399 obserwujących
2903 notki
12303k odsłony
  5543   0

Czy Skwieciński też pije i zajada?

Co jakiś czas jeden czy drugi tuz myśli prawicowej siada do klawiatury by dokonać syntezy dziejów ojczystych i wykazać nam tkwiące w nich absurdy, które rzutują na nasze życie i na naszą sytuację polityczną dzisiaj. To jest jakieś poważne uzależnienie i myślę, że doktora Andrzeja Samsona za mało, żeby sobie z tym poradzić. Nie jest to w końcu moczenie nocne u dzieci, ale coś znacznie poważniejszego. Mam wrażenie, że przydałby się egzorcysta, ale sami wiecie jak to jest z egzorcystami w Polsce, oni są bardzo słabi i na swoim fachu się nie znają. Ja to poznaję po tym, że gada z nimi Robert Tekieli i nie znika, a w mojej ocenie powinien. Gdzie tu więc fachowość i przygotowanie do zawodu? Dla Skwiecińskiego po jego ostatnim tekście trzeba by do Watykanu posłać, chyba, bo nic tańszego w grę nie wchodzi.

Tak więc mamy kolejną syntezę zbudowaną na zasadzie „ a trochę sobie pojojczę, może zapłacą”. Kiedy każdy z nich zabiera się za taką robotę najpierw wkłada specjalne okulary, w tych okularach jedno szkło jest pożyczone od Gombrowicza i ono nie podlega wymianie, a drugie od jakiegoś zachodniego mędrca, który akurat jest modny i to można wymieniać na inne, bardziej pasujące do okoliczności. Skwieciński pożyczył sobie szkło od Friedmana. I cytuje go i jego mądrości zupełnie tak, jakby nic nie wypił przed napisaniem tego tekstu. Pisze, że Friedman chce nam podnieść samoocenę i stara się jak nie wiem co. Przypomina, że mamy F 16 i inne potrzebne do obrony gadżety, że Rosja się nas boi i takie tam, że jesteśmy już silni i będzie dobrze. My zaś miotamy się pomiędzy dwoma skrajnościami, albo boimy się i trzęsiemy jak króliki, albo nam się we łbach przewraca i odnosimy się do każdego z pogardą. Ja nie wiem co pije i zajada Skwieciński, albo może lepiej zapytać „skąd mieszka”, bo przecież opisywany przezeń świat nie istnieje. To jest projekcja propagandowa stworzona i tworzona nadal, przez jego kolegów z redakcji prawicowych tygodników, którzy nie potrafią mówić i pisać o Polsce inaczej jak tylko z zastosowaniem takich skarg. To nie tak, tamto nie tak, samiśmy panie święty sobie winni, sami....I leci to już nie wiem, który rok. Żeby przerwać te lamenty proponuje nam Skwieciński receptę Friedmana, która jest fałszywa z istoty, ponieważ polityka polega na tym właśnie, że silni próbują oszukać słabych. Przetrwanie zależy od tego, by nie znaleźć się w miejscu dla oszustwa i idących za nim korzyści kluczowym, jak to się zdarzyło Polsce w roku 1920, z czego wyszła szczęśliwie i w roku 1939, z czego już nie wyszła. Skwieciński i jego kumple tego nie rozumieją, bo oni mają wierszówkę do zapełnienia, a ich celem jest wychowawstwo w klasie liczącej 38 milionów ludzi i misja polegająca na doprowadzeniu tych ludzi do rzekomej normalności. Ja tu nie chcę mnożyć cytatów ze Skwiecińskiego, bo to jest po prostu nudne i zabija polemikę. Ja chcę tylko przypomnieć, że każdy z wymienionych przez Piotra Skwiecińskiego krajów, do których coś tam mamy, uprawia dokładnie taką politykę, jakiej nam się odmawia. Polityka wybraństwa Rosjan, bo cierpieli i umierali walcząc z faszystowską hydrą, polityka wybraństwa Brytyjczyków, bo doprowadzili świat do tego, że woda jest w kranie, a cukier jest w kostkach, polityka wybraństwa Amerykanów, bo produkują najlepsze samoloty itd., itp. I co? Oni mogą, a my nie? Nie możemy sobie pogadać o własnych nieszczęściach i własnej wyjątkowości, bo nas to degraduje? Powinniśmy się trzymać realiów? A co to znaczy? Ponoć w mieście Sztumie na Pomorzu, powstała grupa rekonstrukcyjna, która paraduje w mundurach SS i śpiewa niemieckie piosenki. I jeszcze wie wszystko o dawnej, niemieckiej historii Pomorza. Na przykład kto był rzeźnikiem w Malborku, a kto miał skład drzewny w Ornecie. Tak, tak, to są realiści pełną gębą, przebrali się w niemieckie mundury, bo Niemcy są po prostu lepiej traktowali w świecie. Wybili co prawda tych Żydów, ale się wypłacili i już jest dobrze. Ja nie wiem czy jakaś inna motywacja za tym idzie, być może tak, ale szczerze mówiąc nie podejrzewam. No więc teraz czas na cytat: Państwa są na tyle silne, na ile słabi są ich sąsiedzi. I drugi cytat: Miarą potęgi Imperium Brytyjskiego jest słabość jego sojuszników. To ostatnie jest najlepsze. Nieważne kto to powiedział, ale to jest alchemia w stanie czystym. Tak więc miły panie Skwieciński, nie chodzi w tym wszystkim jednakowoż o to, by utrzymać jakiś średni poziom, bo takiego poziomu nie ma, chodzi o to, by nie dać się zepchnąć na samo dno i nie dać się ubrać w mundur esesmana, w przekonaniu, że to jest awans. Uspokajanie nas, że jeśli ograniczymy swoje aspiracje to będzie dobrze, bylebyśmy nie płakali tak bez przerwy nad sobą, jest dziecinne. Bo niby do czego mamy ograniczyć te swoje aspiracje? Mnie do głowy przychodzi jedynie zbieranie grzybów, bo na realizację się w jakiejś innej misji przeciętny Polak nie ma dziś szans. Do F 16 go nie dopuszczą na pewno. I niby dlaczego mamy nie płakać nad naszym losem? Zamiast dobrych rozwiązań dostajemy dobre rady wyciągnięte nie wiadomo z czyjego tyłka. Mamy pisarzy takich jak Rymkiewicz, który co prawda jest krytykowany, ale to on stanowi drugą stronę tego medalu, gdzie na awersie wybity jest Skwieciński z Tekielim w braterskim uścisku. Prawica może sobie do woli krytykować Rymkiewicza, ale bez niego nie jest w stanie napisać dwóch zdań. Tymczasem dla treści produkowanych przez Jarosława Marka Rymkiewicza, już od dawna nie ma w Polsce miejsca. To są historie służące temu jedynie, by Skwieciński miał z kim polemizować. Problemem Polski nie jest za wysoka czy za niska samoocena Polaków, ale brak misji. Utrzymywanie się na poziomie szóstego adiutanta w wielkie armii to nie jest misja tylko wstęp do degradacji. Pisząc misja mam na myśli coś skrajnie odległego od coniedzielnych zakupów w biedronce, a także coś skrajnie odległego od przebierania się w esesmańskie mundury. Dlaczego nie ma misji a każą nam się cieszyć z F16? Dlaczego każdy patriotycznie nastawiony buc, musi pouczać mnie, że dla ojczyzny, o panie, dla ojczyzny to bez pieniędzy trzeba pracować? Wtedy do dopiero jest przyjemność i frajda, prawie jak w czasie masturbacji w wannie z workiem foliowym wciągniętym na łeb, czego dowiódł dawno temu szczery patriota Kosiński Jerzy.

Lubię to! Skomentuj89 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale