0 obserwujących
26 notek
33k odsłony
  1533   0

Ostatnia minuta meczu

W czym to odejście miałoby się przejawiać?

Rząd w tych próbach reform zarządza ryzykiem w ten sposób, że nadmiernie obciąża nim pracowników. Zdejmuje się natomiast odpowiedzialność i ryzyko w sferze finansów publicznych oraz polityki społecznej. A także z pracodawców. Nigdy to przeciwstawienie solidarności i liberalizmu nie było tak ostre jak teraz.

Z tego wynika, że wbrew temu, co mówi wielu komentatorów, rząd coś robi?

Tak. Jeszcze do niedawna wydawało się, że rząd nic nie robi, bo boi się odpowiedzialności i nie chce sobie zaszkodzić w kolejnych wyborach. Ale ekipa Donalda Tuska uczyniła następne przełożenie. To znaczy teraz udaje, że nic nie robi. Że też znajduje się w tej spirali emocji. Jednak udając, że nic nie robi, zaczął wprowadzać bardzo radykalne posunięcia.

Najpierw udawał, że coś robi, a teraz udaje, że nic nie robi?

Dokładnie tak. Też udaje, ale w drugą stronę.

Może dobrze, że rząd zaczął reformować?

Ale kierunek tych reform jest błędny, bo tworzy dzikie stosunki pracy. Widać to na kilku poziomach.

A na jakim etapie tego tworzenia się znajduje?

Niektóre rzeczy są już faktami dokonanymi. Bo nie wymagają zmian ustawowych.

Na przykład?

Międzynarodowa Organizacja Pracy w Genewie zauważyła, że po kryzysie bezrobocie w Polsce wprawdzie się zwiększyło o 3,5 proc., ale w przemyśle spadła liczba stanowisk pracy aż o 10 proc.

W administracji zatrudnienie natomiast wzrosło. Jest to kuriozalne.

Taki trend jest chyba wszędzie na świecie?

Nie, bo u nas to nie jest żadna racjonalizacja. W przemyśle zatrudnienie spadło głównie z tego powodu, że część tam pracujących wypchnięto na samozatrudnienie. W sumie 1,5 miliona osób. I zakwalifikowano ich jako sektor prywatny.

Jakie to ma konsekwencje? 

To oznacza, że nie podlegają pod kodeks pracy, pod okres wypowiedzenia itp. Całe ryzyko jest przerzucane na samozatrudnionego. Jeśli nie ma zamówień, to koniec pracy. Taki samozatrudniony sam płaci składki, co oznacza, że płaci je na najniższym poziomie. A to produkuje przyszłą biedę. I zniechęca inwestorów, którzy przewidują mniejszą konsumpcję w przyszłości.

Innym przykładem przerzucania na pracownika ryzyka jest propozycja pełnej kapitalizacji systemu rent. Tyle, ile pracownik zapłaci składek, tyle dostanie. A ten, kto nie ulegnie wypadkowi, nic nie dostanie. Rezygnuje się z solidarności płacących składki.

Po co rząd to proponuje?

Rozpaczliwie szuka oszczędności. W sposób chaotyczny. W Sejmie takich projektów czeka na przyjęcie wiele. I posłowie pod presją czasu będą je bez zastanowienia przyjmować. Jednocześnie jest wielkie marnotrawstwo, w tym w administracji. To wszystko jest nieefektywne, niesolidarne i zwiększające ryzyko tych ludzi, którym jest najtrudniej. Po raz pierwszy ta metafora solidarni-liberalni wyraża rzeczywistość. 

 

(...)

 

Ekonomiści, nawet po kryzysie, uważają, że w tej fazie należy jednocześnie uaktywniać kapitał ludzki. Nie spychać ludzi, m.in. przez zwiększanie ryzyka, o którym mówiłyśmy, w determinację. A to idzie w innym kierunku. Produkuje się nowe pokolenie emigrantów. W tej sytuacji kraj padnie, bo nie będzie pieniędzy na emerytury, pogłębią się procesy starzenia społeczeństwa. Odpłyną ludzie lepiej wykształceni. I ten rząd nam to właśnie teraz zapewnia.

 

I teraz myślę sobie, że po raz kolejny chłopaków z boiska nie doceniłem. W sumie wygląda, że robią dokładnie  tak, jak według redaktora Zaremby dawno temu zaplanowali. Końcówka meczu, bramkarzowi i obronie przeciwnika coś  dziwnego się przytrafiło, walimy w pole karne.

 

Wszyscy ostatnio byli wobec naszego premiera bardzo niesprawiedliwi i śmiali się z niego, kiedy przeprowadzał się do Sejmu, żeby ustaw pilnować. A teraz wychodzi na to, że on mógł być wcale na serio. Jak zawsze wychodzi na jego. Jak sam zainteresowany powiedział w zeszłym miesiącu: Mnie też ktoś kiedyś zlekceważył i źle na tym wyszedł.

 

Nieprzychylni komentatorzy nie zrozumieli po prostu, że w rozumieniu odważniejszej polityki liberalnejzaszła pewna niezgodność semantyczna, ale pretensje o to mogą mieć tylko do samych siebie. Premier Tusk od dawna nie taił się z głęboką fascynacją myślą Alfreda Jarry'ego - wystarczy przypomnieć klasyczny już jego tekst o Polsce jako nienormalności, który jako żywo mógł napisać również Jarry. Podobnie zresztą jak powyższą wypowiedź o lekceważeniu.  Albo jego autocharakteryzację sprzed kilku lat: Główną motywacją mojej aktywności publicznej była potrzeba władzy i żądza popularności - nawiasem mówiąc, mam ogromną nadzieję, że to zdanie zostanie kiedyś wyryte na jego nagrobku, bo byłoby szkodą wielką, gdy przepadło dla potomności.  Albo równie legendarne zdanie wypowiedziane do urzędniczki własnej kancelarii: Niech pani pamięta, ja bardzo nie lubię złych wiadomości. Jest całkiem jasne, że na kartach Króla Ubu gdański wizjoner znalazł również definicję odważniejszej polityki liberalnej.Definicja ta brzmi: Przy tym systemie, zrobię prędko majątek, wówczas pozabijam wszystkich i wyjadę.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale