coryllus coryllus
4844
BLOG

O toksycznych symbolach

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 54

 Każda klęska zaczyna się od niezauważonego przez skazanych na nią ludzi zawłaszczenia symboli i ich dzikiej eksploatacji. To jest prosty mechanizm, przed którym nie ma właściwie obrony. Dlatego właśnie nie chodzę na demonstracje patriotyczne i w ogóle unikam zajęć ulicznych w dużych grupach. Większość ludzi jednak jest szalenie podekscytowana możliwością zademonstrowania swoich uczuć patriotycznych, w takim czy innym dniu. I nie zauważają oni, że dni te wyznaczane są odgórnie przez władze, a gdyby ktoś o nich chciał zapomnieć, święto stemplowane jest podwójnie jakimś dodatkowym charyzmatem, jakimiś alterglobalizmem czy czymś podobnym. I wtedy nie ma już ucieczki, rozum śpi, a ludzie maszerują, bo „trzeba pokazać tym pedałom”.

Wróćmy do początku, czyli do zawłaszczania symboli. Ono się odbywa zwykle poprzez nawoływanie do jedności i połączenia z kimś kto ma odmienne poglądy i w ogóle styl życia. Kłopot polega na tym, że taka jedność to tylko figura retoryczna i ona się nigdy nie materializuje, bo zmaterializować się nie może. Chodzi jedynie o to, by za jej pomocą oddzielić kibiców od pseudokibiców i prawdziwych, ideowych pankowców od tych podrabianych, co tylko myślą o narkotykach i rozróbach. Kiedy się już ów podział dokona, następuje napiętnowanie złych, a dobrym wręcza się nagrody, czyli to o co toczyła się gra – symbole.

Nie są one bynajmniej oddane w użytkowanie wieczyste, a jedynie do momentu, kiedy ludziom oszukanym, nie zacznie coś świtać w głowie. Wtedy oni stają się pseudokibicami, złymi pankowcami itd. Podkreślam to znaczenie symboli, bo wiele osób nie zrozumiało mojego wczorajszego tekstu. Posiadanie własnych prywatnych znaków, dobrze byłoby gdyby były związane w jakiś sposób z Kościołem, jest w mojej ocenie szalenie ważne. Przez to właśnie, że nie można ich ukraść, bez ataku fizycznego na właściciela. Znak, nasz własny znak, zaczyna porządkować nasze życie i czyni nas, być może nie zawsze, ludźmi bardziej odpowiedzialnymi i bardziej twórczymi. Ja wiem, że trudno to wytłumaczyć osobom chodzącym na rano do roboty i odpalającym komputery, a potem przesiadującym w palarni albo na korytarzu u słuchającym co tam było w serialu. Musicie więc albo uwierzyć mi na słowo, albo przećwiczyć to na sobie. Wmyślcie sobie swoją chorągiew, pojedźcie na wielkie pole namiotowe gdzieś daleko i wywieście ją na wysokim maszcie, niech łopoce. Zobaczycie co się stanie.

Wracamy do symboli. Nie można się jednoczyć wokół symboli ukradzionych, przenicowanych, oszukanych i eksploatowanych w sposób dziki. Z tym wszystkim zaś mamy do czynienia dzisiaj, po tak zwanej naszej stronie. Niektórzy nazywają to graniem na emocjach, ale rzecz jest głębsza. Chodzi o zawłaszczenie wszystkich absolutnie istotnych znaków i treści jakie dostępne są naszym umysłom i sercom. Mamy więc 11 listopada, który to dzień jest świętem umownym, a mimo to ludzie się wokół niego jednoczą i czują, że powinni manifestować w tym dniu jedność. Nikt nie zastanawia się dlaczego i jaki jest istotny, głęboki sens tego święta. Zresztą wobec faktów, które rozgrywają się na ulicach od lat kilku sens ów nie ma już żadnego znaczenia. Chodzi o to, że 11 listopada polscy naziści mają zwyczaj atakować rosyjską ambasadę i niszczyć samochody. I z tymi właśnie wypadkami ma się ów dzień kojarzyć. Podobnie jest ze Smoleńskiem, śmierć prezydenta ma być kojarzona z całkowitą kompromitacją zespołów śledczych i z dziecinnym wręcz upodobaniem Polaków do wymyślania teorii na temat wypadków 10 kwietnia. To dla prawdziwych kibiców i dla prawdziwych pankowców, dla tych pseudo zaś ma być Smoleńsk pavulonem wstrzykniętym do żył, który paraliżować będzie każde działanie i zamieniać je w zajęczy strach.

Inne święta takie jak 3 maja uda się zawłaszczyć i wyeksploatować łatwiej, w maju jest bowiem ciepło, można urządzić piknik, zrobić jakieś przedstawienie w kostiumach z epoki, a na koniec powiedzieć, że nie trzeba się przejmować upadkiem konstytucji, bo rozbiory przyniosły Polsce modernizację. Najgorzej będzie z 15 sierpnia, bo to święto kościelne. Jeśli jednak uda się przepchnąć za parę lat kandydaturę Rafała Markowskiego na prymasa Polski, przerobi się i to święto. Nie ma obaw.

Powtarzam więc: prawdziwa wojna zaczyna się od zawłaszczenia symboli i opanowania pola walki, zanim my w ogóle zdołamy się do niego dotoczyć. Ciężkim zaś grzechem jest decydowanie się na konfrontacje na warunkach przeciwnika. Jedyne co może nas uratować to własne nie nadające się do zawłaszczenia znaki, bo wokół znaków tworzy się kultura, język, zawiązują się porozumienia i tworzą się struktury, których nikt nie przejmie, a na pewno nie od razu. Nie da się przestawić od razu ludzi szkolonych do zadym ulicznych na walkę w terenie nadmorskim najeżonym ostrymi skałami, albo na działania w gęstym lesie. To są takie metafory, gdyby ktoś chciał się dopytywać o jakie skały i jaki las mi chodzi.

Wróćmy jeszcze na chwilę do emocji. Widzimy jak obniża się poziom treści w periodykach, uznawanych za „nasze”. Widzimy tę paraliżującą nędzę „Gazety Polskiej”, aspiracje Karnowskich oraz rozgrzane końcówki nerwów Zychowicza. I oni nie przestaną, bo nie chodzi już o pogardę dla czytelnika i o własną, redaktorską, horrendalnie zawyżoną samoocenę, jak nam się do niedawna zdawało, ale o wypatroszenie mózgów i serc i wciągnięcie wszystkich, absolutnie wszystkich na listę prawdziwych kibiców, prawdziwych pankowców i prawdziwych patriotów kochających Polskę.

W niedzielę 17 listopada Fundacja Aktywności Obywatelskiej zorganizowała mi prelekcję w Lublinie przy ul. Willowej 15. Moje wystąpienie zaplanowano niestety tylko na 45 minut plus pytania z sali. Ci, którzy bywają na tych spotkaniach widzą, że to jest trochę krótko. No, ale będą jeszcze inni prelegenci, więc impreza ma swoje ograniczenia. Książki będę miał ze sobą rzecz jasna. Zapraszam. 21 listopada zaś mamy kolejny wieczorek z Grzegorzem Braunem, tym razem w Poznaniu, w Akademii Lubrańskiego, o godzinie 19.00

 

Od niedawna sprzedajemy książkę Toyaha o zespołach, póki co jest ona dostępna jedynie na stroniewww.coryllus.pl, w księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 i w Sklepie FOTO MAG przy metrze Stokłosy oraz w księgarni Latarnik przy Łódzkiej 8/12 w Częstochowie, nie mam jej jeszcze, ale niedługo mam nadzieję będzie. Są tam za to wszystkie inne nasze książki. Zapraszam.

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Polityka