0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  1533   0

Ostatnia minuta meczu

 

(fotografia PAP ze strony newsweek.pl)

Ubu

Dalej, pójdziemy na obiad, bo Rosjanie nie zaatakują nas przed południem. Powiedz pan żołnierzom, panie generale, żeby załatwili swoje potrzeby i zaintonowali hymn fynansów.

 Żołnierze i Palotyni

Niech żyje ojciec Ubu, nasz wielki fynansista! Ting, ting, ting; ting, ting, ting; ting, ting, tating!

 Alfred Jarry, przekład Tadeusza Boya-Żeleńskiego

 

 

Ja bardzo państwa przepraszam, że tekst wbrew pozorom nie będzie o piłce nożnej, w każdym razie chyba nie całkiem. Wiem, że w Polsce jest jakieś duże zamieszanie wokół - zdaje się - klubu sportowego Kolejooooorz, ale ja zupełnie się na tym nie znam, od takich spraw mamy w końcu premiera, marszałka Sejmu, redaktorów Leskiego i Wołka, pisarza Pilcha i szansonistę Maleńczuka. Przepraszam również, że przerywam fascynującą dyskusję na temat losów polskich, ulepszonych wersji pań Angeli i Margaret, Ostatnich Zaprzepaszczonych Nadziei Prawdziwej Prawicy. Losów polskich, tzn. posępnych niczym los rewolucjonisty Waryńskiego Ludwika w wierszu poety Broniewskiego Władysława. Tak już mam, nigdy nie umiałem się skoncentrować na Rzeczach Naprawdę Wielkich. Niczym taki jeden gość z wiersza poety Herberta Zbigniewa, co całe życie przesiedział na strychu, pokaleczył sobie ręce i został niedożywiony i bezdzietny. Znaczy się, na strychu siedział gość, nie poeta, choć o poecie Herbercie też się dowiedziałem później od publicysty Żakowskiego Jacka z żoną (żoną poety, nie publicysty), że chorował, bolało go, trochę psychiczny się od tego zrobił i zaczął mówić dziwne rzeczy na temat różnych wielkich ludzi, którzy potem dostali nawet Order Orła Białego... przepraszam, sami państwo widzą, jak to z moją koncentracją jest.

 

Przeczytałem sobie jednak ostatni numer tygodnika, co się nazywa "Plus Minus" i dodawany jest co tydzień do dziennika "Rzeczpospolita". Który to dziennik zresztą zmierza w tak doskonałym kierunku, że niedługo redaktor Lisicki będzie mógł się zamienić na naczelne stołki z redaktorem Lisem i nikt nie zauważy zmiany... przepraszam, naprawdę spróbuję się kontrolować. Tak więc przeczytałem sobie ten numer i coś nie dawało mi spokoju.

 

Ponieważ, jak już państwo zapewne zauważyli, z natury jestem nieco niezbornie myślący, niesporo mi szło dociec, co właściwie mnie męczy. Najpierw myślałem, że chodzi  tylko o tekst redaktora Zychowicza o tym, że Polska niby zawiodła ofiary komunizmu. Znaczy, że niby byli tacy rozmaici sędziowie czy prokuratorzy, którzy sześćdziesiąt lat temu wsadzali różnych żołnierzy do więzienia z esesmanami, skazywali na rozmaite tortury i karę śmierci, wszystko to robili nawet z niejakim rozmachem czy przyjemnością, a teraz dostają państwowe emerytury i są szanowanymi mieszkańcami Warszawy czy Rzeszowa, jeśli nie zgoła Rosji, Szwecji, Wenezueli, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Australii, a najchętniej - z jakichś tajemniczych przyczyn - Izraela. Bardzo mnie ten tekst zdziwił, bo przecież zbrodniczych prokuratorów i tym podobnych każdy świadomy Polak powinien kojarzyć z prokuratorem Ziobrą Zbigniewem, a on mi do tekstu nie pasuje, bo chyba za młody. Poza tym wszyscy wiedzą, że tzw. Armia Krajowa to byli zasadniczo faszyści, antysemici i mordercy, prawie tak jak Jarosław Kaczyński i inni "obrońcy" tzw. krzyża, więc niby o co to całe halo.

 

Więc musiało chodzić o coś innego.  I w końcu załapałem. Otóż najpierw przeczytałem w tekście redaktora Zaremby Piotra poniższy akapit:

 

Wydaje się, że on [Schetyna] i Tusk myśleli wtedy podobnie. To numer drugi podtrzymywał numer pierwszy w strategii drobnych kroczków, które miały prowadzić do realizacji „projektu” (tak dawni liberałowie nazywali ogół przedsięwzięć związanych ze swoimi rządami). Arkadiusz Rybicki opowiadał mi dwa lata temu, że nie tylko w wywiadach, ale i w prywatnych rozmowach z posłami PO Schetyna porównywał platformerską strategię rządzenia do meczu, w którym liczyć się miała ostatnia minuta. W efekcie powstał wieloletni plan przewidujący odważniejszą liberalną politykę dopiero po kolejnych wyborach – prezydenckich, które miał wygrać Tusk.

Dobra, myślę sobie, to faktycznie nieaktualne, przecież premier Tusk Donald nie wygrał wyborów prezydenckich, a wszyscy komentatorzy tłumaczą mi, że partia rządząca nadal nic nie robi, w każdym razie nic ciekawego  i właśnie  dlatego należy  koncentrować się na ucisku kobiet przez prezesa Kaczyńskiego Jarosława, ponieważ temat ten jest o wiele ciekawszy. Zachęcony otwieram wywiad z kolejną uciskaną przez prezesa kobietą, profesor Staniszkis Jadwigą i czytam:

 

Kiedy przyglądam się, w jakim kierunku idą przygotowywane przez rząd zmiany, na przykład w projektach ustawy okołobudżetowych, to uderzające jest, jak dalece następuje odejście od wizji Polski solidarnej.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale