Pobyt w szpitalu napewno do miłych nie należy. Pomijam fakt kuracji i wyżywienia, ale wszystkiego pominąć się nie da.
Nie mam komputera przenośnego i brak możliwości oddawania się wieloletniemu nawykowi był szczególnie dotkliwy. Cóż? To dopiero XXIw. i w gminnym szpitaliku nie musi być ni dostępu do komputera, ni do telewizora, czego nawet nie żal wobec znakomitej parady powtórek.
Śmieszą malutkie poduszeczki w standartowych jeszcze za PRL, poszewkach. Przeszkadzają prześcieradła na matercach zgodnych z normami UE, jakieś takie śliskie i chłodne w dotyku. Prześcieradła nijak się tego nie trzymają, a o wszyciu gumki czy choćby tasiemkach nikt nie pomyślał, za to salowe pięknie sztorcowały za brak porządku na łożach.
Jedyna rozrywka to radyjko w telefonie, na słuchawki.
I tu miejsce na puentę. Jako zwierz polityczny słuchałem głównie informacji i komentarzy. Dworowałem sobie, że łączę się z Ojcem Dyrektorem po wskazówki.
NIKT z mimowolnych słuchaczy moich żarcików, wygłaszanych na poważnie nie popierał kierunku prezentowanego przez radio M. i poniekąd PiS. Zgroza!
Słowa tytułu usłyszała moja żona, przy moim wypisywaniu, od lekarza, któremu szczerze ściskam rękę.
Jest On jednym z nielicznych wśród całej rzeszy znanych mi "sługów Eskulapa", a wiem co mówię bowiem nie udałem się Panu B. jako egzemplarz, a być może mnie nie lubi.
Pozostało wiele przemyśleń. O nich niebawem. A nóż się uda!


Komentarze
Pokaż komentarze