Muszę wam się do czegoś przyznać. Otóż uwielbiam czytać felietony Magdaleny Środy. Naprawdę. Jest to z mojej strony wyraz czystego masochizmu. Nie zgadzam się z ani jednym słowem, którego pani profesor (w tym kraju każdy kto się dorobi tego tytułu wręcz jest skłonny na skrzynce pocztowej dopisać przed imieniem i nazwiskiem owo mityczne "profesor") użyje, a mimo to nie mogę wytrzymać do następnej środy.
OK. Ja nawet rozumiem jej podejście do życia. Rozumiem i nie dziwię się. Walczy o prawa kobiet, bo sama jest kobietą. Nic dziwnego, że chce, by JEJ żyło się lepiej w kraju. I nie dziwią mnie jej postulaty, które rzekomo mają wnieść równouprawnienie, a tak naprawdę są biczem na mężczyzn, który ma ród męski sprowadzić do parteru, do roli bezpłciowych popychadeł.
Kobiety to też grupa interesu, a każda szanująca się grupa interesu twierdzi, że chce mieć tak samo jak inne, a tak naprawdę chce mieć najlepiej.
Magdalena Środa nie chce, by kobiety były na równi z mężczyznami, Magdalena Środa chce, by kobiety były nad mężczyznami.
Dokładnie tego samego - tylko że w drugą stronę - chcą mężczyźni. I nie ma w tym nic dziwnego.
Kobiety są w gorszej sytuacji, bo mężczyźni do tej pory uniemożliwali im rozwój. No OK, ale skoro mężczyźni potrafią przeprowadzić taką akcję - to może po prostu są lepsi?
Do tej pory znam tylko jeden przypadek, kiedy lepsi byli tłamszeni przez słabszych - a mianowicie wtedy, gdy jednostek słabszych była przeważająca ilość.
Czy mężczyzn jest zdecydowanie więcej niż kobiet?
Nie wydaje mi się.
Nie lubię Magdaleny Środy. Nie lubię jej, bo nienawidzi mężczyzn. Nienawidzi piłki nożnej, bo to sport wymyślony i uprawiany głównie przez mężczyzn. Nienawidzi Kościoła, bo Kościół zdominowany jest przez mężczyzn. Nienawidzi wszystkiego, co związane jest z mężczyznami.
I jak mógłbym polubić kogoś, kto najchętniej zobaczyłby mnie powieszonego na suchej gałęzi?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)