Gazeta.pl zamieściła na swoim portalu komentarz pewnej pani (Aleksandry Pezdy)
Pani, gdyby była trochę starsza, mogłaby robić za ciotkę rewolucji - niestety, przypadła jej rola frontowej żołnierki w dziesiątej nagonce medialnej na Romana Giertycha. Wiadomo, Czerska uczepiła się tej nieszczęsnej listy lektur i będzie ją wysysać jak cytryne do ostatnich soków. Nic nowego pd słońcem - można powiedzieć, takie jej wilcze prawo (wilk, oczywiście, jest postępowy a nie konserwatywny).
Ale argumentacja używana w wystąpieniu owej damy poraża - nie wiadomo tylko czym:
a) infantylnoscią młodzieńczego zapału,
b) radykalizmem zaciemniającym obiektywny ogląd sytuacji
c) szczerością credo.
Otóz dama wytępująca przed kamerą raczyła skomentować proponowane zmiany w kanonie lektur, współczując młodzieży, że ta będzie "taplać się w bogoojczyźnianym zaściankowym sosie zamiast rozstrzygać dylematy moralne ze 'Zbrodni i kary' albo deszyfrować rzeczywistość za pomocą 'Procesu' Kafki"
Jeżeli mamy do czynienia z wersją a) - to można to zrozumieć u redaktora gimnazjalnej gazetki ściennej, ale nie gazety ogólnopolskiej uznającej się za opiniotwórczą
Jeżel b) - to jest to, można powiedzieć standard z Czerskiej, polecić redaktorstwu można choćby komenatrz Wildsteina z Rzepy sprzed paru dni, żeby zobaczyli płytkość swojego oglądu
Gorzej, jeżeli jest to c) - a więc jeżeli ta pani oraz jej redakcja faktycznie chce budowac takie sprzeczności: z jednej strony coś, co wyrzucił Giertych jest - światłe, postępowe, absolutnie obowiązkowe i wybitne (być może tylko dlatego, ze wyrzucił to Giertych) - z drugiej strony jest coś, czego nie wyrzucił Giertych - czyli "taplanie się... itp." Taki manicheizm w czystej postaci.
Co prowadzi do absurdu. Bo nagle okazuje się, ze "bogoojczyźnianym zaściankiem" staje się Sokrates, Kapusciński oraz tak chętnie przez Gazetę Wyborczą wykorzystywany w celu podniesienia sprzedaży egzemplarzowej Jan Paweł II.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że jak ktoś z kręgu ideowego redaktorki Pezdy zostanie ministerm edukacji i zacznie z kolei ów "bogoojczyźniany zaściankowy sos" z kanonu usuwać, nie skończy się to amputacją Kochanowskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Sienkiewicza a implantacją "deszyfrowania rzeczywistości" za pomocą Masłowskiej czy "Monolgów waginy". Bo taką mozna miec obawę, widzac pełne pasji i zaangażowaniawystąpienie redaktorki.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)