Oczywiście nie współczuje po ludzku, a po gazetowyborczemu. To znaczy nie współczuje, próbując się postawić w sytuacji dziecka, które dowiaduje się na świadomym etapie swojego życia, że kiedyś tam państwo polskie nie pozwoliło jej własnej mamie usunąć jej z brzucha, w związku z czym mamie pogorszył się wzrok i walczyła z państwem o odszkodowanie za to, że nie mogła się jej pozbyć.
Gazeta Wyborcza piórem pani Katarzyny Wiśniewskiej przede wszystkim współczuje p. Tysiąc "nagonki" na nią (chodzi o akcję wysyłania listów do Strasburga, w których zainteresowani obroną życia mogą wyrazić swój protest wobec wiadomego orzeczenia). Ale to żadna nowość, p. Tysiąc na sztandarach środowisk ideowo Gazecie Wyborczej bliskich już dawno się znalazła. Natomiast ja się zastanawiałem w jaki sposób p. Tysiąc i jej apologeci podejdą do dziecka, które paskudne państwo kazało jej urodzić. Byłem dziwnie spokojny, że niczego mądrego nie wymyślą, bo zadnej mądrej odpowiedzi na problem, który postawiłem w pierwszym akapicie po prostu tamte środowiska podać w stanie nie są. No i okazało się, że jakaś odpowiedź jednak się pojawiła.
Okazuje się, że największą traumą (jeśli nie wręcz jedyną), jaka może spotkać córeczkę p. Tysiąc jest... dowiedzenie się, co o jej mamie mówili ks. Prymas i "Gość Niedzielny". Ks. Prymas Glemp powiedział, co zresztą cytuje sama Gazeta Wyborcza, takie oto słowa: "Wyrok na życie nienarodzone zostaje niesłusznie narzucony Polsce (...) Matka skarży lekarzy, że nie wypełnili jej wyroku na swoje dziecko. Otrzymała Polska, polscy lekarze, naganę, karę za to, że uratowali życie."
Pozwolę sobie zacytować dwa fragmenty tekstu - jeden - to wspomniany komentarz w całości, drugi fragment - to kuriozalna wypowiedź (albo kuriozalnie podpisanego - jako "wieloletni sekretarz Klubu Inteligencji Katolickiej") Andrzeja Wielowieyskiego:
Komentarz
Obrońcy życia "od poczęcia do naturalnej śmierci" nie mają prawa stygmatyzować kobiet, które z różnych względów chcą usunąć ciążę. Ani szczuć dziecka przeciwko matce.
Córka Alicji Tysiąc ma teraz siedem lat. Na pewno znajdą się życzliwi, którzy doniosą jej, co o mamie sądzi sam prymas czy katolicki tygodnik. Tygodnik, który przecież stawia na rodzinę.
Pani Tysiąc dzieci wychowuje sama, utrzymując się za 600 zł renty. Odszkodowanie to nie nagroda za zabicie dziecka, jak w obelżywy sposób określa to ks. Gancarczyk, tylko kwota, która zapewni mu godziwe życie.
"Wyrok matki na dziecko", "morderstwo" , "Strasburg jak Auschwitz" - słyszymy. To nie werdykt Trybunału, lecz taki język przedstawicieli Kościoła - nieludzki i niechrześcijański - zdumiewa i przeraża.
Andrzej Wielowieyski:
- Takie komentarze (w "Gościu Niedzielnym - dzcf)wskazują na niezwykły prymitywizm polskiej wrażliwości i brak szacunku dla kobiety. Sprawa nie ma nic wspólnego z pragnieniem ratowania każdego życia od poczęcia, nie mówiąc już o szacunku dla prawa. Bo Alicja Tysiąc miała prawo do legalnej aborcji właśnie dlatego, że spełniała jeden z warunków, kiedy ciążę można usunąć. Jest rzeczą niegodną domaganie się od niej bohaterstwa wtedy, kiedy prawo tego nie wymaga - komentuje Andrzej Wielowieyski, wieloletni sekretarz Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)