W Polsce istnieje pewien osobliwy sport narodowy, który nie wymaga ani kondycji, ani talentu, ani nawet szczególnej odwagi. Wystarczy dostęp do internetu, odrobina politycznej pasji i przekonanie, że „trzeba zareagować”. Tym sportem jest składanie zawiadomień do prokuratury — na wszystko, wszystkich i z byle powodu.
Zawiadomienie nic nie kosztuje. Dosłownie. A skoro nic nie kosztuje, to dlaczego nie złożyć? Dlaczego nie zrobić medialnego szumu, nie nabić kilku punktów w swojej bańce, nie pokazać, że „walczymy o praworządność”, „bronimy demokracji” albo „stawiamy tamę ekstremizmowi”?
W efekcie prokuratura staje się nie instytucją wymiaru sprawiedliwości, lecz skrzynką skarg i zażaleń, do której trafiają zarówno sprawy poważne, jak i kompletnie absurdalne. A ponieważ każdą trzeba zarejestrować, przeanalizować i formalnie odrzucić — system się zapycha. I to nie jest już zabawne.
Czy bezkosztowość rodzi nadużycia? Czy brak odpowiedzialności za bezzasadne zawiadomienia pociąga za sobą realne zagrożenie społeczne? Widzimy to dziś wyraźnie: wystarczy jeden kontrowersyjny wpis, jedna polityczna wypowiedź, jedno nieudane porównanie — i już pojawia się ktoś, kto biegnie do prokuratury z poczuciem misji.
Nie dlatego, że doszło do przestępstwa. Dlatego, że można. Bo nic to nie kosztuje.
W Polsce istnieje przecież art. 238 Kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za fałszywe zawiadomienie o przestępstwie. Problem w tym, że przepis ten funkcjonuje głównie na papierze. W praktyce niemal się go nie stosuje.
Efekt? Zero ryzyka.
A jak to wygląda gdzie indziej? Otóż w wielu krajach o wyższym standardzie demokracji system jest znacznie bardziej odporny na polityczne „zawiadomienia dla show”. Funkcjonują tam:
• opłaty za bezzasadne skargi,
• kary za nadużywanie prawa,
• obowiązek pokrycia kosztów postępowania,
• sankcje za działania o charakterze czysto politycznym lub medialnym.
I działa to dokładnie tak, jak można się spodziewać: zanim ktoś pobiegnie z donosem, trzy razy się zastanowi, czy naprawdę warto. Czy to ma sens. Czy to nie jest tylko teatr.
Dlaczego u nas miałoby być inaczej?
Państwo prawa nie polega na tym, że każdy może bezkarnie używać prokuratury jako narzędzia walki politycznej. Państwo prawa polega na tym, że instytucje działają sprawnie, a prawo jest stosowane odpowiedzialnie.
Jeśli chcemy, by prokuratura zajmowała się realnymi przestępstwami, a nie politycznymi przepychankami, musimy wprowadzić zasadę prostą jak konstrukcja cepa:
Składasz fałszywe zawiadomienie — płacisz.
Nie po to, by karać kogokolwiek za poglądy.
Po to, by wreszcie przywrócić powagę instytucjom, które dziś zbyt często służą nie wymiarowi sprawiedliwości, lecz autopromocji tych, którzy najgłośniej krzyczą.
#PaństwoPrawa #StopPolitycznymDonosom #OdpowiedzialnośćZaSłowo #ProkuraturaToNieTeatr #PrawoNiePR #SkładaszPłacisz


Komentarze
Pokaż komentarze (2)