402 obserwujących
2903 notki
12198k odsłon
4546 odsłon

„Dzieci peerelu” książką zakazaną?

Wykop Skomentuj92

 Jak czytelnicy tego bloga zapewne pamiętają napisałem kilka książek. Tytuł jednej z nich brzmi „Dzieci peerelu”. Jest to zbiór opowiadań o naszej codziennej siermiędze, którą pamiętamy dobrze z dzieciństwa. Książka raczej się podoba, co bardzo mnie cieszy i pewnie dopiszę niedługo jakiś drugi tom. W związku z tą książką, jak pewnie również pamiętacie zostałem zaproszony przez szkołę im. Melchiora Wańkowicza w Błoniu na imprezę pod nazwą „Melchiorada”. To taki event, który ma dzieciakom uświadomić czym był PRL, a starszym przypomnieć tamte ponure lata. Zadzwonili do mnie i spytali czy reflektuję. Zgodziłem się. Powiedzieli mi, że będę tam występował w charakterze – sam to tak określiłem – supportu, bo głównym daniem będzie pani nazwiskiem Beata Tadla, dziennikarka TVN, która również napisał książkę o PRL, nazywa się to „Pokolenie 89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce”, albo jakoś podobnie. Są to wywiady, które Tadla przeprowadziła z ludźmi takimi jak Prokop, Karolak, Andrus, Korwin-Piotrowska, Sekielski. W internecie można znaleźć stronę poświęconą tej książce. Ona się zasadniczo różni od mojej książki tym, że ja opisuję ludzi i miejsca, które znałem, a Tadla pyta o PRL ludzi, którzy z tym PRL-em nie mieli nic wspólnego. Karolak jak to sam niegdyś wyznał w „Vivie” jeździł z rodzicami od miasta do miasta, bo pracowali oni w tajnych jednostkach wojskowych. Dziś opowiada nam pan Karolak o tym jak mu się ciężko żyło w PRL i jak fajnie żyje mu się w wolnej Polsce. Warto to podkreślić – wolnej – w kontekście pointy niniejszego tekstu.

 

A taki na przykład Prokop Marcin opowiada o tym jak to w dzieciństwie pisał listy do Jaruzelskiego i w listach tych prosił generała by ten dał paszport jego tacie, żeby on – Prokop – mógł z tym tatą pojechać do Bułgarii na wczasy. Szkoda, że Prokop nie znał w tamtych czasach Karolaka, bo pewnie paszport załatwił by sobie w mig, bez pisania listów do Jaruzelskiego. Ja to już pisałem, ale jeszcze raz napiszę, bo uroda tej sceny uwodzi mnie mocno. Oto przy stole nakrytym czystym obrusem siedzi mały chłopiec. Za oknem noc stanu wojennego, czołgi na ulicach, w słuchawce telefonu jakiś gamoń powtarza – rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana. W telewizji na okrągło leci program „Poligon”, na poczcie czytają cudze listy, a w sklepach ocet. Wszyscy się boją wszystkich. Mały chłopiec zaś siedzi przy stole i coś pracowicie smaruje na kartce w trzy linie. Nagle do pokoju wchodzi jego tata. - Co tam piszesz Marcinku – pyta z troską w głosie. - Wiesz tato – Marcin na to – piszę list. - A do kogo – pyta znów zdziwiony ojciec. - No wiesz – Marcin na to – do tego dziada, co nie chce ci dać paszportu, tego skur...na, jak żesz się on nazywa?! O! Już sobie przypomniałem! Jaruzelski!

 

Czy to mili moi jest scena, która nie poraża was swoją autentycznością, prawdą psychologiczną zawartą w reakcjach bohaterów i głębią? Oczywiście, że poraża, tak więc zachęcam was do kupienia książki Beaty Tadli o dzieciach PRL-u. Jest wprost fantastyczna.

 

Wracajmy jednak do „Melchiorady” w Błoniu. Zostałem zaproszony telefonicznie, a potem wręczono mi bardzo sympatyczne zaproszenie w kopercie. Jest ono taką trochę większą kartką na mięso, która ma różne kupony opiewające na jakieś atrakcje. W środku zaś jest wydrukowany program całej tej „Melchiorady” i ja tam jestem w tym programie umieszczony – Gabriel Maciejewski – publicysta, autor blogów i książki „Dzieci peerelu” - tak napisali.

 

Impreza odbywa się dziś, tak więc wczoraj z rana zadzwoniłem do miłej pani nauczycielki z pytaniem – czy aby na pewno? - Na pewno – odpowiedziała miła pani. - Czy mogę wziąć książki? - ja na to. - Oczywiście – rzekła miła pani. Ucieszyłem się i wziąłem za robotę, tą samą co zwykle czyli za pisanie. Potem zaś pojechałem, a było już wczesne popołudnie, do sklepu żeby kupić sobie spodnie na tę okazję. Siedziałem właśnie w przymierzalni kiedy zadzwonił telefon. Zdziwiłem się, bo w słuchawce usłyszałem głos miłej pani nauczycielki, która oznajmiła mi, że niestety musi odwołać spotkanie ze mną. Powiedziała mi wprost, że dyrekcja szkoły podjęła taką decyzje ze względu na ten blog. Przyznam, że zaniemówiłem. To jest bowiem coś tak skandalicznego, że się nie mieści w głowie. Pani nauczycielka powiedziała co prawda, że spotkanie przełożymy na „po feriach” i zrobimy je w mniejszym gronie, ale ja jestem już naprawdę za stary na te numery. Poza tym to ja napisałem książkę „Dzieci peerelu” gdzie jest sama prawda o PRL, choć nazwisko Jaruzelski nie pada tam ani razu. Nie pada tam nawet nazwa „stan wojenny”. Niczego to jednak nie zmienia, „Dzieci peerelu” to książka prawdziwa w przeciwieństwie do książki pani Tadli.

 

Przypominam, że część tytułu książki Beaty Tadli brzmi – Dzieci peerelu – jak sobie radzą w wolnej Polsce. Tak więc, żeby Tadla mogła opowiedzieć młodzieży o wolnej Polsce i o tym jak się w niej żyje Karolakowi i Prokopowi, dyrekcja szkoły wyprasza z imprezy autora książki o podobnej tematyce, w której co prawda nie występują Prokop i Karolak, ale są tam inne, przypuszczam, że ciekawsze postaci – pijak Jurek, wozak Heniu, kolega Adam co wchodził na dach szkoły po piorunochronie i inni. Autor tej książki prowadzi bloga i to się nie podoba dyrekcji szkoły, w która – w wolnej Polsce – postanawia usunąć tego autora z programu imprezy. Pomiędzy otrzymaniem zaproszenia i wyproszeniem mnie za drzwi minęło 5 dni. Do dużo czasu. Spotkanie odwołano w ostatniej chwili, a raczej je przełożono. Ja, podobnie jak ten dyrektor chodziłem do szkoły w PRL i numery, które stosowało się w celu zrobienia w balona uczniów, nauczycieli, i rodziców są mi znane aż nadto dobrze. Myślę, że pan Jacek Cieślak – tak nazywa się ten dyrektor – który uczy historii doskonale mnie zrozumie jak również intencję tego wpisu. Jeśli nie to już wyjaśniam.

Wykop Skomentuj92
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale