Gazeta Wyborcza zamieszcza tekst, w którym trzęsie się z oburzenia, że Polska śmiała odmówić zaproszenia obserwatorów OBWE na wybory. A taka Szwajcaria wpuszcza w tym czasie obserwatorów OBWE. Niby tekst, jakich wiele w organie, niby nic nadzwyczajnego, ale widać a nim jak na dłoni bardzo wiele zjawisk. Choćby mechanizm, cykl życia donosu, czy swego rodzaju faryzeizm środowisk, które najgłośniej krzyczą, że "demokracja w Polsce jest zagrożona".
Jaka to metoda donosu? Ano taka: najpierw rozgłasza się wszędzie naokoło, kanałami jawnymi i niejawnymi, formalnymi i towarzyskimi, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Potem, na dowód tego, publikuje się i cytuje powstałe za granicą (czy wręcz na Jamajce) na podstawie tych donosów opinie - z gazet, czy autorstwa tamtejszych polityków, naukowców i "celebrytów". Najświeższy przykład - obłąkańczy występ byłego prezydenta Republiki Czeskiej z Michnikiem u boku. Następnie, jak już robota jest wykonana i Zachód ma wodę z mózgu zrobioną (a zaskakujące, że podobne rzeczy od dawna wypisują o nas na Białorusi czy w Rosji, i to bez pomocy rodzimych "autorytetów", to jest też ciekawostka), zaczyna się inna śpiewka.
Kiedy sytuacja zaczyna być denerwująca nawet dla zwykłych Polaków i wręcz kompromitująca dla autorów tychże donosów, nie pozostaje im, autorom tychże, nic innego jak tylko odwrócić kota ogonem i wszystko odwołać. Taką metodę zastosował Prezio w rozmowie z "Rzepą", podobnie rakiem z wypisywanych wcześniej bzdur wycofywał się Newsweek Polska. Przyciśnięci - albo tylko zapytani - oczywiście powiedzą "ależ nie, nie ma u nas totalitaryzmu, przeciez jest demokracja i wolność słowa, ale atmosfera jest taka, że może się okazac..." itp.).
W omawianym artykule w Gazecie Wyborczej jest podobnie: Oddajmy głos Bronisławowi Geremkowi: "Nie ma konieczności, by OBWE przysyłała misję. Wolałbym, żeby sami Polacy monitorowali wybory. Ale nie wyobrażam sobie, żeby Polska odmówiła współpracy z OBWE. Żaden kraj nie boi się takich misji. To, że wybory są obserwowane, nie oznacza przecież, że kraj jest niedemokratyczny"
I co, ładne, nie? Przecież u nas jest wszytko dobrze, przecież OBWE nic od nas nie chce, przeciez takie są standardy, przecież nie powinniśmy mieć nic do ukrycia, przecież jest demokracja. Gazeta Wyborcza oczywiście nie uznała za stosowne dopytać, za czyją to sprawą w Parlamencie Europejskim rozlegały się gromkie zawołania o "faszyzmie", "stalinizmie". Nie zapytała również p. Geremka, czy wtedy też zapewniał swoich kolegów-eurodeputowanych o tym, że p. Cohn-Bendit przesadza i w Polsce wcale stalinizmu nie ma, ani nawet faszyzmu.
Zastanawia mnie jedno: czy ci wszyscy autorzy różnego rodzaju bardziej czy mniej podłych donosów na własny kraj, teraz, kiedy sytuacja zaczyna ich coraz bardziej kompromitowac, kiedy to za ich sprawą Polska zaczyna być coraz częściej i przez coraz poważniejsze instytucje postrzegana tak, jakby to, co wypisywali i wygadywali było rzeczywiście prawdą, a więc czy teraz oni poszli po rozum do głowy i dlatego rakiem wycofują się z bzdur o zagrożonej demokracji, wolnosci, putinizmie itp., czy też pokazują właśnie koleją swą faryzeuszowską twarz - jedynie na użytek wewnętrzny, tylko po to, zeby uspokoić tych Polaków, którzy może wielkimi fanami"rządów Kaczyńskich" nie są, ale sytuacja w której p. Havel z p. Michnikiem u boku, występujący o wysłanie do Polski obserwatorów zagranicznych zaczyna ich drażnić i obrażać. To jest dla mnie ciekawe, ale wydaje mi się, że smutną odpowiedź mimo wszystko znam.
Jeszcze jedna rzecz charakterystyczna: Gazeta Wyborcza w tytule o rządzie polskim pisze w trzeciej osobie liczby mnogiej. To też o czymś świadczy, i to bynajniej nie o mojej nadwrażliwości.
Kolejna ciekawostka - sonda dla internautów. Pytanie o to, czy decyzja o podziękowaniu za bratnią pomoc jest słuszna, czy nie. Oczywiście"nie-nie, tak-tak", to nie w Gazecie Wyborczej. W Gazecie Wyborczej, chociaż w artukule wszyscy zapewniają, że obserwatorzy to nic nadzwyczajnego, są w Szwajcarii, Kanadzie, Włoszech, USA, to w sondzie juz nie ma tak dobrze. Jeżeli uważamy, że decyzja o odmowie nie jest najlepsza, to jednocześnie musimy się zgodzić, że Kaczory z Ziobrą pewnie będą majstrować przy urnach. Oto możliwości odpowiedzi:
"Odmowa zgody na przyjazd obserwatorów OBWE to:
Skandal. Można się teraz obawiać matactw wyborczych.
Słuszna decyzja. Polska jest krajem o ugruntowanej demokracji.
Nie mam zdania"
Tutaj raczej komentarz jest zbędny, chyba każdy, kto myśli, widzi o co tu chodzi.I jeszcze jedna ciekawostka - też w tym tekście. Kiedy pada wyjaśnienie, czemu instytucja obserwująca wybory mieści się w Warszawie, pisze się, że "jest tutaj w dowód uznania, że to w Polsce odbyły się pierwsze wolne i uczciwe wybory w tej części Europy". Nie jest wyjaśnione, czy chodzi o wybory w 1989 roku, czy może o samorządowe w 1990, ale w Polsce wolne wybory w 1989 roku odbyły się wyłącznie do Senatu, do Sejmu, czyli te o znaczeniu o wiele większym, wolne żadną miarą nie były (a czy były uczciwe, to inna historia), a samorządowe w 1990 nie były pierwszymi w regionie. Ciekawe i charakteryztyczne dla pewnych osób i środowisk jest twierdzenie, że wybory, których wynik ustaliła część środowisk opozycyjnych z gen. Kiszczakiem były wolne.
Czyli artykulik jak artykulik, nic wielkiego - a jak wiele mozna z niego wyczytać. Oczywiście między wierszami, jak kiedyś w Trybunie Ludu... Bo zasadniczym przasłaniem jest, jak się okazuje... troska o państwa, w których demokracja jest zagrozona. To wynika choćby z komentarza autorstwa B.Węglarczyka. Tego kota tak ogonem odwracają, że chyba Towarzystwo Opiemi nad Zwierzętami powinno zainterewniować, bo ogon kotu w końcu urwą.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)