402 obserwujących
2903 notki
12185k odsłon
2961 odsłon

Mówię jak jest - warto czytać książki

Wykop Skomentuj2

 Zrobiliśmy wczoraj inwentaryzację i podam teraz listę tych produktów, których nakłady zaraz się wyczerpią. I tak numeru 10 Szkoły nawigatorów mamy już tylko 6 egzemplarzy. Numeru 5 zostało nam 20 egzemplarzy, a specjalnego, tego o Żydach tylko 60. Poniżej setki spadł też stan jednego z najstarszych numerów czyli numeru 3, zostało tylko 97 egzemplarzy. Jak widać w miarę jak wydajemy kolejne numery Nawigatora, nakłady sprzedają się coraz szybciej. Piszę o tym wszystkim, ponieważ pamiętam jaki lament się podniósł kiedy wyczerpał się nakład numeru 6, poświęconego Wielkiej Brytanii. Stany pozostałych numerów nawigatora przekraczają 100 egzemplarzy. Nie ma więc paniki.

Liczyliśmy to wszystko wczoraj z Bartkiem, a on mi opowiedział o książce jakiegoś ekonomisty, którą właśnie czyta. Pan ów, nazwiska oczywiście nie zapamiętałem, dokonał spostrzeżenia, przy którym wszystkie nasze syntezy i ujęcia tematów ważnych mogą się schować pod stół. Socjaliści zgłaszają postulat następujący – trzeba opodatkować dochody bogatych, żeby to co się w ten sposób zajuma dać biednym. No tak, ale bogaci nie muszą pracować, a ich dochody są chronione prawem rajów podatkowych, a także ulokowane w takich inwestycjach, że mnożą się same i są poza zasięgiem socjalistów. Postulat ten dotyczy więc nie bogatych, ale tych którzy chcą stać się bogaci, co – gdyby nie było socjalistów – dla człowieka przedsiębiorczego i sprawnego umysłowo nie byłoby aż takim wielkim problemem jak się zdaje. Wniosek płynie z tych spostrzeżeń następujący. Bogaci, by utrzymać swoją pozycję muszą wyprodukować warstwę oczadziałych idiotów, którzy za pomocą machiny propagandowej będą stymulować emocje patologii mieszkającej w gettach, patologii nie tylko społecznej, ale także religijnej. Wszystko to od z górą dwustu lat odbywa się na naszych oczach. Odbywało się także wcześniej, ale nie nosiło nazwy „socjalizm”. Tak więc sojusz banków ze zorganizowaną przestępczością rekrutującą swoich żołnierzy z tak zwanych dołów społecznych jest czymś najnaturalniejszym na świecie, czymś wcale nie przypadkowym, ale przećwiczonym wielokrotnie, tyle że dobrze zakamuflowanym gawędami o powszechnym szczęściu ludu, który pracuje po 8 godzin i ma czas na sen i wypoczynek. Wszystkim, którzy teraz powiedzą, że tak właśnie było za komuny, przypomnę tylko, że istniała wtedy instytucja „czynu społecznego”. I niechby jeden z drugim spróbował na taki czyn nie przyjść.

Kłopot z rozpoznaniem tego podstępu jest taki, że bogaci mnóstwo pieniędzy wydają na propagandę, w każdym dokładnie sektorze w jakim propaganda działa. I teraz przypomnijcie sobie wszystkie możliwe seriale i filmy, w których widzieliście bogatego człowieka, w którym dokonała się duchowa przemiana i zaczął rozdawać pieniądze, a także różne produkty biednym. Wobec takiej figury wasze emocje są bezradne. Nie podważycie tego, tak jak nikt nie będzie podważał sensu walki o niepodległość. Ludzie, którzy chcą być bogaci, a jeszcze nie są muszą prowadzić wojnę na dwa fronty, a wojna ta, jest z góry skazana na porażkę, albowiem nie mają oni – ponieważ nie są bogaci – pieniędzy na propagandę. Tych pieniędzy starcza im w sam raz na to, by kupić sobie dom, może dwa i utrzymywać własny biznes płacąc pracownikom. Ci pracownicy, zbałamuceni przez socjalistów są łudzeni różnymi mirażami dobrobytu. Zdarza się, że wyjeżdżają do obcych krajów, by tam szukać szczęścia, a zdarza się, że mordują właściciela i palą jego zakład, bo sądzą, że to będzie dla nich szansą. Najważniejsze dla nas jest to, że pomiędzy nimi a nim, nie może odbywać się żaden dialog, albowiem każda ze stron należy do innego świata. Tylko w jednym wypadku taki dialog jest możliwy, kiedy pracodawca i pracownicy należą do tej samej wspólnoty religijnej. Dlatego właśnie religia jest dla socjalistów największym zagrożeniem, a duchowni są ich pierwszymi ofiarami. Stwarzają bowiem płaszczyznę porozumienia pomiędzy bogacącym się przedsiębiorcą a jego pracownikami, czasem też wyłączają sprytnie pokusy uruchomione przez socjalistów, których ci przecież nie zamierzają spełniać. Im chodzi tylko, by uniemożliwić bogacenie się temu co jeszcze nie jest bogaty, a chciałby być.

W pewnym momencie problem ludzi bogacących się przestał w ogóle istnieć, bo socjaliści stworzyli coś, co załatwiło ich raz na zawsze – etatyzm. Etatyzm umożliwiający wzięcie kredytu w banku. Ludzie bogaci naprawdę, zrzucili się po 10 dolarów i stworzyli warstwę pracowników najemnych, którzy tak naprawdę nie wykonują żadnej pracy, a jedynie nadzorują wewnątrzorganizacyjne procedury. Ludzie ci stworzyli sobie własny etos, mają swoje organizacje, które uważają za niezależne i własną etykę tej rzekomej pracy, która w ich mniemaniu jest wieczna. To nie jest prawda i wystarczy tylko, że otworzą getta pełne islamskich imigrantów i wszystkie te mrzonki trafi szlag. Dla etatystów, każdy kto nie ma etatu jest patologią. To sprytne odwrócenie pojęć, które stawia człowieka przedsiębiorczego w jednym szeregu ze złodziejem. Dlaczego? Bo obaj nie mają etatu i żyją z tego, że się kręcą po okolicy. Nie sprzedają swojego czasu tylko wykorzystują umiejętności, a to się etatystom nie mieści w głowie, to jest według nich działalność przestępcza. Obecnie mamy okres pieredyszki, a więc coś tam można jeszcze zrobić. Niebawem to się skończy, bo ludzie naprawdę bogaci dojdą do wniosku, że dość już tego dobrego, trzeba znów uruchomić szwalnie w Łodzi i przywrócić to miasto do dawnego blasku. A bez szwalni nie można – zapyta ktoś? Można, ale to jest poza zasięgiem wyobraźni etatystów, oni zaś decydują, z nadania warstwy najbogatszej o tym, co można, a czego nie można. Co z nami zapytacie? My ciotkę Idalię zaklniemy w capa, jak śpiewał Kazimierz Staszewski.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale