Blog
Magazyn Apokaliptyczny
44 Czterdzieści i Cztery
37 obserwujących 95 notek 51978 odsłon
44 Czterdzieści i Cztery, 10 października 2010 r.

Łuczewski: Socjologia czasów ostatecznych

Pitirim Sorokin jest socjologiem czasów ostatecznych. I może dlatego jest socjologiem zapomnianym.

Zapomnieć o Sorokinie nie można jednak ot tak, w końcu to jeden z klasyków dyscypliny, który ze swej katedry na Harvardzie przez dekady wyznaczał jej nowe kierunki (socjologia wsi, socjologia rewolucji, socjologia historyczna, mobilność, miłość, altruizm, kultura, systemy, wartości etc.). Aby zatrzeć pamięć o nim, trzeba było doprawdy niemałego wysiłku kolejnych, drżących przed jego wpływem pokoleń badaczy (co skrupulatnie udokumentowała Elżbieta Hałas). Zabijanie Sorokina było na tyle skuteczne, że dopiero dziś pamięć o nim przywracają późne, ale za to wybitne wnuki.

W swojej monumentalnej książce „Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy” Tomasz Rakowski odwołuje się do zapewne najciekawszej książki Sorokina, „The Crisis of our Age”, aby zrekonstruować „mentalność apokaliptyczną” Polaków przełomu wieków XX i XXI. Jeszcze dalej idą redaktorzy „Pressji”, którzy przetłumaczyli jej fragmenty (mimo zabiegów Zbigniewa Bokszańskiego nikt nie pokusił się jeszcze o przetłumaczenie całości) i opatrzyli wstępami Krzysztofa Mazura i Pawła Rojka. Co ciekawe, ani Rakowski, ani pressjańci nie potraktowali Sorokina serio jako teoretyka apokalipsy. Rakowski szybko porzuca go na rzecz antropologów i filozofów, a pressjańci na rzecz Luhmanna (Skrzypulec), Kuspita (Czerkawski), prawników (Zabdyr-Jamróz) i amerykańskich neomediewalistów (Lewicki). Ostatecznej neutralizacji apokaliptycznego socjologa dokonał Błażej Sajduk, który robi z niego nieledwie konserwatystę-optymistę.

W takim towarzystwie sam Sorokin musiałby się czuć co najmniej nieswojo, a tego typu rozważania wydałyby mu się pozbawione ducha. On nie chciał być „optymistą”, marzył o „kulturze integralnej”, zwróconej ku Bogu, która wyrośnie dopiero na gruzach, „na trupie” naszego świata, zwróconemu ku sobie („Pressje” 2010, teka XX, s. 33, 37). Pisał bez ogródek, że bez nadnaturalnej łaski i „bez trwałego wysiłku dla urzeczywistnienia boskiej twórczej misji człowieka na Ziemi” nastąpi kryzys i „konieczność strasznego dnia sądu, który jest  jedynym sposobem nauczenia nas tego, czego nie chcemy się nauczyć w inny sposób” (tamże, s. 39). Ten nastrój przebija jeszcze przez analizy Rakowskiego, ale autorzy „Pressji” po krakowsku gaszą apokaliptyczny płomień. Wbrew zapowiedziom nie chcą analizować Nowego Średniowiecza, wtedy zajęliby się przecież Nikołajem Bierdiajewem czy Adamem Doboszyńskim. Dla nich Nowe Średniowiecze jest raczej bezpieczną ucieczką przed świadomością zbliżającego się końca.

Michał Łuczewski

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Blog redagowany przez zespół Czwórek w składzie: Nikodem Bończa-Tomaszewski, Michał Dylewski, Marek Horodniczy, Łukasz Łangowski, Michał Łuczewski, Filip Memches, Rafał Tichy, Wojciech Wencel, Jan Zieliński.

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Filip Memches To się nazywa, Filipie, odwaga cywilna. Najpierw napluć i nakłamać, a potem...
  • @Renata Rudecka-Kalinowska Dyskusja z nieistniejącym (!!!) postem może być na dłuższą...
  • @Renata Rudecka-Kalinowska @RRK A pani jest brzydka i strasznie śmierdzi pani z ust. A za to...

Tematy w dziale