403 obserwujących
2903 notki
12174k odsłony
3341 odsłon

Zwykli ludzie z ulicy

Wykop Skomentuj28

 Miałem kiedyś takiego kolegę, który marzył o spokojnym życiu i ciągle o tym opowiadał. Chciał mieć dom i pracę, a także dobrą i spokojną żonę, może psa, a także jakiś niewielki samochód, żeby nim jeździć na mecze i do kościoła. Nie lubił ryzyka, a pod tym pojęciem rozumiał wszystko co burzyło mu porządek dnia codziennego. Pamiętam jak skończył zawodówkę i poszedł do pracy na kolei. To było dawno, bo mamy już przecież swoje lata. No i w czasie tej pracy pojawiła się opcja, żeby zaliczyć technikum dla pracujących, co w ówczesnych czasach jeszcze miało jakąś wagę. On się na to nie zdecydował bo wtedy odebrano by mu deputat na podkłady kolejowe, którymi palił w piecu, rąbiąc je wcześniej pracowicie całymi dniami na cienkie szczapki. Nie wiem ile było tych podkładów, ale obstawiam, że nie więcej niż dziesięć. Kolega mój skalkulował ryzyko i wybrał podkłady. Jego chęć zachowania spokoju i normalności była tak szalona, że w pewnej chwili okazało się iż musi wypijać kilka butelek nerwosolu tygodniowo, żeby zachować jako taką formę. Zaczął obudowywać się takimi fikcjami, że zastanawialiśmy się z kolegami kiedy w końcu odwiozą go do Abramowic, bo od nas woziło się ludzi do Abramowic, a nie do Tworek. Jakoś jednak mu się udało i nie pojechał do tych Abramowic. Straciliśmy w końcu kontakt, bo jego pęd ku normalności kazał mu zerwać wszystkie kontakty z chłopakami i żyć spokojnie w zaciszu domowym wraz ze spokojną żoną. Nie wiem do ilu butelek nerwosolu doszedł przez te wszystkie lata, ale wiem na pewno, że wódka nie wchodzi w grę, bo jest za droga. On zaś bardzo lubił oszczędzać, nerwosol jest więc w sam raz dla niego. Kiedyś na przykład próbował przestawić swojego psa na budyń, bo było to tańsze niż mięso, nawet podłej jakości. Ja sobie dokładnie zapamiętałem tę starą puszkę po konserwie, w której było trochę budyniu i minę tego psa, który się w nią wpatrywał.

Nie jest to przypadek odosobniony, znam jeszcze kilka takich i one wszystkie są do siebie podobne. Ludzie żyją spokojnie i normalnie, w zaciszu domowym. Patrzą w telewizor, jedzą, śpią i chodzą po wyznaczonych trasach, a wszystko w nadziei, że uda im się dotrwać do emerytury i wtedy będą już tylko siedzieć na ławeczce i popijać nerwosol, żeby całkiem nie oszaleć. I sami zobaczcie jak ogromne jest w tym sposobie życia napięcie i jaki tragizm. Zobaczcie jaka to jest straszna pułapka, właściwie bez wyjścia.

Pora na wyjaśnienie po co ja to wszystko piszę. Otóż wczoraj bloger polakoczerwoni zaproponował wszystkim zabawną ankietę. Głosujemy na blogerów i wybieramy tego, który naszym zdaniem jest lepszy. To jest trochę zabawa, a trochę nie. Tak się złożyło, że ja byłem jednym z pierwszych bohaterów tej ankiety i jeszcze do tego wygrałem. Przegranym był Grzegorz Wszołek. Dziś z rana zacząłem czytać wpisy pod notką z wynikami tego konkursu i wtedy właśnie przypomniał mi się mój kolega od nerwosolu. Przypomniał mi się, bo tam zaczęli się wpisywać sami spokojni i normalni ludzie, którzy nie chcą konkursów, nie chcą żeby ludzie mogli porównać swoje sympatie, nie chcą żartować na ten temat, nie interesuje ich to wcale. Oni chcą pić nerwosol i rąbać te swoje podkłady. Na samej górze wpisał się marek zegarek, stary komuch, któremu sama myśl o tym, że istnieją jakieś inne poza zatwierdzonymi przez partię hierarchiami wydaje się wstrętniejsza niż myśl o tym, że mógłby skończyć technikum dla pracujących. Potem ktoś inny pisze, że ankieta jest głupia, bo to tak jakby pytać ludzi czy wolą jabłka czy gruszki. A co jest przepraszam złego w tym pytaniu? Jedni wolą jabłka a inni gruszki, to chyba normalne. Gini przyszła wyrazić swoją niechęć do mojej osoby i ja ją akurat rozumiem, nie rozumiem tylko po co się w ogóle interesuje tą ankietą. Jest jeszcze kilka innych wypowiedzi, a wszystkie one dotyczą tego samego problemu: ile butelek nerwosolu trzeba wypić tygodniowo, żeby zachować równowagę psychiczną i nie zwariować? Problemu tego nie rozwiąże niestety za nikogo dyplomowany filozof z doktoratem nazwiskiem Jerzy Bukowski, który już na samym początku zabawy wymyślonej przez polakoczerwonego, zastrzegł, że Grzegorz Wszołek jest najlepszy, bo pracuje w poważnych mediach. Potem się trochę opamiętał, zrozumiał, że to takie żarty i próbował się wstrzelić w klimat, proponując buziaki jakiejś biednej dziewczyninie, która się pod tym tekstem zaplątała. Takie rzeczy się proszę Państwa zdarzały również w naszych okolicach, ale musiały być do tego spełnione pewne podstawowe warunki. Chodzi mi na przykład o sytuację po weselu, na drugi dzień, w połowie poprawin, kiedy to wujcio co przyjechał z odległej wioski, w koszuli wyciągniętej z opadających portek, dobrze już pijany, goni po kartoflisku druhnę, a ta zwiewa w uwalanych gliną, białych szpilkach. No, ale nie w salonie24.....

Wykop Skomentuj28
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale