Jestem załamany. Zdruzgotany wręcz. Moje życie praktycznie straciło jakikolwiek sens i nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze znajdę w sobie dość siły, by chociaż uśmiechnąć się. Boję się iść spać, boję się tego, że gdy obudzę się jutro rano, nie będę chciał opuścić mojego łóżka i zostanę w nim do końca świata.
Boże, proszę, pomóż mi.
Nie wiem nawet, czy dam radę dokończyć tę notkę. Słowa przychodzą z trudem, ranią, wspomnienie tego, co doświadczyłem, wywołuje we mnie głęboką apatię.
Otóż przeczytałem „najlepsze opowiadanie” Nabokova – Znaki i symbole– które przy okazji jest też „jednym z najlepszych opowiadań XX wieku” (przynajmniej, jak można wyczytać na tylnej okładce zbioru opowiadań Nabokova, tak twierdzą znawcy, a kimże ja jestem, by poddawać w wątpliwości oceny wielkich tego świata?)
I jestem doprawdy wstrząśnięty. Oto mam przed sobą jedno z najwspanialszych, najcudowniejszych opowiadań XX wieku – a może i w całej historii nie było czegoś równie genialnego! – i…
Kompletnie go nie rozumiem. Że niby tam jest jakiś chory koleś, u czubków, że niby jego rodzice mu konfitury kupują, ktoś tam później do nich dzwoni, jakaś sztuczna szczęka przez tę historię się przewija…
No pomieszanie z poplątaniem. Ja wiem. Tytuł już ma wskazywać, że oto mam do czynienia z opowiadaniem z drugim, trzecim i czwartym dnem, gdzie owo dno okazuje się sufitem, a sufit ścianą, a ściana papieżem.
Ja wiem – pewnie chodzi o los tłamszonej jednostki, która jest wybitna, tak wybitna, iż strachliwe społeczeństwo nie jest w stanie dostrzec tego, albo właśnie dostrzega, tylko ze strachu, albo głupoty myli jednostkę wybitną z jednostką szaloną.
Lub popierdoloną, jak kto woli.
A te konfitury? A ta szczęka? Za dużo tego, za dużo geniuszu, moja główka nie jest w stanie ogarnąć tego, co ogarnia GŁOWA. GŁOWA wielkiego pisarza!
No to głupi pomyślałem sobie – od czego mam Internet! Internet prawdę mi powie! Wyjaśni! Niestety, nie znalazłem nic, co objaśniłoby mi ten genialny tekst.
I właśnie tu tkwi – a raczej tkwią – przyczyny mojego załamania:
1) Wyszedłem na ciula, który nie potrafi pojąć, o co też chodzi w jednym z najlepszych opowiadań XX wieku.
2) Jedno z najlepszych opowiadań XX wieku bez dwóch zdań odmieniłoby moje życie, odkryłbym nie tylko sens istnienia, ale sens jednego z najlepszych opowiadań XX wieku!
3) Mógłbym wyrywać laski na znajomość jednego z najlepszych opowiadań XX wieku!
4) Boję się chociażby spojrzeć w lustro, by ujrzeć w nim twarz człowieka, który nie zrozumiał jednego z najlepszych opowiadań XX wieku.
Jak więc widzicie, jestem w niezłej dupie. Cała nadzieja w was, drodzy czytelnicy. Przywróćcie mi radość z życia i wytłumaczcie, o co też chodzi w jednym z najlepszych opowiadań XX wieku!
PS. Niniejszy wpis można potraktować jako pierwszy z serii: „Co mnie wkurwia w literaturze polskiej i światowej”. A tak się składa, że wiele rzeczy mnie w nich wkurwia.
Dziękuję za uwagę i przesyłam buziaczki



Komentarze
Pokaż komentarze