Ostatnio na stole pojawił się podatek wojenny. Brzmi dumnie, poważnie, patriotycznie. W praktyce oznacza jedno: „Drodzy obywatele, musicie zrzucić się na sprzęt, przy którym będziemy potem pozować na konferencjach prasowych”. Bo przecież nic tak nie buduje wizerunku dumnego polityka jak zdjęcie przy błyszczącym czołgu, najlepiej takim, który kosztował tyle, co trzy stadiony narodowe albo roczny budżet średniego miasta.
Ale jeśli podatek wojenny nie przejdzie, spokojnie — kreatywność fiskalna nie zna granic. Zawsze można odkurzyć podatek bykowy. W końcu skoro nie masz dzieci, to znaczy, że masz pieniądze. A skoro masz pieniądze, to znaczy, że można je zabrać. Masz dzieci? Też płać, bo przecież korzystasz z systemu. Nie korzystasz? To płać tym bardziej, bo jesteś cwany. Wszystko proste jak konstrukcja budżetu państwa w PowerPoincie.
A jeśli i to nie wystarczy, zawsze pozostaje katastralny. Idealny, bo działa jak podatek od oddychania: nie musisz nic robić, wystarczy, że masz gdzie mieszkać. Państwo uzna, że to luksus, i wystawi rachunek. Nie masz mieszkania? To tym bardziej, płać komuś, kto ma, a on zapłaci państwu. W końcu bezpieczeństwo narodowe kosztuje, a ktoś musi zapłacić za te wszystkie błyszczące zabawki wojenne kupowane od bogatych państw, które — o ironio — same nie muszą wprowadzać podatku wojennego, bo mają gospodarki rozwiniete, które na swoich technologiach zarabiają krocie.
I tak oto powstaje trójca fiskalna doskonała: – podatek wojenny, bo wojna; – podatek bykowy, bo demografia; – podatek katastralny, bo żyjesz.
Cokolwiek wybierzesz, państwo i tak wygra.
Najpiękniejsze jest to, że politycy pozujący przy sprzęcie za miliardy nie zapłacą ani złotówki więcej. Oni już zapłacili — uśmiechem do kamery. Resztę dopłaci społeczeństwo, które w sondażach mówi „nie”, ale w praktyce nie ma wyboru. Bo kiedy budżet świeci pustkami, a dług rośnie szybciej niż inflacja w złych czasach, władza zawsze znajdzie sposób, by nazwać nowy podatek „tymczasowym”, „celowym” albo „patriotycznym”.
A potem, gdy kurz opadnie, a konferencje się skończą, zostanie tylko jedno pytanie: czy bezpieczeństwo naprawdę kosztuje tyle, czy po prostu ktoś znalazł pretekst, by wystawić nam kolejny rachunek?
W efekcie zostaje jedno pytanie: Jaki podatek będzie następny? Wojenny? Bykowy? Katastralny? A może — idąc tropem kreatywności — podatek od braku entuzjazmu wobec podatków?
Bo jeśli czegoś możemy być pewni, to tego, że państwo zawsze znajdzie sposób, by nazwać nowy podatek „patriotycznym obowiązkiem”. A obywatel? Obywatel zawsze znajdzie sposób, by zapłacić. Bo nie ma wyjścia. A gdzieś daleko, w Waszyngtonie, Berlinie, Seulu i innych bogatych stolicach, ktoś właśnie otwiera szampana — bo niewiele rzeczy cieszy tak bardzo, jak kraj, który z zapałem opodatkowuje własnych obywateli po to, by tym sposobem zasilać budżety ich państw.
Felieton ma charakter satyryczny. Wszelkie podobieństwo do polityków pozujących przy sprzęcie wojskowym jest całkowicie przypadkowe.
#PodatekZaPokaz #WojennyBykowyKatastralny #KreatywnośćFiskalna #PolitycyPrzySprzęcie #BudżetNieZGumy #PatriotyzmNaRachunku #ZbrojeniaNaNasze


Komentarze
Pokaż komentarze (1)