Poseł Cymański, jak podaje portal dziennik.pl, opowiada się za zakazem reklamy skierowanej do dzieci. Pomysłu tego nikt o zdrowym rozsądku nie może nie poprzeć zarówno z powodów zdrowotnych (różne świństwa, którymi dzieci są tuczone) jak i psychologicznych (zabawki, których kupno dzieci wymuszają na rodzicach i których posiadaniem licytują się potem w szkole czy przedszkolu). Ja do dziś noszę w pamięci obrzydliwą reklamę jakiegoś "szampana bezalkoholowego" (czyli wstrętnego gazowanego soku nafaszerowanego benzoesanem sodu) - który "rozkręcał imprezę" ośmiolatków.
W tej sprawie dwie refleksje:
1. Jestem dziwnie spokojny, że zaraz wypłyną różnej maści "obrońcy wolności", którzy dopiszą Cymańskiego i jego pomysły do listy "zbrodni kaczystowskiego reżimu" przeciwko demokracji i gejom.
2. Widać na przykładzie tej i poprzedniej notki w całej rozciągłości różnicę cywilizacyjną między środowiskami komunistycznymi i konserwatywnymi. Te pierwsze naszym dzieciom mają do zaoferowania marihuanę. Te drugie chcą je chronić dzieci przed wypaczeniami lumpenliberalizmu. Trudno o wymowniejszy przykład.



Komentarze
Pokaż komentarze