czeQfli czeQfli
140
BLOG

Zakopane - droga zblokowana bo... elektryki ładują

czeQfli czeQfli Technologie Obserwuj notkę 1
Gdyby ktoś chciał nakręcić współczesną wersję „Miśka” Barei, nie musiałby szukać daleko. Wystarczyłoby pojechać do Malung w Szwecji, gdzie kolejka elektryków do ładowarki tak pięknie zablokowała drogę krajową, że nawet policja nie miała gdzie stanąć. Szwedzi – naród uporządkowany, umiarkowany i generalnie niechętny chaosowi – nagle odkryli, że elektryczna rewolucja potrafi wyglądać jak promocja na karpia w PRL-u.

A teraz wyobraźmy sobie, że ten sam scenariusz przenosimy do Zakopanego. Tak, tego Zakopanego.
Zakopianka – arteria życia, a może przyszła arteria ładowania?
Już dziś zakopianka potrafi zamienić się w wielogodzinną medytację nad sensem istnienia. A teraz dodajmy do tego setki elektryków, które – niczym stado reniferów – zatrzymują się, gdzie popadnie, bo „jeszcze 12% i nie dojadę do Poronina”.
Czy Zakopane jest gotowe na najazd rodzimych elektryków, wzmocniony zachodnimi i wschodnimi gośćmi? Oczywiście, że nie.
Tu nawet infrastruktura dla pieszych bywa wyzwaniem, a co dopiero dla samochodów, które potrzebują prądu szybciej niż turysta oscypka.


Kolejka do ładowania – do Poronina czy już do Nowego Targu?
W Malung kolejka sięgnęła drogi krajowej. W Zakopanem… cóż, tu kolejki mają tradycję. Do Morskiego Oka. Do Gubałówki. Do Krupówek po zdjęcie z misiem.
Dlaczego więc nie do ładowarki?
Wyobraźmy to sobie tak: – Pierwsze auta stoją przy rondzie w Kuźnicach. – Kolejne ciągną się przez centrum. – A ostatnie kończą w Nowym Targu, gdzie kierowcy zaczynają się zastanawiać, czy nie lepiej było jednak kupić diesla z 2008 roku.
Policja – nowy filar budżetu Zakopanego
W Malung policja przyjechała, popatrzyła, westchnęła i… nic nie zrobiła, bo nie miała gdzie odesłać kierowców. W Zakopanem? Tu policja miałaby pole do popisu.
Mandaty za:
    • postój na chodniku,
    • postój na drodze,
    • postój na trawie,
    • postój na „tylko na chwilę”,
    • postój na „bo muszę ładować, panie władzo, inaczej nie ruszę”.
Budżet miasta pęczniałby szybciej niż akumulator Tesli podłączonej do superchargera.


A jak tu pchać elektryka?
Bo przecież kiedy już prąd się skończy, a ładowarka jest „za 3 godziny kolejki”, pozostaje opcja klasyczna: pchanie. Tylko że:
    • jest ślisko,
    • jest pod górkę,
    • buty po dwóch kilometrach tracą podeszwę,
    • a palce u nóg zaczynają przypominać kostki lodu.
W tym momencie nawet najbardziej zagorzały fan elektromobilności zaczyna rozumieć, dlaczego górale tak kochają swoje stare, poczciwe Subaru.
Cała ta sytuacja to piękny przykład, jak masowe przechodzenie na elektryki wygląda w praktyce, gdy infrastruktura nie nadąża. Owczy pęd działa – tylko że owce przynajmniej nie muszą czekać w kolejce do gniazdka.

czeQfli
O mnie czeQfli

Piszę z pogranicza idei i faktów. Interesuje mnie to, co polityczne, zanim stanie się decyzją — i to, co filozoficzne, zanim zostanie nazwane. Eseje, komentarze, refleksje — czasem z nutą ironii, czasem z powagą. Nie szukam odpowiedzi, lecz lepszych pytań.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Technologie