czeQfli czeQfli
176
BLOG

Autonomiczne samochody i chaos na ulicach

czeQfli czeQfli Technologie Obserwuj notkę 4
Do tej pory było idealnie. Cicho, gładko, bez stresu. Autonomiczne taksówki sunęły przez miasto jak obietnica lepszego jutra: bez kierowców, bez emocji, bez ludzkich błędów. Wsiadasz, klikasz, jedziesz.

Komfort, nowoczesność, przyszłość na wyciągnięcie ręki. Aż nagle — awaria prądu. Autonomiczne taksówki stoją na środku dróg i skrzyżowań, miasto zostaje sparaliżowane, a pasażerowie po raz pierwszy od dawna muszą sobie przypomnieć, do czego służą nogi.

W San Francisco już to mają. Awaria prądu, autonomiczne taksówki stojące na środku skrzyżowań, miasto sparaliżowane, a firmy technologiczne uspokajają, że „system zadziałał prawidłowo”. Polskie miasta patrzą na to z uznaniem. I z zazdrością. Bo skoro tam to przyszłość, to my też chcemy. Najlepiej od jutra — po pilotażu, konferencji i prezentacji z wykresami.

Wyobraźmy sobie więc, że Polska doczekała się autonomicznych samochodów. Smart city pełną gębą. Banery, hasła, aplikacje. Miasta przyszłości właśnie ruszają… i po kilkunastu minutach największe z nich staje.
Warszawa, godzina 8:12. Minimalna awaria zasilania. Nic poważnego. Tyle że wystarczająca, by przyszłość transportu uznała, że bez światła nie rusza. Autonomiczne auta zatrzymują się synchronicznie — na Rondzie Dmowskiego, na Marszałkowskiej, na moście, na buspasie, na torach tramwajowych. Każde włącza światła awaryjne, bo algorytm został nauczony empatii.
Miasto zamiera w idealnej ciszy technologicznej.

Pasażer siedzi w środku. Bez kierownicy, bez przycisków, bez wpływu na cokolwiek. Samochód milczy. Aplikacja pokazuje komunikat: „Trwa analiza sytuacji”. Analiza trwa. Tramwaj nie przejedzie. Autobus nie skręci. Policjant patrzy bezradnie, bo nie ma komu dać znaku ręką — maszyna nie patrzy.
Infolinia? Przeciążona. Bo cała flota postanowiła jednocześnie zachować maksymalne standardy bezpieczeństwa. W końcu bezpieczeństwo jest ważniejsze niż ruch, punktualność, zdrowy rozsądek i funkcjonowanie miasta.
W ratuszu szybka konferencja. Urzędnik mówi, że to sukces pilotażu, bo system zareagował zgodnie z założeniami. Media piszą o „przejściowych trudnościach”. Ekspert tłumaczy, że społeczeństwo musi się przyzwyczaić. A społeczeństwo stoi w korku i właśnie się przyzwyczaja.

Ktoś w końcu wysiada przez okno z autonomicznej taksówki i idzie pieszo. Jak w średniowieczu. Bez aplikacji. Bez certyfikatu. Bez prądu. I — co najgorsze dla postępu — dociera szybciej.
Wieczorem miasto odżywa. Prąd wraca. Algorytm pozwala jechać. Przyszłość zostaje wznowiona. Do następnej awarii, burzy, remontu albo sytuacji, której nie przewidziano w prezentacji.
I wtedy wszyscy już wiedzą: autonomiczne samochody w Polsce to nie transport. To atrakcja. Futurystyczna przygoda mieszkańca smart city, w której największą innowacją okazuje się zwykły betonowy chodnik.
San Francisco już to przeżyło.
Warszawa bardzo chce.
Bo nic tak nie pasuje do dużego miasta jak przyszłość, która staje w korku i czeka na prąd.






#SmartCity #AutonomiczneAuta #PaństwoProcedury #PrzyszłośćNaPrzedłużaczu #KorekPremium #MiastoKtóreStoi #PostępWDokumentach #PilotażWieczny #NowoczesnośćPoPolsku

czeQfli
O mnie czeQfli

Piszę z pogranicza idei i faktów. Interesuje mnie to, co polityczne, zanim stanie się decyzją — i to, co filozoficzne, zanim zostanie nazwane. Eseje, komentarze, refleksje — czasem z nutą ironii, czasem z powagą. Nie szukam odpowiedzi, lecz lepszych pytań.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Technologie