Czym właściwie jest piractwo oraz jakie są jego złe dobre strony? Czy możemy czuć się dobrze ściągając programy i muzykę z internetu, czy też powinniśmy czuć się winni kupując podrabianą torebkę na bazarze? Jeśli chcesz znać powód, dla którego korporacje są smutne z powodu piractwa, zapraszam do lektury.
Mit kradzieży
W powszechnej już debacie o piractwie często mówi się o kradzieży. Scenariusz rozumowania jest następujący: producent własności intelektualnej (odzieży, muzyki lub filmu) inwestuje pieniądze w stworzenie nowego produktu. Nowy produkt jest mu potrzebny, by go sprzedać i zarobić pieniądze. Producent liczy na konkretny zysk.
Spodziewany zysk okazuje się być mniejszy, z powodu działań piratów - osób podrabiających towary lub udostępniających muzykę/filmy w internecie. Zmniejszają zysk, czyli odbierają go producentowi. Coś zostało odebrane – wniosek - zostało ukradzione przez... złodziei.
Tylko czy można kogoś okraść z oczekiwań? Producenci własności intelektualnej nigdy nie otrzymują pieniędzy, z których mają być okradani. Co więcej, nie mają pewności, jak by wyglądały ich zyski, gdyby piraci nie istnieli.
Przyjmijmy jednak, że zyski zawsze maleją wskutek piractwa. Jeśli tak się dzieje, dochodzi tu do zmniejszenia ilości pieniędzy które dopiero przyjdą w postaci zysku. Nie dochodzi tu do kradzieży, która jest zmniejszeniem ilości posiadanych pieniędzy.
Codzienność wolnego rynku
Ze zmniejszaniem zysków firm spotykamy się na co dzień. Nazywa się to konkurencją i jest podstawą wolnego rynku, na którym firmy starają się zwiększyć swoje zyski. Często robią to kosztem innych firm, których zysk wtedy maleje. Czasem, gdy jedna firma za bardzo zwiększy swój zysk, zysk innej firmy może zmaleć do poziomu, w którym musi ogłosić swoją upadłość. Godzimy się na to, w myśl zasady „niech wygra lepszy”. Każdy czyn jednej firmy zmniejszający zysk innej, jest konkurencją. Lubimy jednak, by „konkurencja była zdrowa”. Chcemy w ten sposób nagrodzić czyjąś pracę i kreatywność. W ten sposób możemy motywować producenta własności intelektualnej do dalszego produkowania. Wtedy na rynku będzie więcej dobrych produktów a także miejsc pracy czy podatków płaconych przez dobrze prosperującą firmę. Dlatego dzielimy konkurencję na uczciwą i nieuczciwą.
Nieuczciwa konkurencja to taka, która opiera się np. na sprzedawaniu artykułów za cenę niższą od ceny produkcji, wprowadzaniu konsumenta w błąd czy szpiegostwie przemysłowym. Piractwo jest więc niczym innym, jak czynem nieuczciwej konkurencji. Zmniejszamy zyski innych firm, nielegalnie podrabiając ich towary lub nielegalnie rozdając ich filmy lub muzykę w internecie.
Smutek korporacji
To co bardzo boli firmy, to fakt, że w ich hermetyczny świat konkurencji i zysków wszedł nagle dotychczasowy konsument - Kowalski ze swoją końcówką do internetu. Miliony Kowalskich stało się nowym podmiotem na rynku i nie można go przejąć ani nasłać na niego kontroli, która doprowadziłaby go do bankructwa. Do tego trudno konkurować z dobrami rozdawanymi za darmo, i trudno walczyć o konsumenta, który ma coraz bardziej wyrobiony gust, stykając się z dowolną kulturą w dowolnym czasie.
Dobry produkt i marketing już nie gwarantuje zysków. Należy dodatkowo przekonać Kowalskiego, że akurat na ten film trzeba iść do kina, a nie obejrzeć po ściągnięciu w domu. Że ten artysta zasługuje na szacunek w takim stopniu, by odwdzięczyć mu się kupieniem oryginalnego pliku mp3. W końcu, reklama musi nas przekonać, że posiadanie prawdziwej torebki Louis Vuitton jest ukoronowaniem dotychczasowej kariery zawodowej, nawet jeżeli oryginalna i nieoryginalna zostały wyprodukowane w tej samej fabryce w Chinach.
Moralność
Czy piractwo jest moralne czy nie? Dobre czy złe? Ludzie często wydają takie sądy. Zapominają dodać, według jakiej moralności.
Jeśli wyznaję zasadę „oko za oko”, wtedy „uprawianie” nieuczciwej konkurencji wobec korporacji które nieraz same zachowują się nieuczciwie (szpiegując konkurencję, kłamiąc w reklamach czy w końcu wyzyskując pracowników) będzie dobre. Natomiast akt piractwa, wobec dobrej korporacji lub wobec niezależnego artysty będzie (z tego punktu widzenia) zły.
Dla kogoś, kto wyznaje zasady, mówiące o tym, że należy świecić przykładem dla innych, i zachowywać się nieskazitelnie bez względu na zachowanie innych, piractwo jest zawsze czymś złym.
Jak bardzo złym? Jeśli film w pierwszy weekend zarobi 27 milionów dolarów, a nie 35 milionów, to chyba nie jest to bardzo zły uczynek. Natomiast jeśli niezależny artysta otrzyma za swoje dzieło 500 dolarów, zamiast 1000, to jest to chyba bardzo krzywdzące wobec tego artysty.
Rzeczywistość
Produkt dobry sprzedaje się pomimo piractwa, a następne wersje produktu (kolejna część filmu, nowa płyta artysty czy nowy model butów) są wprowadzane do obrotu z zyskiem. Jeżeli produkt jest zły, to rzadko jest „piracony”. Trudno wtedy obronić stwierdzenie, że w świecie bez piractwa wygenerowałby wystarczający zysk, by nie zniknąć z rynku.
Staramy się chronić rynek przed nieuczciwą konkurencją, by mieć pewność że kreatywne i pracowite osoby zostaną wynagrodzone za swój wysiłek. Z drugiej strony najczęstszym źródłem nieuczciwej konkurencji, jest sam rynek – te same firmy starające się chronić własne marki i wyroby, sięgają po wątpliwe środki w walce z konkurencją. Nawet metody zwalczania piractwa są nieraz dyskusyjne.
Nieuczciwa konkurencja jaką jest piractwo, nie jest wcieleniem dobra – zmniejsza zyski kogoś, kto na nie pracował. Dla części osób ma znaczenie, czy zapracował na to uczciwie, czy nie. Mi osobiście przypomina to niebezpieczne rozróżnianie czynów na dobre i złe, w zależności od tego do kogo są skierowane. Zapomina się jednak o pozytywnych skutkach piractwa – szerzeniu dóbr kultury, dostępie do tańszych leków czy w możliwości skorzystania z dobrodziejstw technologii przez osoby mniej zamożne. I choć trudno mówić o pozytywnych aspektach sprzedaży podrabianej odzieży, to takie postępowanie jest naturalną odpowiedzią na kult marki, tworzony przez właścicieli tych marek od dziesięcioleci.


Komentarze
Pokaż komentarze