dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
24
BLOG

Powiedziało się prof. Krzemińskiemu - teologia postmoderny

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 2

Ostatni Newsweek Polska (a może juz Newsweek Europa :) - nr 24/2007) zamieszcza artykuł z tezą pt. "Bogu co cesarskie" autorstwa Jarosława Makowskiego. Wypełniają go wprawdzie w dużej mierze podobne do poniższych konstrukcje logiczne: abp Michalik skrytykował PiS za porażkę ustawy o ochronie życia, ergo musiało być zawarte porozumienie Kościoła z PiS w tej sprawie, które PiS złamał. Abp Michalik pochwalił postawę m.in. Marka Jurka i innych polityków w sprawie życia - ergo kazał katolikom głosować na Prawicę RP, tekst więc wydaje się w ogóle niewart wzmianki. Ale wzmianki jest wart, bo zamieszczono w nim wypowiedzi prof. Ireneusza Krzemińskiego - wielce dające do myślenia. Warto się nad nimi zatrzymać.
Oto pierwszy cytat: "Władzę w polskim Kościele dzierży obecnie mniejszościowa formacja, która ma ciągoty endeckie, jest zamknięta na dialog, ciasna intelektualnie, rygorystyczna moralnie."

Rozbierać tych słów na czynniki pierwsze i zastanawiać się, czy bardziej na dialog zamknięty jest kard. Dziwisz, abp Życiński, bp Gocłowski czy abp Głódź, czy wieksze ciągoty endeckie ma abp Wielgus czy abp Nycz a który z biskupów jest najciaśniejszy intelektualnie również nie ma sensu - bo trzeba by zapytać o źródło takiego sądu - z wskazaniem jakiegoś adresu bibliograficznego, gdzie takie wnioski zostały udowodnione. Nie bądźmy aż nadto drogiazgowi.

Ale perełką wśród tych słów jest zarzut o "rygoryzm moralny" wśród (jak sądzę) większości Episkopatu a (jak sądze) mniejszości polskiego Kościoła. Ja, prosty człowiek, rozumiem to tak. Decydujący głos w polskim Kościele, zdaniem prof. Krzemińskiego, powinna objąć grupa nie charakteryzująca się rygoryzmem moralnym. Ja jestem bardzo ciekaw jak prof. Krzemiński wyobraża sobie Kościół, którego stery dzierżą hierarchowie "moralnie nierygorystyczni". Ja wyobraźnię mam dość bogatą, więc wyobrazić to sobie potrafię, potrafię sobie również wyobrazić sążniste artykuły w Newseeku, krytykujące w tak prowadzonym Kosciele brak rygoryzmu moralnego.

Ale żeby nie było, że czepiam się słówek, które może powstały nie w ustach profesora a w klawiaturze przepisującego tekst redaktora czy redaktorki, zacytuję profesora Krzemińskiego raz jeszcze:

"Ludzie nie życzą sobie zaangażowania politycznego Kościoła. Dzisiejsze zachowania biskupów i i ich tyrady wobec polityków, lekarzy czy mniejszości seksualnych są przejawem zerwania więzi z wiernymi. Dowodzą, że w Polsce realizuje się model Kościoła mocno zhierarchzowanego i atorytarnego. Przynależność do niego opiera się już tylko na czystym rytualizmie. Taka postawa w nowoczesnym i pluralistycznym społeczeństwie musi się dla Kościoła skończyć katastrofą. Zwłaszcza, że po doświadczeniach XX wieku Kosciół katolicki nie jest jedynym źródłem reguł moralnych".

Prawdę powiedziawszy i nad tym wywodem można się dość srogo a łatwo poznęcać. Począwszy od zainteresowania się na jakiej podstawie profesor stwierdza to, co stwierdza (chyba jakichś badań, mam taką nadzieję - a nie na podstawie tego, że jak redaktor Makowski czy jego pomocnik zadzwonił akurat, kiedy profesor był akuratr w gorszej formie). Sądy te w końcu zostały "potwierdzone" przez reportera TVN-u, który w dniu Bożego Ciała pokazał jak parę spytanych przez niegouczestników procesji nie wie jak się nazywa ich metropolita (a nie biskup, jak nieściśle podaje autor tekstu). A skończywszy nad całkiem poważnym zastanowieniu się, czy pan profesor nie pozwolił sobie przypadkiem na obrażenia uczuć tych paru milionów polskich katolików, ktorych przynależność do Kościoła nie opiera się już tylko na czystym rytualizmie a na czymś zgoła innym. Ale zostawmy i to, zwłaszcza że tez nie ma pewności, czy to powiedział profesor, czy tak się ułożyło autorowi tekstu, bo ładnie pasowało do tezy.

Zastanawia mnie inna rzecz: czy Kościół ma swoje owieczki "ciągnąć w górę", prowadzić drogą Ewangelii ku Chrystusowi - czy może raczej powinien zmodyfikować nauczanie Chrystusa do wymogów nowoczesnego i pluralistycznego społeczeństwa. Ja myslałem naiwnie, że raczej to pierwsze - Kościół ma głosić Prawdę nawet, gdy jedynym wymiernym tego skutkiem w życiu doczesnym może być męczeństwo. Profesor, jak się wydaje, woli raczej ten drugi model.

Wnioski, wbrew pozorom, wyciągam z tego optymistyczne. Jeżeli ktoś nie lubi słuchać, że homoseksualne praktyki są grzeszne, lekarze, którzy odmówią potrzebującemu pomocy czynią niedobrze a zabijanie nienarodzonych jest z gruntu złe - ma alternatywę. Jest przeciez "wolny kościół reformowany" z przewielebnym księdzem dobrodziejem Szymonem Niemcem. Nierygorystyczny moralnie, otwarty na dialog i o zdecydowanie nieendeckich ciągotach. Jak najbardziej dostowany do wymogów społeczeństwa nowoczesnego oraz doświadczonego XX wiekem (a także XIX i XVIII jak najbardziej). Natomiast Kościołowi powszechnemu raczej nie odbierałbym prawa do głoszenia Ewangelii i wypływających z Niej zasad, zwłaszcza jeżeli robi się to w tak tandetny sposób. Bo Kościół jest, był i będzie, Prawda jest, była i będzie, nawet narody są, były i będą, natomiast "społeczeństwa", zwłaszcza "nowoczesne" szybko wychodzą z mody...

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka