Ale cała ta historia prowadzi do pewnej myśli, która aż prosi się o rozwinięcie: skoro służby mundurowe mogą przechodzić na emeryturę po trzydziestce, to może politycy też powinni?
Bo jeśli jest w Polsce zawód, który potrafi wykończyć człowieka szybciej niż nocna zmiana w patrolu, to jest to właśnie polityka.
Po pierwsze: stres
Polityk żyje w ciągłym napięciu. Debaty, konferencje, kamery, media społecznościowe, a do tego jeszcze afery o okładki gazet, które potrafią doprowadzić do publicznego wybuchu emocji. Człowiek nie jest z kamienia — nawet jeśli czasem próbuje tak wyglądać.
Po drugie: warunki pracy
Zwykły obywatel po pracy idzie do domu. Polityk — do hotelu sejmowego.
A tam, jak głosi ludowa legenda, trzeba „po godzinach” debatować, analizować, stresować się, a czasem nawet — według niektórych opowieści — odreagować śliwowicą i chóralnym śpiewem. Jedni mówią, że to folklor. Inni — że terapia grupowa.
Po trzecie: przepracowanie
Ostatnio obserwujemy zjawisko, które powinno zaniepokoić lekarzy medycyny pracy: politycy wyjeżdżają za granicę i zaczynają obiecywać innym państwom wejście do Unii Europejskiej. Tak po prostu. Z marszu. Jakby rozdawali ulotki na deptaku.
To już nie jest zwykłe zmęczenie. To jest zmęczenie geopolityczne.
Jeśli ktoś po kilku godzinach delegacji zaczyna mówić w imieniu całego kontynentu, to znaczy, że organizm wysyła sygnały alarmowe.
Po czwarte: media dolewają oliwy
Tygodnik „Polityka” zasugerował, że młode kobiety w służbach mundurowych są „emerytkami”. Efekt? Burza. Oburzenie. Publiczne oświadczenia. Kolejna porcja stresu dla wszystkich zainteresowanych.
A skoro służby mundurowe mają prawo do wczesnej emerytury, to może politycy też powinni? W końcu oni również są „na pierwszej linii frontu” — tylko że front jest medialny, a pociski to komentarze.
Wniosek
Skoro policjant po trzydziestce może iść na zasłużony odpoczynek, to czemu nie polityk? Wyobraźmy to sobie:
• 35 lat — koniec kariery,
• odpoczynek,
• zero konferencji,
• zero kamer,
• zero delegacji,
• zero spontanicznych deklaracji o rozszerzaniu Unii Europejskiej.
Państwo by odetchnęło. Politycy by odpoczęli. Europa — również.
A społeczeństwo? Społeczeństwo mogłoby wreszcie spać spokojnie, wiedząc, że nikt po nieprzespanej nocy nie obieca niczego w imieniu kontynentu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)