Wczoraj o godzinie 20.00 cały naród polski zgodnie doznał zbiorowego orgazmu nad tym, jacy to jesteśmy dobrzy i jak to pomagamy biednym dzieciom, a ten Owsiak - na prezydenta go, albo nie, na papieża od razu!
Na Pana Boga!
Aż przypomniał mi się rysunek Sawki (chyba Sawki, ale cnoty własnej za to nie dam), jak to bezdomny prosi o pomoc przechodzącą obok niego parę. I jaka jest ich reakcja?
Niestety, zbieramy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
OK. Nieważne. Nie wnikam w to, czy WOŚP pomaga potrzebującym, czy defrauduje grube dżyliardy. Od prawicy do lewicy już każdy miał wpis o Owsiaku. Chcecie wiedzieć , czy WOŚP to lipa? Poczytajcie mądrzejszych ode mnie.
Jest jednak coś w tym całym zbieraniu kasy przez wolontariuszy, co mnie wczoraj zaciekawiło. Pamiętam, jak jeszcze z dwa, trzy latka chodzili tacy nieśmiali, po dwie, trzy osoby. A teraz?
Wchodzę sobie na Stary Rynek, a tam ekipa na ekipie, tak obstawili wszystkie wyjścia, że nie było szans, żeby ktoś uciekł stamtąd bez inspekcji WOŚPowiczów. Chryste Panie, chodzą teraz po pięciu, sześciu, napadają na człowieka, kiedyś jak miało się serduszko przyklejone do piersi - dawali spokój. Obecnie nic cię biedny człowieku nie uchroni przed wrzuceniem złotówki do pudełeczka.
Na szczęście oglądałem Szklaną pułapkę 3 i wiedziałem jak się zachować. Przede mną akurat szedł policjant, więc "przykleiłem" się do jego pleców i zostałem bezpiecznie odprowadzony prawie że przed drzwi do miejsca, gdzie pracuję.
Tak, możecie mnie nazwać świnią, bo nie dałem na biedne dzieci. Trudno, jakoś będę musiał z tym żyć.
Zaczynam się zastanawiać, czy czasami za pięć lat nie będzie tak, że za odmowę zakupu serduszka wolontariusze będą pałować?
I nie, nie mam nic ani do WOŚPU, ani do Owsiaka. Krzysztof zaraz pewnie napisze, że on osobiście to Owsiaka by na stosie spalił, ale Krzysztof wypowiada się tak o każdym kto nie wierzy w Bozinkę i dzieciątko Jezus, więc musicie mu wybaczyć. W przeciwieństwie do Krzysztofa popieram hasło "Róbta, co chceta", bo od tego jest młodość, by szaleć (znaczy, jeśli ktoś ma na to ochotę, dla mnie szczytem szaleństwa jest wyjście z domu). Drodzy czytelnicy, jeśli więc chcecie się kurwić na lewo i prawo:
Macie moje błogosławieństwo.
PS. Nie używam słownika, nie wklepuję notki wpierw do WORDA, żeby poprawił mi błędy, więc jeśli na takowe się natkniecie, to... Trudno. Z tym też jakoś będę musiał się pogodzić.
24
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze