Ostatnio mamy prawdziwą modę na "otwieranie teczek". I to lansowaną przez tych, którzy niedawno chcieli je zabetonować, względnie spalić. Rok-dwa lata temu była za tym (przynajmniej werblanie) przede wszystkim PO (i LPR, o ile pamiętam też) - a cała reszta mówiła, że to za dużo, za radykalnie, że nie tak.
A teraz nagle - najpierw SLD chce złożyć projekt, potem Adam Michnik opowiada się za... Taką sobie interpretację wypracowałem tego faktu - zastanawiając się czy w intencjach lustratorów świeżej daty nie zmieniły się tylko środki (było: nie nurzać się w kloace, jest: otworzyc archiwa) cel nie pozostał ten sam (czyli było i jest: spalić, zabetonować)? Oto tekst, który najpier poszedł na forum prasa i media gazety.pl - a to dlatego, że tym razem oni są poniekąd "dysponentami tematu" (ot, żarcik z czasów Rywingate).
Czy nie to przypadkiem, że jacyś "ludzie honoru" dali sygnał że można i
operację otwierania teczek będą pilotowali? Dzięki temu "otworzymy teczki" ale
to co w nich jest będzie zaraz zakwestionowane przez trzech "wiarygodnych
świadków", którzy co grubszego zwierza będą osłaniać. I dzięki temu, zgodnie z
testamentem tow. Sekuły, teczki uderzą w "prawą stronę" sceny politycznej - bo
tamtych, jeżeli jeszcze na nich nie natrafiono, nikt osłaniał nie będzie. No i
jakaś drobnica, pyłki powiewane wiatrem historii też padnie ofiarami.
A kolejne "ofiary", przy otwartych teczkach, nie będą już musiały zapadać się
pod ziemię czy nawet adiustować - bo będzie powszechnie wiadomo co kto na nich
ma, mniej powszechnie czego nie ma - i jaką strategię można przyjąć.
Widac szablon na wypadek dekonspiracji, rozwijający się w zależności od tego,
czym dysponował IPN czy dysponent akt, brzmiący mniej więcej "nie
współpracowałem-coś tam podpisałem, ale nie współpracowałem-coś tam
rozmawiałem ale nic nie powiedziałem-rozmawiałem ale tylko ogólnie-
współpracowałem ale nikogo nie skrzywdziłem" przestał być skuteczny. A
przestał, bo praktycznie prowadził do dekonspiracji - delikwent zlustrowany
już nie miał kart na ręku. A przecież nie każdego mógł oczyścić sąd.
Teraz zaś, po otwarciu teczek, będzie wiadomo: to i to - leży ujawnione w
IPN-ie; to i to - leży bezpiecznie w sejfie u jakiegoś generała; - to i to -
po wsze czasy na Łubiance. I od razu będzie mozna ustalić wersję ostateczną:
delikwent będzie pewien, że nikt juz nic mu nie wyciągnie i bardziej go nie
pogrąży. No chyba że delikwent się zbiesi i wkrocza agenci carycy - czyli
Łubianka. Ale przeciez się nie zbiesi. A "nieświęci młodziankowie" i "gnojki z
IPN-u" będą sobie mogły...
Tak więc otwarcie teczek może, paradoksalnie, sprawić, że ci, którzy wg stanu
obecnego musieliby adiustować, wg stanu postulowanego będą się sokojnie
podpisywali pod wstępniakami i smażyli sążniste elaboraty.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)