Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
418 obserwujących 2903 notki 12070857 odsłon
coryllus, 26 czerwca 2013 r.

Prawdziwe przyczyny buntu

 Izaak Babel napisał kiedyś opowiadanie pod tytułem „Koływuszka”. Jest to prosty, mocno osadzony w realiach i absolutnie wstrząsający tekst. Rzecz dzieje się w początkach kolektywizacji, gdzieś na południu Rosji, a może na Ukrainie. Iwan Koływuszka szykuje swoje gospodarstwo do snu, jak zwykle każdego wieczora, a w pobliskiej sali zebrań, banda komunistów, do niedawna jego sąsiadów, a dziś zbrodniarzy zaczadzonych ideologią, którym mózgi sparaliżowało pozwolenie na rabunek, szykuje się do grabienia mieszkańców wsi. Owa grabież nie nazywa się rzecz jasna grabieżą, ale nosi nazwę kolektywizacji. Chodzi o to, żeby tym co mają pozabierać i nie dać nikomu tylko wszystko zatracić. W opowiadaniu Babla najważniejsze są akurat zwierzęta gospodarskie, szczególnie zaś ciężarna kobyła. Wszystko trzeba podzielić, a samego Koływuszkę, kułaka i podleca, wysłać za koło polarne. No i idą w końcu po niego, a Iwan Koływuszka siedzi na pieńku czy na belce od ogrodzenia swojego pastwiska i patrzy. Obok niego stoi ta kobyła tuż przed rozwiązaniem. No i kiedy są już blisko Iwan bierze do ręki okutą kłonicę i na oczach wioskowego komitetu partii, który chce go wyzuć z majątku, wali to biedne, ciężarne zwierzę w sam środek czoła. W to miejsce gdzie łagodne i mądre klacze mają zwykle białą gwiazdkę, tak romantycznie opisywaną zawsze przez poetów słowa wynajętych do opiewania czynów czerwonych kawalerzystów. Zapoznajcie się z tym opowiadaniem, bo nie wiadomo w co przyjdzie wam walić okutą kłonicą za niedługi czas. Oby nie we własne czoła.

Wczoraj w „Rzeczpospolitej” ukazał się tekst równie wstrząsający jak opowiadanie Babla pod tytułem „Koływuszka”. Oto jakiś człowiek miał 15 hektarowe gospodarstwo, ponieważ był dość obrotny powiększał je sukcesywnie dokupując ziemię i w końcu stał się posiadaczem gospodarstwa 80 hektarowego. Każdy nowy zakup zgłaszał w urzędzie skarbowym i dokładnie opisywał przeznaczenie nowo zakupionej ziemi. Pisał też do urzędu pisma z pytaniem, czy musi od tego wszystkiego odprowadzać VAT. I oni mu odpisywali, że nie musi. Nie musi, bo nie musi i już. Kiedy miał już te osiemdziesiąt hektarów okazało się, że jednak musi i w dodatku ma zaległości. Nie pamiętam ile tego wyszło, ale chodziło o ponad milion złotych ogółem, których ten człowiek, mąż i ojciec trójki dzieci nie mógł zapłacić. Urząd zajął całe jego mienie, a on sam pozostał właściwie bez niczego. Wsiadł więc w samochód i wjechał do jeziora. Oczywiście zginął na miejscu, bo jak pamiętamy nie można wydostać się z zamkniętego samochodu kiedy znajdujemy się w nim pod wodą. Zostawił pan ów list, w którym napisał, że jego śmierci winny jest pośrednio urząd skarbowy. I to był jego największy błąd. Urzędnicy bowiem odpowiedzieli dziennikarzom z „Rzepy”, że skoro „pośrednio”, to oni w ogóle się do winy nie poczuwają, bo prawo jest po ich stronie. Rozumiecie? To jest jeszcze gorsze niż przypadek Koływuszki, bo on wiedział na co się naraża uporczywie starając się zachować majątek, a ten pan co się utopił w samochodzie działał w dobrej wierze, a przed śmiercią, pisząc ten list chciał jeszcze dać tym skurwysynom szansę. No więc ja myślę, że czas dawania szans skończył się definitywnie i dziś powinniśmy się zachowywać wyłącznie tak jak pewna strajkująca w Kanadzie grupa pracowników koncernu telekomunikacyjnego. A było to tak: miał być strajk i pracownicy zjechali windą na sam dół biurowca, gdzie do ścian przywiązane były grube wiązki kabli. Czekali tam na dyrektorów z samej góry, którzy mieli przyjechać na negocjacje. Postanowili jednak, że trochę się potargują i nie zjadą tam w umówionym czasie. Kiedy wyznaczona godzina minęła, jeden z pracowników wziął do ręki siekierę z zestawu przeciwpożarowego i zaczął nią rąbać najważniejszą wiązkę kabli. Pięć minut później cały zarząd był na dole. I wyobraźcie sobie, że nie zginęła przy tym żadna ciężarna kobyła. Ja wiem, że mój optymizm jest oszukany, że Was tu mocno łudzę, ale jestem od wczoraj tak wstrząśnięty tą historią o 80 hektarach ziemi rolnej, że nie mogę dojść do siebie.

Jak pamiętamy niedawno z wielką pompą wchodził na ekrany kin film pod tytułem „Układ zamknięty”, film, którego przesłanie odwrócono w sposób wręcz modelowy czego nikt z tych durniów „naszych” nie raczył zauważyć. No i dziś widzimy, że nie potrzeba żadnego układu zamkniętego, żeby wykończyć człowieka, wystarczy trzech gamoni, takich samych jak ci z opowiadania Babla. Przeczytajcie je sobie koniecznie, bo Babel miał dobry warsztat, a ten partyjny komitet opisał tak, jakby znał przynajmniej setkę urzędników naszej skarbówki. Wszystko się zgadza, miny, argumentacja, pewność siebie, nawet sposób chodzenia. Tylko ubrania mają inne. Reszta pasuje jak ulał. No i najważniejsze: oni, ci co wysiedlali ludzi za koło polarne, także mówili, że prawo jest po ich stronie.

Opublikowano: 26.06.2013 09:07.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale