"W polityce nie trzeba być dobrym. Wystarczy być najlepszym"
Takie zdanie, wypowiedziane, czy też przytoczone w 1991 roku przez Jarosława Kaczyńskiego, dosyć dobrze pokazuje mechanizmy świata polityki. Wydaje się raczej stwierdzeniem oczywistego faktu niż wielkim odkryciem.
Można powiedziec, że nie jest to jeszcze sytuacja najgorsza. Znacznie gorzej jest, kiedy ci najlepsi, a często najlepsi jedynie we własnym i swoich akolitów mniemaniu, robią wszystko, żeby potwierdzić tę maksymę.
Bo czy nie najlepszym męzem stanu i prezydentem był Aleksander Kwaśniewski? Czy nie najlepszą pierwszą damą była Jolanta Kwaśniewska? Czy nie najlepszym szefem dyplomacji był Bronisław Geremek, a jego korporacja najlepszymi znawcami problematyki międzynarodowej? Dyplomatami? Czy nie Tadeusz Mazowiecki był najlepszym premierem a jego rząd najlepszym rządem? Czy to eseldowskie kadry urzędnicze średniego szczebla są najlepsze? Nie Unia Demokratyczna byłą najlepszą partią? Najlepsi byli ci z wieloletnim doświadczeniem, obeznani, bywali w świecie, znający języki. Którzy legitymacji pozbyli się w 68, 80, 81, 90... I tak dalej, i tak dalej. Nawet Tusk z Rokitą w takich okolicznościach są indywiduami podejrzanymi. Rokita doskonale sobie z tego zdaje od dawna sprawę, Tusk chyba od niedawna.
Najlepsi mają to do siebie, że z nimi sie nie dyskutuje. Nie można powiedzieć "sprawdzam" - nawet jeżeli jest się dobrym. Nawet jeżeli się to udowodniło - najlepsi i tak powiedzą, że wszystko do kitu: wstyd i kompromitacja w Europie. A jak Europa nie widzi, to zauważy. Najlepsi ją poinformują, a Europa uwierzy, bo przecież jaktu nie wierzyć najlepszym...
Wydaje się, że ci, którzy widzą w Polsce zagrożenie dla demokracji motto owo wzięli sobie mocno do serca i nie w smak im, że w koncu wychodzi na jaw, że w polityce III RP wystarczyło być najlepszym, a w IV po prostu warto takowym być.



Komentarze
Pokaż komentarze