coryllus coryllus
913
BLOG

Mały pokoik z bursztynu

coryllus coryllus Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 18

 Pałac książąt zu Dohna w Stołbitach to była jedna z największych, najpiękniejszych i najlepiej zarządzanych rezydencji w Prusach, a może i w całej Rzeszy. Kiedy w 1944 roku rosyjski front zbliżał się do granic Prus książę Alexander zu Dohna otrzymał list z Królewca. Dyrektor Muzeum Bursztynu Franz Ferdynand Alfred Rohde prosił w nim księcia o ukrycie w Stołbitach bursztynowej komnaty.

 
Alexander zu Dohna zdawał sobie sprawę z beznadziejności położenia i absurdalności tej propozycji. Czy Rohde liczył na to, że Rosjanie zatrzymają się przed Stołbitami? Jasne było, że pójdą dalej zabierając po drodze wszystko co da się zabrać. Książę odmówił i zajął się ratowaniem zgromadzonych w pałacu zbiorów sztuki. Podobno wywiózł je do Niemiec, ale jak to w takich razach bywa, niewielu w to wierzy i ruiny pałacu w Stołbitach są systematycznie przeszukiwane przez poszukiwaczy amatorów.
A co z bursztynową komnatą? Tym niewielkim pokoikiem - powierzchnia ścian 55 metrów kwadratowych, wykonanym przez gdańskich rzemieślników na zamówienie pierwszego króla w Prusach Fryderyka I.
 
Droga dynastii panującej w Berlinie do europejskiej potęgi była trudna i naznaczona upokorzeniami. Fryderyk I, od 1701 roku król w Prusach, a wcześniej elektor nie mógł siedzieć w obecności króla polskiego. Stał, kiedy majestat Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów doń przemawiał. Na skutek wewnątrz niemieckiej solidarności ustrojony w polską koronę Niemiec – August II, pozwolił swemu ubogiemu „cher cousin” z Berlina usiąść pewnego dnia i samemu włożyć na skronie królewski diadem. To był początek oszałamiającej kariery Berlina, jako stolicy i siedziby królów.
 
Sukces nie był jednak łatwy. Chyba nikt w historii nie miał tak koszmarnego PR, jak dwór Hohenzollernów, no może Hitler i Stalin, ale to zupełnie inny kaliber zjawiska. Ani administracyjne osiągnięcia Fryderyka Wilhelma I, ani wojny i kulturalny mecenat Fryderyka II niczego tu nie zmieniają. Europa nie kochała Prus, więcej – Niemcy nie kochały Prus. Prusy więc musiały kochać same siebie i same tworzyć swój mit. Bursztynowa komnata to właśnie jeden z elementów tego mitu.
 
Nowemu królowi potrzebne było coś, co podniesie jego prestiż w oczach sąsiadów. Komnata z bursztynu to wspaniały drobiazg, w sam raz taki na który Hohenzollern może sobie pozwolić. Królowi bardzo potrzebna była taka komnata, był on bowiem monarchą świeżym, nie spatynowanym, monarchą, który musi imponować sąsiadom, a nie bardzo miał czym. Płachetek piachu nad morzem, jakim było królestwo Fryderyka na początku XVIII stulecia był niczym wobec potęg Europy. Dwór w Berlinie to zupełna nicość wobec dworu w Dreźnie, Monachium czy Warszawie, nie mówiąc już o Paryżu. Zamówienie króla musi być więc wyjątkowe, stosunkowo mało kosztowne, a jednocześnie takie, żeby choć na chwilę zwróciło uwagę innych panujących na maleńki dwór w mieście nad Szprewą.
 
Godfryt Turow i Ernest Schacht – mistrzowie z Gdańska - podejmują się wykonać zamówienie. Rzeczywiście jest ono wspaniałe, niektóre płaskorzeźby są tak małe i misterne, że trzeba je oglądać przez szkło powiększające. Fryderyk nie może sobie pozwolić na coś w rodzaju pałacu wersalskiego, ma więc swoją komnatę i jest szczęśliwy. Niestety, świat niezwykle krótko emocjonował się bursztynowym pokoikiem króla Prus. Fryderyk dokonuje więc dalszych zamówień, zdobi swój dwór czym się da, byle było wspaniałe i wydaje, wydaje, wydaje...
Na to wszystko patrzy jego syn, późniejszy Fryderyk Wilhelm I, patrzy i nie może uwierzyć. Następca tronu ani razu nie pofatygował się, by zerknąć na bursztynową komnatę, nie brał również udziału w dworskich ceremoniach, nie utrzymywał kontaktu z zagranicznymi poselstwami i nie „bywał” na salonach. Czas spędzał w koszarach lub w kościele, prawie zawsze w towarzystwie zasuszonego fanatyka, pastora Francke. W koszarach musztrował żołnierzy, tłukąc ich kijem, a w kościele modlił się, by jego ojciec jak najszybciej wyniósł się z tego świata. Kiedy dobry Pan Bóg wysłuchał jego próśb, jedną z pierwszych decyzji nowego władcy było pozbycie się bursztynowej komnaty. Król podarował ją carowi Rosji Piotrowi I. Fryderyk Wilhelm przygotowywał się właśnie do wyrzucenia Szwedów ze Szczecina i liczył, że obłaskawiony takim podarkiem car pomoże mu w tym przedsięwzięciu, a przynajmniej nie będzie przeszkadzał.
 
Stolica Rosji to co innego niż Berlin, tam zwożono wszystko, co miało jakąkolwiek wartość i błyszczało, nie pozbywano się tego lekkomyślnie w zamian za iluzoryczne sojusze. Stało to tam sobie wszystko i cieszyło oczy. Nie inaczej było z bursztynową komnatą. Przez 180 lat mogli ją podziwiać mieszkańcy pałacu carów i jego goście. Komnata przetrwała październik 1917, a rząd robotników, chłopów i zawodowych rewolucjonistów uczynił z niej przykład na to, że szacunek dla kultury i sztuki nie umiera w Rosji nigdy. Bursztynowe cacko wystawiono w muzeum w mieście Puszkin – dawnym Carskim Siole. I byłaby komnata stała tam sobie po dzień dzisiejszy, gdyby nie żołnierze Adolfa Hitlera, którzy Puszkin spalili, a komnatę wywieźli do Królewca. Szacunek dla kultury i sztuki był im bowiem ( w odróżnieniu do Rosjan) wpajany wybiórczo. 
 
W Królewcu zajął się nią doktor Alfred Rhode, największy w Europie specjalista od bursztynu. Rhode umieścił komnatę na zamku w Królewcu i byłaby ona stała tam sobie po dziś dzień, gdyby nie radzieccy lotnicy, którzy w dwóch precyzyjnych i niezwykle udanych (25 tysięcy trupów jednej nocy) nalotach zrównali z ziemią królewiecki zamek.
 
Na tym w zasadzie mogłaby się kończyć historia bursztynowej komnaty, ale się nie kończy. Oto bowiem pojawiają się pojedynczy początkowo świadkowie, którzy widzieli, jak Rhode pakował rozmontowaną bursztynową komnatę na ciężarówki i wywoził. Gdzie? No właśnie, tu zeznania świadków rozbiegają się jak wypuszczone z klatki króliki. Podobno do zamku Wildenhof (dziś Dzików pod Olsztynem) jak chcą jedni, podobno na statek „Wilhelm Gustloff”, jak chcą inni, podobno na Śląsk, jak twierdzą zwolennicy teorii, że wszystko, co zginęło w czasie II wojny jest tam właśnie (trzeba tylko dobrze poszukać).
 
W miarę, jak płynie czas i lata wojny oddalają się od nowych pokoleń entuzjastów przygody, skarbów i odkryć, przybywa świadków na to, że bursztynowa komnata istnieje. Świadkowie istnienia Komnaty bijąc się w piersi i pokazując tajemnicze plany, prowadzą ekipy telewizyjne w głąb zatęchłych korytarzy, wloką po zalesionych stokach Gór Sowich i podmokłych mazurskich łąkach. Rzeczywiście, we wszystkich tych miejscach znajduje się jakieś precjoza, mniej lub bardziej cenne, a w ostateczności ślady po działalności SS, świadczące o tym, że coś tam ukrywano. Nigdzie jednak nie ma Bursztynowej Komnaty.
 

Sprawa bursztynowej komnaty już dawno przestała należeć do sfery bytów realnych, stała się mitem, takim samym jak potwór z Loch Ness. Jest w tym wszystkim jednak jeszcze prawdziwa zagadka. Po zajęciu Królewca przez Rosjan dr Rhode zachował się irracjonalnie. Zamiast uciekać, jak wszyscy przytomni Niemcy, pozostał i zgodził się na współpracę z nowymi władzami. Przypominam, że on właśnie uchodził za człowieka, który rozmontował i ukrył bursztynową komnatę. Rhode pomagał Rosjanom w inwentaryzowaniu pozostałych dzieł sztuki. Wydaje się dość dziwne, że nie zadali mu oni pytania – gdzie jest bursztynowa komnata? A jeśli zadali, to musiał przecież na nie odpowiedzieć – metody perswazji oficerów i żołnierzy radzieckich były wówczas sławne w całej wyzwalanej Europie. Tymczasem Rhode żyje sobie w Królewcu spokojnie, nie widać na nim śladów pobicia, ani nawet tortur psychicznych. Chodzi do pracy, a po powrocie do maleńkiego pokoiku, który zajmuje wraz z żoną, spędza czas na wspominaniu dawnych czasów. Trwa to do grudnia 1945 roku, kiedy to sąsiedzi znajdują doktora i jego żonę martwych. Śledztwo wykluczyło samobójstwo, nie wykluczyło za to morderstwa. Ktoś pomógł obydwojgu małżonkom przenieść się w zaświaty i zrobił to za pomocą trucizny. Dlaczego? Nie wiadomo.

Zainteresowanych moją książką "Pitaval prowincjpnalny" zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Kultura