Gazeta Wyborcza w swej wojnie totalnej wiadomo z kim ale nie wiadomo czemu stawia ostatnio na front nr 3 - mundurki (na froncie nr 1 - lustracja i - nr 2 homofobia - chwilowo panuje spokój).
Warszawska wkładka do organu zamieszcza obiektywny reportaż, przedstawia opinie wszystkich stron sporu i nie sytuuje się po zadnej z nich. Oto wyimki w tekstu:
Reportaż dotyczy wybierania przez rodziców w żoliiborskiej podstawówce mundurków dla dzieci. Lead wprowadza czytelnika w klimat miejsca, nie uprzedzając jednak niczego i nie nastawiając go zanim jeszcze zacznie czytać właściwy tekst:
Do tego granatowego fartucha w białe prążki, to tylko dodać tenisóweczki bez palców i pięt i będziemy mieć w szkole PGR! - nie dowierzali własnym oczom rodzice, którzy w żoliborskiej podstawówce wybierali wczoraj mundurki.
Ponieważ czytelnik musi mieć jakieś zaczepienie w rzeczywistości, poinformowano, że szkoła miesci się przy Mścisławskiej a do wyboru były: koszulki polo, szmizjerki, princeski, bluzy sportowe, dresowe, rozpinane sukienki (beżowa i dżinsowa w białe pionowe paski) i zwykła niebieska koszula. Ceny - 18-30 zł za sztukę.
Nie wiadomo czy to z powodu obecnści w ofercie szmizjerek czy może princesek, ale gazeta informuje, że na wielu twarzach malowało się zdziwienie.
Na temat mundurków zdania były podzielone:
- To są te mundurki? - dopytywała jedna mama drugą, która sprawdzała w palcach jakość kamizelki z czerwoną lamówką.
- To raczej ubrania dla pracowników sprzątających tory - skomentowała pytana.
- Oni mają ładniejsze, pomarańczowe. A tu wszystko takie szarobure - dzieła się wątpliwościami kolejna mama.
Inna część rodziców opinię miała wręcz przeciwną:
- Wcale te mundurki nie są ładne. Co mam wpisać? Nie chcę, żeby moje dziecko wyglądało jak więzień.
Swój stosunek do oferty rodzice wyrażali słowem, gestem, czynem:
Inna mama odeszła od wieszaka, demonstracyjnie wkładając dwa palce do ust. - Córka chce mieć mundurek, ale czegoś takiego chyba nie założy - tłumaczyła, pokazując na zwykłe granatowe bluzki.
Oddano też głos kolektywowi uczniowskiemu:
Uczennice z piątej klasy narzekały, że ubrania są sztywne, z grubych materiałów, wyglądają jak fartuchy do sprzątania, a nie ładne mundurki. "Koszmar" - wypisały dużymi literami na swoich kartkach do głosowania.
Na wrażego przedstawiciela klasy gnębicieli, pana Rafała z firmy produkującej stroje sypały się gromy:
-Dlaczego chce pan nasze dzieci ubrać w takie szmaty?
Ten nieudolnie usiłował zrzucać odpowiedzialność na swe ofiary:
-Robiliśmy ankiety wśród uczniów i chcą chodzić właśnie w dżinsie i bluzach
Puenta reportażu jest słuszna ideologicznie:
A od września obowiązkowo wszystkie podstawówki i gimnazja mają mieć jednolite stroje. Tak chce minister edukacji Roman Giertych. Zdesperowani rodzice wrzucali więc głosy do pudełka. Niektórzy nie dawali jednak za wygraną i zamiast numeru modelu, który najbardziej im przypadł do gustu, pisali: "Niech Giertych sam nosi takie mundurki".
Artykuł wieńczą pełne oburzenia głosy solidaryzujących się z gnębionymi uczestników forum gazety.pl. Oto pierwszy z brzegu, autorstwa niejakiego "perski_dziadzio":
Giertych, ty palancie! Daj przykład i sam idac do pracy w tym swoim
ministerstwie załóz coś takiego na swój barani grzbiet. I daj sie
sfotografować. CAŁY ŚWIAT będzie pękał ze śmiechu albo płakał ze współczucia,
do czego twoja paranoja chce zmuszać NASZE dzieci. Najpierw poślij swoje
dziecko do podległej sobie szkole, a nie do prywatnej, gdzie obowiązek
noszenia tego koszmarnego umundurowania twojego dziecka nie dotyczy!
--
IV RP = PRL-bis?
Tak! (jak dowodzi PiS)



Komentarze
Pokaż komentarze