Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
409 obserwujących 2903 notki 12132151 odsłon
coryllus, 6 sierpnia 2013 r.

Ludzie i atrapy

 Dwa lata temu wydałem książkę pod tytułem „Atrapia”. Tytuł jest połączeniem dwóch słów satrapii i atrapy i opisuje to co mamy za oknem, czyli rzeczywistość fikcyjną i powszechnie nieważną, która jedynie aspiruje a jednocześnie dolegliwą i to w sposób perfidny. Sądziłem, że zbiór tekstów zawartych w „Atrapii” będzie się z czasem dezaktualizował i stanie się w końcu jedynie jakimś tam zbiorkiem kuriozalnych wspominków. Nic z tego. Przekonał mnie wczoraj o tym kolega Dzierzba swoim tekstem i Toyah, z którym rozmawiałem przez telefon.

Pojawił się na blogu Dzierzby tekst dotyczący piosenki zatytułowanej „Grażka”. Tekst szyderczy i jadowity, ale moim zdaniem całkowicie nieskuteczny wobec takich zjawisk jak ta piosenka i zastosowana do niej aranżacja. Obejrzyjcie sobie zresztą sami http://www.tekstowo.pl/piosenka,domowe_melodie_1,grazka.html

Nie mogę się też zgodzić z Toyahem, który twierdzi, że ten klip jest słaby i wtórny. On taki jest w rzeczywistości, ale jedynie pod względem artystycznym, jeśli chodzi o moc propagandową klip jest jest silny jak stężona strychnina i jak się postaram to zaraz Wam unaocznić.

Co jakiś czas nasz kolega Toyah inspiruje nas na swoim blogu jakąś muzyką. Mnie szczególnie chodzi o klipy, w których biorą udział ludzie młodzi, podający się za amatorów. Co to znaczy amatorzy w ich wypadku? To znaczy, że jeszcze są poza systemem, a chcieliby się w nim znaleźć, żeby zarabiać dobre pieniądze w jakiejś wytwórni płytowej i koncertować przy pełnej widowni. W rzeczywistości wielu z nich to prawdziwi zawodowcy, którzy znają się na graniu, na śpiewie i wiedzą co i jak ustawić, żeby było nie dość, że dźwięcznie, nie dość, że wdzięcznie to jeszcze uwodzicielsko. Toyah wielokrotnie pokazywał takie kawałki. Jeśli popatrzmy na clip z piosenką „Grażka” zauważymy, że jest to zrobiony podobnie. Jest to aranżacja „na naturszczyka”, mamy oto tyły jakiejś kamienicy w śródmieściu, mamy pojemniki do segregowania odpadów, mamy niszę w ścianie, a w tej niszy stoją muzycy. Oni wyglądają dokładnie tak samo jak ci młodzi brytole, są tak samo zrobieni. Dziewczyna ma w sobie szlachetność i prostotę, a ci dwa faceci przypominają sympatycznych gości z pubu, z którymi można coś zajarać i pogawędzić. Jeśli porównamy klipy brytyjskie i ten z „Grażką” zauważymy, że oni się nawet tak samo uśmiechają do siebie, wymieniają tak samo porozumiewawcze spojrzenia, w których jest ta charakterystyczna młodzieńcza skromność. O co mi więc chodzi, skoro jest tak samo? O ilość proszę Państwa. Toyah twierdzi, że na Wyspie takich zespołów jak ten co go tu widzimy są setki. Brytyjskie miasta pełne są dobrych i bardzo dobrych gitarzystów, którzy chcą robić kariery, co nie jest tam wcale łatwe, ale wiadomo, że każdy ma szansę. Ja wierzę Toyahowi, bo kiedy byłem w Londynie, widziałem i słyszałem ulicznych muzyków. Oni się niczym nie różnili, dla mnie przynajmniej od tego co nadają w radio. Widziałem także innych artystów, którzy wstępowali na ulicy, a byli tak fantastyczni, że można by ich zatrudniać w polskiej telewizji i zwolnić całą resztę z Moniką Olejnik na czele. Ci goście z Londynu zrobiliby taką oglądalność, że hej.

Był tam, a rzecz miała miejsce przed National Galery, obok pomnika Nelsona, jeden taki gość, który pokazywał numer cyrkowo kabaretowy. Otóż stał na skrzynkach po jabłkach, bez koszuli i przeciskał się przez pozbawioną żyłek, rakietę tenisową i jeszcze przy tym kawały opowiadał. Był naprawdę świetny, gapiło się na niego ze dwieście osób. Jeśli których z naszych pisarzy lub kabareciarzy zbierze na ulicy taką publiczność stawiam mu skrzynkę piwa. Wracajmy jednak do ad remu. Wyspa pełna jest dobrze wykształconych i dobrze wyćwiczonych sztukmistrzów, którzy robią kariery telewizyjne i uliczne zarabiając przy tym pieniądze. Podejrzewam, że niemałe, nawet ten gość z rakietą tenisową, miał kieszenie wypchane funciakami. Oni wszyscy rozumieją się w pół słowa i – podkreślam – każdy z nich ma szansę. Czym się od tej sytuacji różnią okoliczności nasze, czyli okoliczności atrapijne. U nas szansę mają jedynie wybrani, ale nie według kryterium artystycznego, tylko innego zgoła i nie chodzi tu o kryterium skuteczności propagandowej.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Wyspy, ja się mogę oczywiście mylić, ale trudno mi jest wyobrazić sobie młodego Anglika, który ma zaniżone poczucie własnej wartości. Ten gość z rakietą, na pewno na nic takiego nie cierpiał. Podobnie inni, którzy grali i śpiewali na ulicach. To byli sympatyczni, pewni swego ludzie. U nas mamy sytuację odwrotną. Ludzie młodzi są tak zdołowani, tak zniszczeni wewnętrznie, że o tym, by próbowali coś zaprezentować sami z siebie mowy być nie może. Jeśli zaś już się komuś to zdarza, to zwykle nie tym co trzeba. Pamiętam, mieszkałem kiedyś w akademiku, a za ścianą miałem faceta z gitarą, który ćwiczył całymi dniami, a potem grał w przejściu podziemnym pod uniwersytetem. Człowiek ten nie potrafił zaśpiewać żadnej piosenki, za to wydawał z siebie ciągi dziwnych i niezrozumiałych dźwięków tłukąc jednocześnie w struny gitary. Kiedy ktoś próbował mu wytłumaczyć, że może nie tędy wiedzie droga ku artystycznym spełnieniom, przewracał oczami, robił minę i mówił, że jego muzyka jest inspirowana muzyką buddyjską, inkaską, grecką, żydowską oraz cygańską. To według niego załatwiało sprawę. Zamiast sympatycznej piosenki mieliśmy teorię, która tłumaczyła jego dziwną aktywność. On nie był jednak groźny i nadal podejrzewam nie jest. Tu w ogóle nie chodzi o takich jak on.

Opublikowano: 06.08.2013 09:36.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale