0 obserwujących
368 notek
48k odsłon
1500 odsłon

Wybory w 1989 r. Kontraktowe, nie "częściowo wolne"

Wykop Skomentuj3

 

I znów to samo – powtarza się w koło Macieju, że „czerwcowe wybory do Senatu były wolne, a do Sejmu częściowo wolne”, czyli „wolne w 35%”. Wybory do Senatu w 1989 r. – faktycznie, tam była wolność zgłaszania kandydatów, demokratyczne procedury, żadnych ustaleń co do podziału mandatów. Czy „wolne” dotyczy też takich spraw jak równość prowadzenia kampanii wyborczej, środków na nią przeznaczanych (ich pochodzenia), dostępu do państwowych środków przekazu – to już inna sprawa. Ale wybory do Sejmu „częściowo wolne?” Guzik prawda! Tak samo one „częściowo wolne”, jak rząd Mazowieckiego był „pierwszym niekomunistycznym” – z najznamienitszymi „niekomunistami” w rodzaju Kiszczaka, Siwickiego, czy Święcickiego w kluczowych resortach.
 
Z wyborami jest jak z jajeczkiem lub ciążą. Nie może być jajeczko częściowo nieświeże, nie można być częściowo w ciąży, nie ma wyborów „częściowo wolnych”. Jeśli nie są wolne w 100%, to wolne w ogóle nie są. A wybory do Sejmu w 1989 roku wolne nie były nawet jeśli by uznać, że przynajmniej te 35% mandatów, o które walczyła (i które wywalczyła) opozycja było rozdysponowanych w sposób stuprocentowo wolny i demokratyczny. Niestety, nie było nawet tak. Dlaczego?
 
A dlatego, że, jak przewidywał kontrakt okrągłego stołu, mandaty rozdzielono w sposób następujący: o 60 % miejsc a Sejmie (276 mandatów) ubiegać się mogli członkowie PZPR, ZSL i SD (każdy zresztą w ramach „swoich mandatów” – PZPR-owiec walczył więc z PZPR-owcem, ZSL-owiec z ZSL-owcem itp). O 5% miejsc (23 mandaty) walczyć mieli członkowie koncesjonowanych PRL-owskich stowarzyszeń: Zaś o pozostałe 35% miejsc w Sejmie X kadencji (czyli o 161 mandatów) rywalizować mieli bezpartyjni. Nie były to więc wybory wolne nawet w zakresie tych 161 mandatów. Z tej prostej przyczyny, że PZPR-owcy, ZSL-owcy i SD-cy w wyborach do tych akurat mandatów kandydować nie mogli. Rywalizacja wyborcza toczyła się więc między opozycją „solidarnościową”, opozycją „niesolidarnościową” i tzw. bezpartyjnymi bolszewikami, których komuniści pozgłaszali tu i ówdzie, żeby mieszali szyki kandydatom KO. „Solidarność” pokonała więc komunistów w bezpośredniej walce wyborczej, owszem – ale tylko w przypadku Senatu. W wyborach do Sejmu tak nie było, bo do takiej walki wcale nie doszło.
 
Oczywiście nie umniejsza to wcale sukcesu „Solidarności”, podobnie jak nie umniejsza jej sukcesu to, że „lista krajowa” z czołowymi komunistami i ich koalicjantami wprawdzie przepadła, ale wcale nie z kretesem – kandydaci na niej umieszczeni uzyskali wyniki średnio rzędu 40% głosów – a że wymagane było ponad 50%, to do Sejmu się nie dostali. Np tow. Kiszczak uzyskał. 44,96% głosów, Roman Malinowski, ZSL-owski marszałek ostatniego PRL-owskiego Sejmu – 46,45% głosów, gen. Siwicki – 44,21%, premier Rakowski – 48,17%. Jeszcze lepiej poradził sobie znany skądinąd Janusz Maksymiuk – uzyskał 48,93% głosów. Oczywiście na tle fars wyborczych z czasów PRL-u spowodowało to euforię wśród ludzi a szok i przerażenie wśród komunistów. Tu nie ma wątpliwości. Czy jednak przy uznaniu tych wyborów za „wolne” czy „częściowo wolne” prawie połowa głosów oddana na PRL-owską wierchuszkę to aż tak słaby wynik?
 
Wybory te były więc konfrontacyjne, bo faktycznie toczyła się rywalizacja między kandydatami. Ale takie wybory wyglądały trochę tak, jak kiedyś mistrzostwa świata w kolarstwie. Najpierw amatorzy ścigali się z amatorami, potem zawodowcy z zawodowcami. Jak ktoś wygrał wyścig amatorski to był oczywiście mistrzem świata, ale czy mógł powiedzieć, że pokonał wszystkich innych kolarzy?
 
Prośba więc i apel do światlejszej części dziennikarzy, no i (pewnie rzucona tylko sobie a muzom) polityków: obchodząc rocznicę, okrągłą, dwudziestą, wyborów czerwcowych – nie powtarzajcie bajek o „częściowo wolnych” wyborach do Sejmu. One były od początku do końca kontraktowe. I tak miało wyglądać w Sejmie do 1993 roku. A że nie wyglądało... To już zasługa wyborów do Senatu, Narodu Polskiego, polskiego Kościoła, polskich ludzi kultury, niezależnych dziennikarzy, no i myślących patriotycznie polityków, którzy nie chuchali i nie dmuchali na „kontrakt okrągłostołowy” do samego końca.

 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale