Bardzo mnie denerwuje kiedy przedstawiciele "elyty" gębę sobie wycierają pojęciami tak nieprecyzyjnymi i niedookreślonymi jak wymieniona w tytule racja stanu, elita narodu, a nawet, patriotyzm. Wystarczy jeszcze to poprzedzić: wiadomo że; musimy zdać sobie sprawę, że; czy wszyscy wiedzą, iż i już mamy bełkot, który ma mnie przekonać, żem cymbał nieuk i nielicząca się mniejszość.
Naszły mnie te refleksje w związku ze ślubem następcy tronu Wielkiej Brytanii jako też wczorajszej rozmowy P. Lisa z Premierem RP.
Dla mnie królewski Majestat GB ma za zadanie przypominać, głównie demokratycznemu rządowi, racje stanu Korony, choć ostatnimi czasy czyni to coraz słabiej, głównie za sprawą wejścia UK do eurokołchozu.
Patrząc z pozycji szarego obywatela RP życzyłbym sobie aby dla rządów mojego Kraju najistotniejsze było dobro NARODU. By rządy orientowały się w położeniu geograficznym Ojczyzny, wraz z całym bagażem historycznym tego położenia, znały warunki klimatyczne i wynikające z tego konsekwencje, że uprawiać u nas można kartofle i buraki cukrowe, a banany i figi nie urosną. Że mamy odkryte określone surowce i należy je maksymalnie wykorzystywać, ot choćby paliwa syntetyczne z węgla. Wreszcie, żeby moje władze traktowały mnie jak myślącego, dorosłego człowieka, a nie, wzorem RTV, same sobie wyznaczały czym chcą mnie uszczęśliwić, łamiąc przy tym Prawo, inwigilując mnie coraz bardziej.
To jest dla mnie racja stanu, którą KAŻDY rząd powinien uznawać i na jej podstawie określać programy gospodarcze.
Wczoraj P. Tusk wzdychał do "konstruktywnej opozycji", kolejny chwytliwy bełkot. Jeżeli staniemy na moim rozumieniu racji stanu, to jakakolwiek opozycja może proponować rządowi inny sposób realizacji planów i własne, tfu, priorytety.
Niestety, wiele wskórać nie zdołacie, wszak wolności już się wyrzekliśmy.


Komentarze
Pokaż komentarze