398 obserwujących
2903 notki
12289k odsłon
  2332   0

O wyższości uzurpacji nad mianowaniem albo fałsz demokracji

 

Dlaczego Jarosław Kaczyński jest powszechnie znienawidzony? Ponieważ jest uzurpatorem. Jego legitymacja do sprawowania władzy, tak w państwie jak i w partii jest tego samego rodzaju co legitymacja Grimaldich do władania skałą i zamkiem Monte Carlo. Jarosław Kaczyński reprezentuje ten sam typ przywódcy, który reprezentował Józef Piłsudski, ze wszystkimi jego wadami i ograniczeniami. Najcięższe zaś z nich jest to, że przy świadomości swojej siły, przy świadomości niebezpieczeństw Kaczyński próbuje jeszcze porozumiewać się z systemem. Podobnie jak jego zmarły brat, który trawił niepotrzebne godziny na szukanie jakiegoś kontaktu z mediami, z dziennikarzami, z ludźmi „stamtąd”. Dlaczego obaj Kaczyńscy tak czynili? Dlaczego mimo retoryki odrębności, niezależności i samodzielności szukali porozumienia z systemem. Bo z nikim innym nie mogli się porozumieć. Tragedia Polski polega na tym, że nie ma tu kasty, która sprawowała by realną władzę na swojej własności. Jesteśmy narodem najmitów, którzy sprzedają swój czas. Jako siła polityczna przydajemy się w czasie wyborów, ale wybory są co cztery lata. Politycznie jesteśmy do niczego. Kaczyński to wie i być może wiedzą to jego ludzie, ale oni wiedzę swoją rozpowszechniają z nieznośną ostentacją. Co prowadzi wprost do wyborczej klęski. Kiedy bylibyśmy potrzebni PiS w sensie politycznym? Gdybyśmy dysponowali dużą własnością, kapitałem lub ziemią, tak jak resztki ziemiaństwa przed wojną lub gdybyśmy mieli do dyspozycji sieciowe struktury – jawne lub tajne. To dałoby nam polityczną podmiotowość i nic więcej. Myślę, że dla ludzi mieszkających w krajach demokratycznych arkana te nie są niczym szczególnie zaskakującym. To nam się wydaje, że demokracja polega na oddawaniu głosu co kilka lat i ględzeniu. To nie jest demokracja, ani nawet jej cień. To jest wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom systemu.


 

Stojąc tu gdzie stoimy i zachowując się w sposób przewidywalny, dojrzały, mądry, uczciwy i stosowny dla ludzi o naszym wykształceniu i pozycji wystawiamy sobie w oczach systemu jak najgorsze świadectwo. Jesteśmy bydłem po prostu. W najlepszym razie targetem sprzedażowym, któremu opyla się jakieś treści, by utrzymać go w jakiejś tam dyscyplinie. Kiedy zmienią się plany, zmienią się również sprzedawane treści. Zmiana ta dokona się łatwo – poprzez wymianę kilku redaktorów naczelnych – co zostanie przez nas przywitane gorącą dyskusją o standardach i ograniczeniach demokracji.


 

Wszystko z czym mieliśmy do czynienia w ostatnim, posmoleńskim czasie było testowaniem naszego kręgosłupa moralnego. Okazał się on nadzwyczaj giętki i plastyczny. Wytłumaczyć można nam absolutnie wszystko i nie zajmuje to nawet zbyt wiele czasu. Z radością i ulgą przyjmujemy wszelkie tłumaczenia i zasiadamy przed telewizorem lub w fotelu z gazetą, by napawać się niegodziwością systemu i jego podłymi planami wobec nas. Myślę, że świadczy to o rychło nadchodzących ograniczeniach w wolności, tak osobistej jak politycznej, a być może o innych także ograniczeniach.


 

Wracajmy do rozróżnienia dla dzisiejszego tekstu najważniejszego – uzurpacja i mianowanie. W czasie ostatnich dwudziestu lat czyli w czasie tak zwanej odzyskanej niepodległości nie pojawił się żaden lider polityczny, który byłby liderem prawdziwym – poza oczywiście Kaczyńskimi. Przez lidera prawdziwego rozumiem uzurpatora, który władzę zdobywa sam poprzez osobistą siłę, przemyślność oraz przekonanych i równie jak on zdecydowanych popleczników. Wszyscy polityczni liderzy od Wałęsy, Mazowieckiego i Tymińskiego począwszy na Ziobrze kończąc byli wykreowani przez system, którego emanacją była najpierw GW, a potem kolorowe pisma. Nie rozstrzygam kto w istocie był kreatorem tych liderów, bo nie znam tych ludzi osobiście, nie znam też nazw i symboli organizacji, które oni reprezentują.


 

Żaden z liderów III i IV RP poza samymi Kaczyńskimi nie został też liderem w taki sposób w jaki został nim Dmowski, bo żaden nie był w stanie skupić wokół siebie odpowiedniej liczby zwolenników, że o zakładaniu tajnej organizacji – jak to się przytrafiło Dmowskiemu - nie wspomnę. Liderzy, z którymi mieliśmy do czynienia posiadali za to wszystkie cechy niesamodzielnych kukiełek, ludzi powtarzających całe, nieraz długie, niezrozumiałe dla nich frazy, które miały skupić wokół nich jakiś elektorat. Byli więc chadecy unikający sakramentów, byli piłsudczycy nie umiejący obchodzić się z bronią, byli komuniści z miliardami na koncie i inni podobni, których istotna funkcja pozostawał w cieniu. Było nią oczywiście markowanie procedur demokratycznych, tak by standardy naszego kraju nie odbiegały wizualnie od tych praktykowanych na Zachodzie. Nie było żadnego prawdziwego przywódcy. I już go nie będzie – Jarosław Kaczyński jest ostatni. On o tym wie, dlatego pozbywa się z partii tych ludzi, którzy nie rozumieją mechanizmu i zdaje im się, że opowiadanie jakichś kocopołów przed kamerą czyni ich samodzielnymi politykami. Być może Jarosław Kaczyński ma świadomość schyłku i jest po prostu w sytuacji tak trudnej, że nie wie co dalej, zakładam jednak, że wie.

Lubię to! Skomentuj74 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale