coryllus coryllus
3706
BLOG

Patriotyzm bez Szewacha Weissa i Normana Davisa?

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 20

 Zgodziliśmy się kiedyś z Toyahem, że lektura tygodników wydawanych przez „naszych” jest czymś najbardziej chyba inspirującym na świecie. Gazownia jest tak przewidywalna, że nie ma w ogóle o czym mówić, a jeśli miałbym ją do czegoś porównać to do zjeżdżalni na basenie, którą każdy święcie oburzony Polak patriota sunie wprost do basenu z treściami bogoojczyźnianymi. Dopiero na dole przekonuje się, że basen ten wypełniony jest jabłkami, które kąpią się w nim ponieważ przeznaczone zostały na wyrób taniego wina dla tychże Polaków-patriotów. Niektóre są nadgniłe i przez to nad basenem unoszą się chmary muszek owocówek.

Ma się tę wyobraźnię, co....?

Jak już pisałem, kupiłem sobie przedwczoraj tygodnik „W sieci”. No i w tym tygodniku znalazłem wkładkę-katalog. W środku zaś były zdjęcia książek, tak właśnie – książek. „W sieci” bowiem postanowiło zająć się sprzedażą wysyłkową książek. I to jest pomysł znakomity, bo on ratuje wiele wydawnictw przed bankructwem. Czy tak samo będzie w przypadku ulubionego tygodnika polskiej prawicy? Nie mam pojęcia. Może być różnie, zważywszy na dobór oferty. Są w tym katalogu wszystkie chyba książki „naszych” autorów, a „Dolina nicości” Wildsteina oznaczona jest jako hit, co uważam, za poważne nadużycie. Mamy tam nawet książkę Jana Polkowskiego pod tytułem „Ślady krwi”, która opowiada – a jakże – o pogmatwanych polskich losach. Najlepsze jest jednak co innego. Najlepszy jest moim zdaniem Paolo Coelho, który poleca nam w tym katalogu luksusowe wydanie „Królowej śniegu”. Tak, tak, chodzi o tę samą „Królową Śniegu”, którą znacie, o tę napisaną przez Andersena. No i Coleho, na polecenie wydawcy tej książki lansuje ją tak:

 

„To prawdopodobnie najbardziej niezwykła książka dla dzieci, jaką widziałem” - powiedział o tym wydaniu Paolo Coelho.

 

Tak jest tam napisane. Nic nie zmyślam – prawdopodobnie najbardziej niezwykła książka.

 

Tak się szczęśliwie złożyło, że pewien mój znajomy pracuje nad biografiami ludzi omawiających krytycznie, bądź na odwrót, konieczność zmian w globalnym systemie edukacji. I w tekstach jednego z tych hochsztaplerów znalazł taki oto fragment, który bez pozwolenia tu zamieszczam:

 

Czasem oczywiście Twoi ukochani naprawdę myślą, że marnujesz swój czas i talenty, robiąc coś czego nie popierają. Tak było w przypadku Paolo Coelho. Zwróć uwagę, że jego rodzice poszli dalej niż większość ludzi by go od planów odsunąć. Kilkakrotnie oddali go do szpitala psychiatrycznego, gdzie został poddany terapii elektrowstrząsowej. Zrobili to, bo go kochali. (…) Powodem, dla którego rodzice Coelho go hospitalizowali, było to, że jako nastolatek namiętnie chciał on zostać pisarzem. Pedro i Lygia Coelho mieli poczucie, że marnuje sobie życie. Sugerowali, że mógłby pisać trochę w wolnym czasie, jeśli czuje, że potrzebuje się bawić w coś takiego, ale jego prawdziwa przyszłość leży w byciu prawnikiem. Kiedy Paolo nie przestawał gonić za sztuką, rodzice czuli, że nie mają innego wyjścia jak oddać go do domu dla psychicznie chorych by wybić mu z głowy te destrukcyjne poglądy. Państwo Coelho umieścili Paulo w zakładzie psychiatrycznym trzykrotnie. Wiedzieli, że ich syn jest niezwykle bystry, wierzyli, że ma przed sobą obiecującą karierę i zrobili to, co w ich odczuciu musieli zrobić, by pchnąć go na właściwe tory.”

 

Czy już wszystko jasne? Paolo Coelho, najsłynniejszy literacki hochsztapler doby obecnej wylądował trzy razy w wariatkowie gdzie podłączali go do prądu, bo rodzina chciała by został prawnikiem. Ja Wam dziś nie powiem, kto to napisał, bo postać ta zostanie omówiona w 2 drugim numerze naszego kwartalnika, ale zwróćcie uwagę na ten sposób wyjaśniania spraw – był u wariatów, bo rodzina chciała, żeby został prawnikiem. On zaś chciał być pisarzem. Pisarz zaś to wariat według rodziny Coelho. I ani słowa o rzeczywistych powodach leczenia Paolo w brazylijskim Głupiejewie.

Przyznacie, że to jest szalenie inspirujące. Tym bardziej, że w tym samym katalogu znajdujemy jeszcze książki innych pisarzy, których nikt u wariatów nie zamykał i do prądu nie podłączał. A moim zdaniem należałoby im się jak nic. Mamy oto książkę zatytułowaną „Książęta Highwayu” Marcina Baranieckiego, która opowiada o młodych Polakach emigrujących do Kanady, po to, by pracować tam jako kierowcy wielkich ciężarówek mknących po bezkresnych przestrzeniach interioru. To jest coś co się nadaje nie na trzy, ale na pięć pobytów w Tworkach. Mamy całkowicie fałszywą propagandową agitkę o tym, jak cudownie jest wykonywać jeden z najbardziej niebezpiecznych i wyczerpujących zawodów w Ameryce, którego nie chce już wykonywać nikt, bo jest to kojarzone z deklasacją i biedą. I mamy tych ładujących się w to młodych Polaków. Całość zaś opatrzona jest tytułem „Książęta Highwayu”.

Cóż tam jeszcze jest w tym katalogu. Otóż jest cała strona poświęcona katolickiemu psychologizowaniu, czyli jednej z najgorszych rzeczy moim zdaniem, w które wpakowali się katoliccy publicyści, ale o tym kiedy indziej, no i jest Norman i Szewach.

I ja się teraz będę zastanawiał, jak to jest, że w każdym zbiorku patriotycznych i katolickich treści wydawanych przez naszych muszą się znaleźć obaj ci Panowie. Ja nie mam nic przeciwko nim, broń Boże, chciałbym jednak zobaczyć kiedyś taki zbiór treści polsko-katolickich, w których ani Normana ani Szewacha nie będzie. Chciałbym zobaczyć ich książki reklamowane przez Gazownię na przykład, albo przez kogoś całkiem spoza branży politycznej. Szewach Weiss opublikował to co zwykle, czyli swoje wspomnienia i rzecz nazywa się dość bezpretensjonalnie - „Ludzie i miejsca”. W środku jest niespodzianka, autograf autora. Jak nie wiem jak to załatwili, ale wygląda na to, że biedny pan Szewach siedział i podpisywał wszystkie egzemplarze. Współczuję mu z serca. Norman Davies zaś obecny jest w tym katalogu poprzez swoją książkę „Orzeł biały, czerwona gwiazda”. Ja jej nie znam, ale w ciemno obstawiam, że powtarza w niej to co napisał w „Bożym igrzysku” na temat granicy ryskiej. A napisał, że była to granica uczciwa. Jak rozumiem treści lansowane przez Normana Davisa, nie spędzają snu z powiek „naszym”. A ja bym się upierał, żeby to jednak ktoś z Polski pisał o tamtych wydarzeniach, a jeśli nie z Polski to może chociaż ze Szwecji. Byle nie Norman, który nie dość, że przynudza to ma jeszcze tu u nas różne sprawy do załatwienia.

Rozumiem, że obecność obydwu panów na stronach katalogu książek sprzedawanych przez redakcję „W sieci” może być interpretowana jedynie jako chęć zwiększenia obrotów. Oni gwarantują jakość, sukces i zainteresowanie czytelnika. Upewniam się tylko....tak myślimy? Chyba tak...A co w takim razie gwarantuje książka Mariana Zacharskiego? Ja rozumiem, że chodzi o „tego” Mariana Zacharskiego? Książka ma tytuł „Operacja Reichswera”, umieszczona została jak na szyderstwo tuż koło książki Normana Davisa. Naprawdę. Zacharski pisze – tak można wywnioskować ze źle złożonego i urwanego opisu jego książki – o znakomitej i świetnie przygotowanej akcji polskich szpiegów sprzed wojny wymierzonej w Niemców, która przyniosła świetne rezultaty, całkowicie nie wykorzystane przez tych głupich polityków. I popatrzcie jakie to szczęście, że książka Szewacha Weissa jest na innej stronie. Ktoś chorobliwie dociekliwy mógłby zacząć wysnuwać jakieś wnioski z tego przypadkowego przecież układu. Mogłoby się to skończyć nawet zamknięciem w wariatkowie. Widać bowiem gołym okiem, że wiele spraw coraz bardziej zaczyna przypominać dom państwa Coelho w Sao Paulo.

 

Od czwartku ruszają w Warszawie Targi Książki Historycznej, gdzie będę sprzedawał swoją nową książkę „Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie. Część I”. Tydzień później – 5 grudnia zaczynają się targi książki we Wrocławiu, tam będzie premiera kwartalnika „Szkoła nawigatorów”. 5 grudnia zaś w nieznanym jeszcze miejscu i o nieznanej godzinie, odbędzie się we Wrocławiu spotkanie z Grzegorzem Braunem i ze mną. 11 grudnia podobny wieczorek będziemy mieli w Błoniu, a 14 grudnia Toyah i ja zapraszamy na swój wieczór w Katowicach, u franciszkanów. Początek o godzinie 17.00

No a teraz wszystkich zachęcam do oglądania okładki kwartalnika na stronie www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka