Lecę na targi. Kolejny fragment Baśni amerykańskiej.
Nie sposób pozbyć się dużej grupy wiernych poddanych, rekwirując jednocześnie ich majątek bez solidnego pretekstu. Ten zaś musi być jak boja, powinien kołysać się na falach we wszystkie strony, stwarzając okazję do niezliczonych interpretacji, a jednocześnie musi być mocno i głęboko zakotwiczony, by nikt nie mógł go zakwestionować. Dla króla Szkocji Jakuba VI, późniejszego króla Anglii Jakuba I, takim pretekstem była czarownica z Endor.
W wydanej w roku 1597 „Demonologii”, traktacie o postępowaniu ze złymi duchami i prawdziwej tych duchów naturze, król Jakub już na samym wstępie przywołuje historię króla Saula i wiedźmy z Endor. To powinno definitywnie rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące motywów, którymi kierował się Jakub, pisząc „Demonologię”, ale niestety ich nie rozwiewa. Przeciwnie, wątpliwości te namnażają się jak bakterie w jakiejś laboratoryjnej hodowli. Dają przy tym oczywiście pretekst wszystkim badaczom i interpretatorom do stawiania hipotez z mojego punktu widzenia absurdalnych i niepoważnych. Oto król Jakub, mężczyzna pogubiony i nieco zdeprawowany, poszukuje wyjaśnienia nieszczęśliwych zdarzeń i dziwnych zjawisk występujących w świecie, chce także raz na zawsze rozprawić się z czarnoksiężnikami i czarownicami, których namnożyło się w jego czasach ponad miarę. Pretekstem do napisania „Demonologii” miała być ponoć wyprawa króla Jakuba do Danii po młodą żonę. W czasie rejsu powrotnego rozpętała się straszliwa burza, która zmusiła króla Szkocji do zatrzymania się w jednym z norweskich portów. Winę za ów kataklizm król przypisał czarom i po powrocie do Edynburga, w przypływie emocji podjął trud napisania rozprawy w formie dialogu, która definitywnie zdemaskowałaby czary i czarowników.
Tak tę historię wykłada się w pracach naukowych i popularnych, których autorzy chcą dociec prawdy. My jednak możemy puścić wodze fantazji i pokusić się o całkiem inną interpretację motywów króla Szkotów.
Mamy oto rok 1597, królowa Elżbieta nie jest w najlepszej formie, a do zajęcia jej miejsca na tronie szykują się kandydaci popierani przez obce potęgi. Największym zagrożeniem dla nowych, rządzących zaledwie od niepełnego stulecia angielskich elit, jest powtórna rekatolizacja kraju. To oznaczałoby koniec imperium w takim kształcie, do jakiego przywykli lordowie, bankierzy i kupcy z Londynu i wschodniego wybrzeża. To oznaczałoby koniec rabunku opartego o mit wybraństwa, koniec inkorporacji zasobnych i samodzielnych królestw, koniec gigantycznych fortun. Oznaczałoby także powrót na wyspę zakonów, konieczność zwrotu zagrabionego w czasie reformy mienia ruchomego i nieruchomego, a także podporządkowanie się nowemu władcy, który prawie na pewno byłby katolikiem. Z tej jakże ambarasującej sytuacji było oczywiście kilka wyjść, ale najważniejszym i rokującym największe korzyści było wybranie na tron angielski króla Szkocji Jakuba. Załatwiano w ten sposób dwie ważne sprawy. Po pierwsze – Francuzi nie mieli już czego szukać w Szkocji, po drugie – to samo dotyczyło Hiszpanów i ich pretensji do tronu Anglii żywych od czasów króla Filipa i królowej Marii.
Jakub był prezbiterianinem, którego intencje przed intronizacją były dla przeciętnego poddanego Londynu słabo rozpoznawalne. Krążyły nawet słuchy, że Jakub może po wstąpieniu na tron Anglii oprzeć się na katolikach, których wykorzysta przeciwko dotychczasowym faworytom królowej. Były to plotki rozpuszczane najprawdopodobniej przez ludzi stojących najbliżej tronu, po to, by uaktywnić i zdemaskować katolicką opozycję, tę jawną i tę, która starannie się w czasie panowania Elżbiety ukrywała.
Intencje Jakuba nie mogły być inne niż intencje Elżbiety, tylko bowiem utrzymanie dotychczasowego kursu polityki brytyjskiej gwarantowało stabilność elitom rządzącym na wyspie. Król Szkocji doskonale zdawał sobie z tego sprawę, choć w powszechnej opinii uchodził za figurę groteskową i człowieka raczej nierozgarniętego. Przyczyną tych ocen mogło być rzeczywiste i istotne pogmatwanie emocjonalne, w jakim żył Jakub, ukryty homoseksualista, ojciec licznej gromadki dzieci ożeniony z duńską księżniczką, do tego wszystkiego jeszcze człowiek wrażliwy i ambitny, z aspiracjami naukowymi, które realizował w traktatach takich właśnie jak „Demonologia”.
Tam moim zdaniem znajduje się odpowiedź na to, jakie były plany Jakuba po objęciu rządów w Anglii i plany te wyrażone są w przywołaniu jednej, zapomnianej, prostej i ważnej szalenie historii biblijnej. W opowieści o wiedźmie z Endor.
Historię tę znajdujemy w księdze Salomona. Bóg rozkazał Saulowi usunąć z Izraela wszystkich czarowników i wróżki. Usunąć, czyli po prostu wytracić. Saul jednak, który miał niezrozumiałą skłonność do samodzielnego interpretowania słów Pana, wytraciwszy wszystkich, pozostawił, na wszelki wypadek, jedną wiedźmę. Czarodziejkę z Endor, miasta w pobliżu którego rozegrała się wielka bitwa pomiędzy wojskami Izraelitów dowodzonymi przez Baraka, a wojskami króla kananejskiego prowadzonymi przez Sisarę. W czasach króla Saula Endor było niedużym miastem, czarownica zaś, która tam mieszkała, miała moc przywoływania demonów. I do niej właśnie w chwili zwątpienia Saul zwrócił się z prośbą, by wywołała ducha zmarłego proroka Samuela.
Wiedźma uczyniła to, ale król nie mógł zobaczyć zjawy, czuł ponoć tylko jej obecność. Wieszczka mówiła Saulowi o tym, kogo widzi, a on uwierzył, że to Samuel, który dawno, dawno temu uczynił zeń króla, godząc zwaśnione plemiona Izraela i rozpoczynając tym samym epokę zwaną epoką królów.
Interpretatorzy są raczej zgodni co do tego, że Saul został oszukany i to podwójnie, przez demona pychy, który kazał mu oszczędzić wieszczkę i przez samego szatana, z którym wiedźma była w zmowie. Los królów zadających się z czarownicami nie jest więc lekki, jak to wynika z pism objawionych, ci bowiem, którzy w duchach proroków, nawet jeśli ci wydają się święci, szukają łączności z Panem, błądzą i skazani są na potępienie.
Przypomnijmy więc raz jeszcze, że od tej historii zaczyna swoją „Demonologię” król Szkotów Jakub, nerwowy mężczyzna o przerośniętej ambicji, który wkrótce zasiądzie na tronie w Londynie, gdzie od pół wieku prawie zbiegają się i łączą w jedno wszystkie strumienie złota płynące wartko przez świat. Jeśli głębiej wsłuchamy się w historię wiedźmy z Endor, przyjdzie nam do głowy, że los tych, którzy do kontaktów z Panem potrzebują orędowników, pośredników zwanych czasami świętymi, może być za panowania króla Jakuba równie opłakany jak los czarownic i czarnoksiężników za czasów Saula. I tak oczywiście było, bo „Demonologia” okazała się narzędziem nader praktycznym pozwalającym wyeliminować z gry politycznej nazbyt dobrze poinformowanych, ale nie nazbyt wpływowych ludzi, takich jak John Dee, pozwoliła również zmontować prowokację przeciwko katolikom w Anglii, która przeszła do historii pod nazwą spisku prochowego. Do dziś nikt nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało, że w piwnicach pod parlamentem przez dwa lata gromadzono beczki z prochem, których uzbierało się wreszcie 36. Detonacja tego monstrualnego ładunku nastąpić miała 5 listopada 1605 roku i pogrzebać pod gruzami króla wraz z parlamentem. Całe szczęście spisek udaremniono, a jego uczestników skazano na śmierć po dwuletnim śledztwie, w czasie którego wydali oni na torturach swoich współpracowników, rzeczywistych i domniemanych. Centralną zaś postacią spisku był, jak wszyscy wiemy, Guy Fawkes,
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (16)