399 obserwujących
2903 notki
12303k odsłony
  7878   0

Jak arcybiskup Hoser z ludobójcami współpracował

 Narzędzia, które mamy w rękach i które w teorii, powinny ochronić nas wszystkich przed fałszywymi oskarżeniami, narzędzia takie jak logika, porównanie faktów i dat, zestawienie relacji świadków, nie są nic warte. Widzimy to od dawna ale dobrego sposobu na nieuzasadnioną potwarz nie znaleźliśmy. Być może takiego sposobu nie ma. Być może fałszywe oskarżenie to jest właśnie ta broń ostateczna, którą można wykończyć każdego. Ofiara zaś nie może w czasie owego wykańczania wykonać żadnego ruchu, bo tylko pogorszy swoją sytuację.

Oskarżenia to słowa, te zaś jak wiadomo są wolne. Tak nam to zagwarantowała konstytucja i różne inne poważne dokumenty. Kiedy jednak montuje się nagonkę medialną bardzo szybko widzimy, jak łatwo zamienić wolność słowa na coś zupełnie innego.

Sprawa arcybiskupa Hosera jest sprawą poważną, choć z punktu widzenia organizacji zajmujących się rzucaniem oskarżeń na Kościół w Rwandzie może się wydawać tylko jakimś odpryskiem. Jakimś dodatkowym kamyczkiem wrzuconym do ogródka papieża i tych jego dziwnych podwładnych.

Wczoraj na portalu WP ukazał się tekst zmanipulowany w sposób wprost fantastyczny. Oto jakiś rwandyjski ksiądz oskarża polskiego arcybiskupa o to, że znał niektórych morderców, a także o to, że kiedy trwały rzezie bez przeszkód przekraczał granice i kordony. W dodatku wkłada w usta arcybiskupa słowa, które brzmią: trzeba pomóc tym biskupomHutu: obsadziliśmy ich tam, by zwalczyć Państwo Tutsi!"

Ponoć w obecności owego księdza, który obsługiwał jedną z diecezji biskup wielokrotnie wypowiadał to zdanie. Wielokrotnie wypowiadał?! Gdyby je wielokrotnie wypowiadał zniszczono by go już wtedy, a od wypadków w Rwandzie minęło piętnaście lat. Ja nie chcę tutaj uprawiać jakichś prostackich szyderstw, ale w tym akurat momencie nie mogę się powstrzymać.

Okazuje się, że są jeszcze inne książki, pisane przez różnych zaangażowanych działaczy, w których przeczytać możemy jak to Kościół wspierał morderców. To oznacza jedynie tyle, że mamy do czynienia z próbą ukrycia prawdziwych sprawców tej zbrodni. Zawsze tak jest kiedy rzuca się oskarżenia pod adresem Kościoła. Uprzedzam teraz lojalnie, że jeśli ktoś w komentarzach wpisze nazwę Jasenovac, wyleci.

Czy biskup znał jakichś morderców? Oczywiście, że znał. Prezydent Roosvelt i premier Churchill też znali. Gadali z jednym takim w Jałcie, a potem podzielili Europę i jeszcze po tym wszystkim obaj płakali fałszywymi łzami. I sami też niejedno mieli na sumieniu. Jeśli prowadzi się działalność apostolską na terenie gdzie dokonywane są czystki etniczne to znajomość z mordercami jest wliczona w ryzyko. Jezusa powiesili na krzyżu obok dwóch morderców, a pod krzyżem, o ile mi wiadomo, prócz jego matki i przyjaciela, była jeszcze jakaś nawrócona prostytutka. Niech teraz działacze praw człowieka napiszą o tym książkę, o tej niestosownej i urągającej wszelkim standardom śmierci na Golgocie. Na pewno stanie się ona bestsellerem.

Jeśli zaś chodzi o poruszanie się bez przeszkód po kraju gdzie toczy się wojna to prawo takie mają wszyscy przedstawiciele organizacji charytatywnych. Wszyscy ci ludzie jeżdżą po obszarach gdzie przestało działać prawo i przyglądają się jak ludzie mordują się nawzajem. I nie zapisują nawet nazwisk zabitych, bo jest ich zbyt wiele. Można by oczywiście zapytać: po co oni się tam znaleźli, skoro nie potrafili zapobiec ludobójstwu? Ale tego pytania akurat nikt nie zada. Tak samo jak nikt nie zapyta dlaczego członkowie setek protestanckich kościołów obecni na terenach czystek etnicznych nie zapobiegli tym czystkom. Skoro do tego powołane są ich kościoły, powinni chyba coś zrobić? A może oni też znali morderców? Może się z nimi spotykali i rozmawiali? Nie przyszło wam to do głowy.

Co na to wszystko arcybiskup Hoser? Otóż on odpowiada, że w czasie największego nasilenia czystek nie było w Rwandzie. To jest informacja, którą łatwo zweryfikować i łatwo nawiązać kontakt ze świadkami, którzy nieobecności arcybiskupa w Afryce w tamtym czasie zaprzeczą lub ją potwierdzą. Portal WP, który wraz z innymi mediami wziął na siebie ciężar tej czarnej propagandy nie dopełnia niestety obowiązku dziennikarskiego i niczego nie sprawdza. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie ma już żadnych dziennikarzy na świecie. Nie ma po prostu. Ludzie zwani dziennikarzami podzielili się na trzy kasty: na reporterów, którzy w różnych zapalnych punktach szukają haków na księży i biskupów, na członków think thanków, którzy układają strategię rozwałkowania Kościoła w najbliższych latach i na mediaworkerów, którzy na podstawie umieszczonych w sieci strzępów informacji oraz gotowców, odwalają czarną propagandową robotę. To wszystko. I to się nie zmieni, a jeśli ktoś będzie ową sytuację próbował naprawić, zginie. Tak moim zdaniem sprawa wygląda w tym momencie.

O co chodzi dokładnie w sprawie arcybiskupa Hosera nie mam pojęcia, ale sądzę, że sam arcybiskup i jego współpracownicy wiedzą doskonale. Podobnie jak ksiądz Lemański, on także wie. My jednak nie wiemy i na wyjaśnienie musimy poczekać. W tym czasie, w czasie tego oczekiwania, będą próbowali nam zrobić z mózgu sieczkę i jeszcze będą brać za to pieniądze. Myślę, że wyciągną jeszcze nie jednego czarnego Piotrusia z talii i będą go pokazywać wszystkim wokół. To jest dopiero początek. Nie możemy brać tych głupstw serio i nie możemy brać serio tego co propagandyści nazywają „swoją pracą”. Trzeba to odpowiednio nazwać i ocenić. Tutaj na blogach, tym wyraźniej im więcej mediaworkerów gotowych do różnych poświęceń w imię prawdy znajduje się między nami.

 

Jeśli ktoś poczuł po przeczytaniu powyższego przemożną ochotę zakupienia naszych książek, zapraszam na stronę www.coryllus.pl, do księgarni www.multibook.pl. Do księgarnihttp://www.ksiazkiprzyherbacie.otwarte24.pl/ do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie i do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy.

Lubię to! Skomentuj153 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale