. Może po pojednaniu skierować uwagę w inne rejony i zaproponować identyczne pojednanie jeszcze komuś innemu. Jakiemuś kolejnemu słabszemu państwu.
 
Tak więc pojednanie pomiędzy bratnimi narodami Polski i Rosji dokonuje się na naszych oczach, a niedługo będzie dokonywać się na wiślanych wałach. Skorzystają na tym manewrze Rosjanie, którzy pokażą gest dobrej woli, pomogą Polakom zwalczyć powódź, zrzucą sobie z pleców ciężar polskiej polityki i będą mogli zając się Gruzją, czy jakimś innym krajem, nawiążą także kulturalną i cywilizacyjną łączność z Europą. No i sprzedadzą nam gaz, co oczywiste. Nastąpi stan, który niezrównany Marek Hłasko opiewał słowami – ogólna buźka i spokój.
 
Niestety jedynie pozornie, bo polityka nigdy nie zamiera i zawsze tworzy układy dynamiczne, a często nawet bardzo dynamiczne. Na pojednaniu więc się nie skończy, albowiem pojednanie to cel połowiczny, a właściwie przystanek na drodze do celu właściwego, którym jest uporządkowanie od nowa sytuacji w Europie Środkowej. Ten bowiem układ, który mamy dziś przestaje już zadowalać kogokolwiek poza jego największymi beneficjentami czyli państwami słabymi i małymi. Czy powinniśmy więc spodziewać się najgorszego? No cóż, zawsze lepiej spodziewać się katastrofy i miło się rozczarować kiedy ta nie nastąpi niż śnić na jawie i obudzić się z ręką w nocniku. Najgorsze, jeśli oczywiście przyjdzie, co nie jest pewne, ubrane będzie tak pięknie i kokieteryjnie, że wielu nie zorientuje się czym ono jest w istocie. Opamiętanie, jak to zwykle ono, pojawi się długo po najgorszym, dopiero wtedy kiedy będzie już za późno.
 
O czym mówię. O stopniowym pomniejszaniu znaczenia Polski na arenie politycznej niegdyś Europy, a dziś regionu jedynie. Bo tyle właśnie nam zostało. Polityka jest bowiem grą sił, a nie piknikiem na plaży i zawsze chodzi o wyciąganie korzyści kosztem słabszych. Tak więc stałym motywem polityki jest od zawsze osłabianie sąsiadów, którzy mogliby stanowić zagrożenie lub choćby gospodarczą konkurencję.  Kiedy państwo nasze zostało zlikwidowane w końcu stulecia XVIII okazało się, że to za mało, by pozbyć się jego mieszkańców, że ta, przez ostatnie trzysta lat wyszydzana polska kultura, te białe dworki, ten język, ten staw z kapliczką i ten brak wielkich filozofów, muzyków i genialnych malarzy wymaga interwencji coraz brutalniejszych oddziałów. Pojawiały się więc te wojska regularnie na terenach zamieszkałych przez Polaków, do chwili aż Polacy prawie w ogóle z niektórych obszarów zniknęli. Tak się jednak ułożyły sprawy, że w grze politycznej prócz słabych, silnych i bardzo silnych biorą udział także najsilniejsi i to do nich należy ostatnie słowo. Państwo Polskie nie zostało więc zlikwidowane, a Polacy nie dostali administracyjnego nakazu natychmiastowej przemiany w kogoś innego. Istnieją dalej.
 
Dalej także istnieje polityka, w której nic się nie zmienia od zawsze. Czasy kiedy przysyłano to wojsko na razie minęły, dziś mamy pojednanie i bratnią pomoc na wałach, którą z wdzięcznością przyjmujemy. Mamy także, dziś podały to portale, jakiś spór o wody terytorialne w Zatoce Pomorskiej. Spór dotyczy oczywiście granicy morskiej z Niemcami. Któż by się spodziewał, że po tych wszystkich pojednaniach na zachodzie, po tych „misiach” w Krzyżowej, będziemy mieli jeszcze jakieś spory z Niemcami! No, ale mamy. Cóż za niespodzianka.  

Na koniec chciałem przypomnieć o swojej stronie www.coryllus.pl, na której ukazują się od przedwczoraj teksty zupełnie inne niż te pomieszczane w salonie24. Serdecznie zapraszam. Komentarze wpisywać można klikając w tytuł notki

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka